Essaouira w jeden dzień – magiczna turystyczna

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Essaouira kusiła. Nie znam osoby, która by tym miastem się nie zachwycała. Każdy ma swoje ulubione miejsca: medina, port, plaża, jako miejsce, gdzie kręcili Grę o tron (na marginesie – czy naprawdę was porywa ten serial? Jedna książka rozciągnięta na kilka sezonów. Hobbit był już długi jak nie wiem co, a Grę o Tron mam szansę oglądać do końca życia w takim tempie). No i pojechaliśmy, autobusem.

Podróż autobusem ma swoje uroki. Pamiętam te zamierzchłe czasy, kiedy przejazd po nieznanym kraju budził niepokój, a opowieść koleżanki, która zdecydowała się podróżować po Maroko dalej niż znane kurorty był nie lada wyczynem. Teraz wystarczy pójść na dworzec i kupić bilety. Tak! Pan w okienku mówi po angielsku! Jedyne, co warto wziąć pod uwagę – kupić bilety z wyprzedzeniem. Szczególnie jeśli planujecie podróż tam i z powrotem tego samego dnia. Biletów może po prostu nie być (największy problem był z powrotem wieczornym). Co prawda na miejscu w autobusie było sporo miejsc wolnych, mimo braku biletów, ale wolę bilet w ręku mieć niż ryzykować poszukiwanie niepotrzebnego noclegu kilkaset kilometrów od naszych bagaży. Na turystycznych kierunkach podróżuje sporo backpackersów, więc szansa, że będziecie jedynymi turystami w autobusie jest mała. Co też ciekawe, na bilecie i na rozkładzie możecie zobaczyć As-Sawirę – nazwa miasta po arabsku (Essaouira to nazwa francuska).

Koszt podróży – w porównaniu z wycieczkami zorganizowanymi – pięknie zadziwia. 170 dirhamów tam i z powrotem na osobę. Autobus również – dobry standard. Póki się nie zepsuł – na zakręcie, w tak zwanym in the middle of nowhere.

Najpierw było śmiesznie. Potem zaczęliśmy się zastanawiać ile czasu nam zostanie na Essaouirę przed powrotnym autobusem, czy podstawią autokar zastępczy, czy w ogóle zainteresują się naszym losem. Ekspertów od autokarów było dużo.

Praktycznie każdy osobnik płci męskiej położył się pod autokar albo pod niego zajrzał.

Było bardzo zabawnie, póki kierowca nie przywiązał zepsutej części do podwozia, żeby nie włóczyła się po ziemi i pojechaliśmy dalej mocno bujając się na prawo i lewo. O dziwo, adrenalina podziałała na mnie lepiej niż awiomarin skutecznie usuwając wszelkie objawy choroby lokomocyjnej, której doświadczyłam po raz pierwszy w życiu, pokonując zakręty serpentyny na dużej prędkości (sic! to nie była pierwsza serpentyna w moim życiu).

Po drodze do Marakeshu (autobus docelowo jedzie do Marakeshu) można zobaczyć kozy na drzewach arganowca. Plusem wycieczek jest możliwość zatrzymania się przy drzewie i zrobienie zdjęć. Autobus rejsowy kozami tak jak my się nie cieszy i pędzi przed siebie do następnego przystanku.

Do mediny albo do portu z przystanku autobusowego idzie się bardzo prosto: cały czas przed siebie do promenady przy plaży albo równoległą ulicą.

Medina Essaouiry jest przepiękna i… bardzo komercyjna.

Medina znajduje się na liście UNESCO. Powstała jako forteca w połowie XVIII wieku, łącząc ówczesną europejską myśl techniczną  i arabsko-muzulmańskie tradycje architektoniczne. Na przestrzeni wieków służyła jak jeden z najważniejszych portów do wymiany handlowej na Atlantyku pomiędzy Północną Afryką a Europą oraz była okazem tolerancji wielokulturowej oraz religijnej.

W uliczkach można na pierwszy rzut oka chodzić i chodzić. Po czym podświadomie zaczęliśmy szukać uliczek, w których jest mniej turystów, mniej sklepów, mniej komercji. Są knajpki, w których siedzą tłumy, są knajpki, w których nikogo nie ma (pojawia się wtedy myśl – dlaczego).

