Strona główna Azja Fort Kochi – brama do Kerali

Fort Kochi – brama do Kerali

8 min. czytania
6
0

Kochi (Koczin) – miasto na południowo-zachodnim wybrzeżu Półwyspu Indyjskiego, nazywane Bramą do Kerali. Co czyni miasto tak wyjątkowym?

Przeplatające się portugalsko-holendersko-brytyjskie wpływy odcisnęły swój ślad na obliczu miasta. Znajduje się tu najstarszy katolicki kościół w Indiach, w którym pochowany jest Vasco da Gama. Jest tu również synagoga oraz cmentarz żydowski. Swoistą wizytówką miasta są też tradycyjne, chińskie sieci rybackie, które w ostatnich promieniach słońcach tworzą niesamowity widok (i dostarczają świeżą rybę na stoiska). Wiele przewodników poleca zaczynać poznawanie Kerali właśnie od tego miejsca.

Kochi było kiedyś małą wioską, później stolicą królestwa Kochi (Koczin), jednym z ważniejszych portów, w którym handlowało się przyprawami. Przekazane na początku XVI wieku Portugalczykom, zostało pierwszą kolonią w Indiach. Po 160 latach władania ziemia została im odebrana przez Holendrów, którzy zniszczyli sporo portugalskich zabudowań (takie to ludzkie – niszczyć wszystko, co nam się nie podoba, uważając, że zbudujemy lepsze). Po 112 latach panowania władza została przejęta przez Brytyjczyków, którzy zarządzali miastem do 1947 roku.

Uciekając do porównań, niestety tylko postaliśmy przed tą bramą. Mieliśmy tylko jedno popołudnie pomiędzy Alleppey (Allapuzha) a porannym samolotem do Bangalore. O wiele więcej czasu miały Wędrowne Motyle na eksplorację miasta, co dokładnie u siebie opisali. Mnie Koczin będzie kojarzył się póki co najgorszym noclegiem ever i śmieszną historyjka, z tym związaną.

Z Alleppey do Kochi można dojechać autobusem (albo autobusami – zależy jak się poszczęści) – do Ernakulam, skąd można dojechać tuk-tukiem w 30 minut do Fort Kochi.

Płacimy, wysiadamy – i pierwsze co robimy, kierujemy swoje stopy w kierunku chłopaków sprzedających sok arbuzowy (błogosławieństwo w upalny dzień, z kawałkami chrupiącego arbuza). Small talk – skąd jesteśmy, co tu robimy – i chwila później pędzimy w tuk-tuku chłopaka (zostawił swoje stanowisko pracy – wyobrażacie sobie? ;) w poszukiwaniach pokoju na noc dla nas.

Jeden zajęty, drugi zajęty, wizja noclegu na ulicy – aż lądujemy w cichej uliczce. Miła para – pokój na gorze, siatki w oknach i drzwiach (hura! w nocy będzie przewiew), bierzemy (targując przed rzecz jasna – 850 rupii) i idziemy na spacer.

Wszystkie kościoły już pozamykane. Rybacy pracują przy sieciach pod uważnym wzrokiem obserwujących. Na dwóch i czterech łapach.

Wzdłuż deptaku sporo budek sprzedających rybę – mających umowę z restauracjami w pobliżu.

Mogą od razu rybę i seafood usmażyć na grillu. W restauracji po raz piewrszy od dłuższego czasu postawili nam na stół piwo bez problemów i oglądania się za siebie.

Niestety, w całym stanie jest rozważany totalny zakaz sprzedaży alkoholu, więc za chwilę ta informacja będzie nieaktualna.

Uroczy spacer wzdłuż wybrzeża i plaży, chwila przez uliczki dzielnicy

(Tak na marginesie, tym świeżo wyciskanym sokom powinna być poświęcona oda albo przynajmniej wiersz. Moje ulubione – z winogron, pomarańczy albo arbuza; można je pić w dowolnej ilości (trzeba zawsze prosić o sok bez cukru))

i wracamy do pokoju. W tym momencie uaktywniły się wszystkie komary i, wszystkie ptaki okolicy, każdy tuk-tuk miał w obowiązku przejechać tą uliczką i zatrąbić. Dodajcie do tego złowieszczy huk wiatraku, który zdawał się w każdej chwili odlecieć w siną dal. Zostawiliśmy to miejsce z ulgą i z dość dużą dozą mało pozytywnego nastawienia do życia – mimo przekazu miasta. Chciałabym tu kiedyś wrócić, na kilka dni, by na spokojnie zapoznać się z miastem. Było duże – na lotnisko jechaliśmy 1,5 godziny, przez małe i duże uliczki, wyglądające tak jak w każdym mieście w Indiach, duże ulice – z nowoczesnymi salonami samochodowymi, biurowcami, budującym się metrem, pozostawiając wrażenie miasta kontrastów.

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Azja

6 komentarzy

  1. Tati

    30 kwietnia 2015 at 9:13 am

    aaa czyli wy też na noc. mnie zabrakło kilku dni by pochodzić po uliczkach powoli. Varkala nas omotała (zostaliśmy na jedną noc dłużej), w związku z czym plan poszedł sobie inną drogą ;) p.s. zachody słońca w Indiach są spektakularne – oprócz Koczin i Mumbai – byliśmy na wszystkich podczas naszego wyjazdu :)))

    Reply

    • asiaya

      30 kwietnia 2015 at 9:26 am

      W Allepey jedną, w Koczin chyba ze 4 – 5 w dwóch kawałkach (po przylocie i przed wylotem) W Varkali chyba tyle samo, już nie pamiętam. Polecam odwiedzić Koczin podczas Biennale Sztuki, najbliższe w 2016 (zazwyczaj jest pod koniec roku)

      Reply

      • Tati

        30 kwietnia 2015 at 9:39 am

        Bardzo kusząca propozycja :) Zapiszę sobie – do Indii chciałabym wrócić i tak. Kraj niesamowity.

        Reply

  2. Tati

    30 kwietnia 2015 at 8:45 am

    My w Alleppey byliśmy kilka godzin – mała wycieczka po kanałach (tak się cieszyłam, że nie skusiliśmy się ani na houseboat, ani na wycieczkę z dużym biurem – pan w małej łódeczce pokazał zakamarki bez ingerencji ewidentnej w życie ludzi) i droga na Koczin by zdążyć na samolot dalej. Niestety za mało czasu, do Koczin wrócimy na pewno!

    Reply

    • asiaya

      30 kwietnia 2015 at 8:53 am

      My tan spaliśmy jedną noc. Mieliśmy w planie nawet 2, ale uciekliśmy wcześniej. A na backwaters popłynęliśmy transportem publicznym – łodzią, którą dzieci wracały ze szkoły, a kobiety z zakupami z miasta :). Na dodatek w drodze powrotnej załapaliśmy się na zachód słońca :) Houseboat bym nie chciała za Chiny, z całą załogą na pokładzie wyłącznie dla nas byłoby dla mnie krępująco.

      Reply

  3. asiaya

    30 kwietnia 2015 at 6:19 am

    Drugie moje ulubione miejsce w Indiach po Mumbaju :) Natomiast samo Allepey mnie odstraszyło. Co za ulga, gdy wypłynęliśmy stamtąd na backwaters!

    Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Mumbaj na wyrywki: Brama Indii

Brama Indii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Mumbaju, witający kiedyś z…