W sklepikach są rzeczy z lepszym designem i jakością. Z odpowiednimi cenami. Dużo ludzi nastawionych na wasz portfel, dużo wyższe ceny niż w Agadirze np.

Taki paradoks, nad którym ostatnio dość dużo myślałam po serii postów o wyjeździe blogerów do Gruzji: komercjalizować kraj pod turystów czy zostawić te nietknięte cywilizacją i turystyką rejony. Tylko… na backpackersach kraj się nie rozwinie. Pieniądze na dom, rachunki, zakupy i inne sprawy ma się właśnie z tych turystów-turystów – kupujących pamiątki, jedzących w restauracjach, jeżdżących na wycieczki i mieszkających w drogich hotelach. Oni często napędzają rozwój gospodarki, opartej na turystyce. Jeśli ktoś zna przepis jak zachować autentyczność kraju płacąc grosze, rozbijając namiot w polu etc. jednocześnie rozwijając go i napędzając gospodarkę to chętnie go poznam – albo chętnie podyskutuję :) Fakt, pamiątki stąd będą ciekawsze niż z Agadiru, nawet jak kosztują więcej.

O wiele bardziej byłam zauroczona fortem Skala de la Ville oraz portem.

Fortyfikacje robią wrażenie. Zostały wzniesione w XVI wieku przez Portugalczyków. Na wodę oraz mewy można patrzeć godzinami – przez otwory strzeleckie w murach. Mnóstwo osób spędza tu czas na rozmyśleniach albo romantycznych spotkaniach. Wcale im się nie dziwię. Ogrom oceanu, ptactwo na pobliskich skałkach oraz spokój (zgiełk i szum mediny jest tu praktycznie niesłyszalny).

Droga z fortu prowadzi do rybackiego portu. Mijając po drodze zapracowanych rybaków, sprzedawców oraz czyhające na resztki ryb koty i mewy dopiero tutaj trochę odetchnęliśmy od turystów.

Nie na długo. Czyhają też turyści z lustrzankami. Zawsze mnie zastanawia po co komu taki aparat jeśli wywoła to w rozmiarze max 10×15 albo będzie pokazywał rodzinie na komputerze – raz albo dwa, a potem nigdy nie odpali ponownie. Wszyscy piszą blogi i sprzedają zdjęcia do czasopism? A włażenie komuś w życie z takim aparatem jest bardziej zauważalne. Wnioskuję po tym, jak mieszkańcy miasta zakrywają twarz rękami albo odwracają się myśląc że ktoś robi im zdjęcia. Widziałam też przypadki, gdzie już krzyczeli do turystów „no photo” mając pewnie dość egzotycznych zdjęć siebie w aparatach cudzoziemców.

W porcie po raz pierwszy też żałowałam, że jesteśmy w tym mieście tylko jeden dzień. Bo chciałabym spróbować dosłownie każdego gatunku ryby, z tych, które tam proponowali.

I oczywiście seafood. Dopiero co wyłowiony, świeżutki, tani, tylko na masełko na patelnię i serwować z bułeczką.

Kobaltowe łódeczki trzymają wzrok i zatrzymują krok.

Nawet ten zapach ryby nie jest już ani uciążliwy ani przeszkadzający. W porcie toczy się życie. Nie pytaliśmy o ceny. Biorąc pod uwagę ilość majętnych turystów (sądząc po językach które słyszeliśmy dookoła), prawdopodobnie takie tanie wcale nie były. Przynajmniej dla turystów.

Tylko dzieci na nikogo nie zwracały uwagę. Powszechną zabawą były skoki do wody  w połączeniu z akrobatyką i łażeniem po ścianach. Wszyscy obserwujący na chwilę wstrzymywali oddech, co tych dzieci chyba jeszcze bardziej motywowało do wymyślnych skoków.

A spacer po Essaouirze warto zakończyć na plaży – jest piękna i duża. Miejsca starczy dla wszystkich – i dla plażowiczów, i dla surferów. Nazywana też rajem dla surferów – ale mogę w tej kwestii tylko powtórzyć czyjeś słowa bez potwierdzenia bo my głównie chodzimy a nie pływamy. A widoki na port i horyzont relaksują i przenoszą myśli w zupełnie inne miejsce.

Ciekawostką jest kawiarnia naprzeciwko stacji autobusowej. Prowadzi ją Francuzka (dość źle mówi po angielsku, więc najlepiej nastawić się na proste słowa i migi), serwuje dobrą herbatę z miętą, kawę (Nespesso) i ręcznie robione czekoladki. Takie typowe pralinki. Dobre ;) Więc czekać na autobus najlepiej tam!

W Essaouirze również odbywają się koncerty jazzowe, rockowe i reggae, dzięki czemu zyskała przydomek również marokańskiego Woodstocku. Chętnie kiedyś tam wrócę podczas takiego eventu i zweryfikuję swoją opinię na temat tego miejsca raz jeszcze :D

Nie zobaczyłam tajemniczej Essaouiry. Zobaczyłam miasto przygniecione poniekąd własną sławą (w Agadirze mimo napływu turystów tak się nie czułam), komercją i przekierowaniem się na turystów, czasami zmęczonych turystami ludzi. Podczas gdy medina i port tętniły życiem (turystycznym – a jakże), mieszkalne dzielnice (w niedzielę) były wymarłe – pojedyncze osoby, ze zdziwieniem na nas patrzący – dlaczego my jesteśmy tu a nie tam. Warto pojechać i wyrobić sobie własną opinię :)

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

18 thoughts on “Essaouira w jeden dzień – magiczna turystyczna”

  1. kamieverywhere uważa, że:

    od pewnego czasu marzy mi się Maroko, choć mam pewne obawy przed pojechaniem tam samej… bardzo fajny post, pokazujący zarówno plusy i minusy miejsca – sama nie przepadam za lukrowanymi postami. Chociaż Essaoiura w Twoich zdjęciach jawi się baaardzo interesująco. Jak sama piszesz – trzeba samemu sprawdzić i się przekonać :) pozdrawiam serdecznie!

    1. Tati uważa, że:

      Widzieliśmy sporo kobiet podróżujących samych albo w parach (w sensie 2 kobiety), w miastach turystycznych nikt na nikogo nie zwracał uwagi ani nie zaczepiał. Wiadomo – trzeba zachować wszystkie środki ostrożności oraz wziąć pod uwagę zalecenia. Ze wszystkimi pytaniami polecam stronę Bewildered in Morocco – Monika tam mieszka na co dzień i na pewno wie jak radzić sobie z takimi sytuacjami :)

  2. Hanna uważa, że:

    Maroko ciągle przede mną, ale myślę, że chyba dłużej już nie wytrzymam i w przyszłym roku się tam wybiorę! Bardzo podoba mi się na zdjęciach, więc mam nadzieję, że i w rzeczywistości mnie zachwyci. :)
    Co do komercjalizacji – jak sama napisałaś trudno oczekiwać, żeby kraj czy jakiś region utrzymywał się z backpackersów. Chociaż chcielibyśmy, żeby te miejsca, które odwiedzamy były ciągle nieskażone pieniądzem, to chyba nic nie możemy na to poradzić, jedynie szukać tych z dala od turystów.

    1. Tati uważa, że:

      Koniecznie! A co do komercjalizacji…uważam, że zamiast rozpaczać nad postępującą globalizacją trzeba nauczyć się z nią koegzystować. We wszystkich krajach, które my uważamy za „jeszcze nietknięte gnijącą cywilizacją” i w związku z tym takie piękne dużo ludzi też chce mieć telefony, mieć pieniądze na książki, ubrania, podróżować i robić dokładnie to co Zachód. A nasze pobożne życzenia pozostawić te miejsca w stanie nienaruszonym – „tak jak było 100-300 lat temu” jest nieco egoistyczne :)

  3. Asia | Byłem tu. Tony Halik. uważa, że:

    Rzeczywiście turkusowo-kobaltowo. Przepiękna kolekcja zdjęć. Z ogromną przyjemnością je obejrzałam!
    A miejsce od dawna na mojej liście „to see” :)
    Pozdrawiam, Asia

    1. Tati uważa, że:

      Cieszę się:) polecam miasto bardzo! a że biletów do Maroka jest coraz więcej, to i okazja pewnie się nadarzy

  4. yallanatalia uważa, że:

    Zdjęcia chłopców skaczących do wody- świetne! W ogóle to miasto ma dla mnie (nie byłam, więc oceniam na podstawie Twojego wpisu) jakiś nieznany dotąd charakter, ciężko mi to określić. Kojarzy mi się z takim, które oparło się upływowi czasu, zostało trochę brudne i zakurzone, ale w wyjątkowym klimacie (pewnie przez to, że portowe, a ja miasta portowe uwielbiam!). Nawiązując do komercjalizacji miejsc- też bym wolała, żeby dziewicze dziewiczymi pozostały. Zdaje sobie przy tym sprawę z własnego egoizmu- albo będzie dobrze mi, albo miejscowym (bo często to turystyka wkłada im jedzenie do garnka). A że ja jestem gdzieś na chwilę, a ktoś całe życie? Cóż, pogodzę się ze zlaniem z turystyczną masą, nie ja jestem najważniejsza w tej układance.

    1. Tati uważa, że:

      Dzieci zawsze odnajdują się najlepiej w każdej sytuacji. Ja do Essaouiry na pewno wrócę. I jestem w stanie zamknąć oczy na masę turystyczną byleby do krajów, które lubię, napływała gotówka, wspierająca ich rozwój. a my sobie znajdziemy tam miejsce.

  5. Karol Lewandowski uważa, że:

    a nam nie starczyło czasu na Essaouire jak bylismy w Maroku, szkoda, bo wygląda pięknie

    1. Tati uważa, że:

      z tych miast, do których udało nam się dojechać, najbardziej podobało mi się w Tiznicie – medina może nie była taka piękna-piękna, ale też była bardzo stara i baaaardzo klimatyczna. Na dodatek totalny brak turystów powodował brak niezdrowego zainteresowania ze strony sprzedawców. Można było normalnie pytać o ceny. No i samo miasto było takie „normalne” – życie, własne sprawy, nikt nie zwracał na nas uwagi:) Ale niewątpliwie Essaouira jest piękna i warta tego, żeby tam pojechać, chociaż na jeden dzień

  6. Podróże Obieżyświatki uważa, że:

    W Maroku zakochałam się w 2008. Spędziłam tam miesiąc ucząc się kultury i języka. Za 3 tygodnie znów tam lecę i nie mogę się doczekać. A Twój post powoduje jeszcze większe zniecierpliwienie. Byłeś może w Asillah na północy? Moje ulubione marokańskie miasteczko.

    1. Tati uważa, że:

      Nie, nie dojechaliśmy do Assilah. Woleliśmy się skupić na jednym regionie i poznać go troszkę lepiej niż rzucać się po całym kraju. Marzy mi się Tangier przy okazji, więc zapiszę sobie i Assilah do listy by koniecznie odwiedzić następnym razem

  7. italiapozaszlakiem.blogspot.com uważa, że:

    Ale jestem zmasakrowana! I Zabłękitniona wręcz! Tu jest wszytko to, co uwielbiam – morze, ludzie, ryby, łodzie, skorupy, szmatki, skoki do wody, mewy, niecodzienna herbata i ręcznie robione pralinki. Też bym usiadła na plaży i dumała, albo przysiadłabym się do tego gościa na murku, może usłyszałabym jego myśli? Wpis z serii „Przeniosę Cię na drugi koniec świata”.

    1. Tati uważa, że:

      czyli trzeba się spakować i tam pojechać! :)

  8. THomek uważa, że:

    PS. Francuska to może być bagietka. A dziewczyna z Francji to Francuzka :-)

    1. Tati uważa, że:

      Jednak 22 to nie jest dobra pora na pisanie postów ;) lepiej mi wychodzi jak jestem wypoczęta

  9. THomek uważa, że:

    „Zostały wzniesione w XVI wieku Portugalczykami”. A cóż to za rusycyzm? Chyba „przez Portugalczyków”, nieprawdaż?

    1. Tati uważa, że:

      prawda :) jestem Rosjanką i nie zawsze dobrze odmieniam, dziękuję i poprawiam

Dodaj komentarz

Więcej interesujących wpisów: