Strona główna Azja Indie Mumbaj na wyrywki: wyspa Elefanta

Mumbaj na wyrywki: wyspa Elefanta

14 min. czytania
21
0

10 km na południe od Mumbaju leży wyspa Gharapuri, bardziej znana jako wyspa Elefanta (Elephanta). Znana na cały świat dzięki niesamowitym grotom, a właściwie skarbom tam się znajdującym, przyciągającym codziennie tak turystów, jak i mieszkańców miasta.

Elefanta, Elefanta…po głowie uporczywie chodzą obrazki słoni. Jaskinie z podobiznami słoni, wykutymi w ścianach? Przebijamy się przez tłumy zwiedzających na placu przed Wrotami Indii. Nie brak tu nikogo: fotografowie, sprzedawcy, lekarzy od siedmiu boleści, turyści ze wszystkich zakątków Indii oraz całego świata. Selfie, portrety, świecidełka. Stąd też odpływają statki na wyspę Elefanta.

Przed przystanią oferta na wycieczkę do grot również szeroka, co na inne dobra i usługi. Statki większe, mniejsze, bardziej komfortowe, mniej komfortowe. Poważni panowie sprzedają bileciki. Grzecznie zajmujemy kolejkę i czekamy na otwarcie przejścia. Zerkamy niepewnie na statki obok, czy nie odpłyną wcześniej i czy zrobiliśmy dobry wybór. Upał jest tak niemiłosierny, że cena biletów schodzi na drugi plan. Przy przeliczeniu na złotówki i tak wychodzi, że rozchodzi się o różnicę w kilka złotych. Smażalnia na brzegu przednia, a tak zwana bryza morska  oczekiwanego ochłodzenia nie przynosi.

Ten sam poważny pan wreszcie daje sygnał na ładowanie się. Juhu! – ta łódź obok leniwie przewalająca się na falach z boku na bok wcale nie była dla nas i nigdzie nie zamierza wypływać. Nasza stoi za nią – i wszyscy chętni płynąć gęsiego przeciskają się przez pokład łapiąc równowagę i przy okazji dłoń poważnego pana, który jeszcze poważniej wszystkim asystuje. Muszę mówić, że nie mniej poważnie ładujemy się jako jedni z pierwszych, razem z gwiazdorem rodem  z Bollywood? Wcale a wcale nie pokazuję, że chcę zająć najlepsze miejsce na oglądanie widoków, mimo że nie jestem pewna, z której strony będą lepsze. Zresztą zawsze i tak ląduję tam, gdzie nic nie widać – taki urok.

Podróż trwa około godziny. Jest czas by obejść cały pokład, poobserwować ludzi i na daremno szukać brzegu wyspy. Można jednak obejrzeć z bliska wszystkie statki, głównie masowce cumujące w bezpiecznej odległości od miasta.

Są majestatyczne, ogromne i budzą podziw i lekki niepokój, bo nasz stateczek przy nich wygląda jak poszczekujący na słonia piesek. No właśnie, znowu słonie. Będą jakieś?

Wreszcie brzeg. Poważny pan wydaje ostatnie instrukcje, kiedy odpływają ostatnie statki z wyspy. Z podejrzeniem zerkam na kolejkę tuż przy przystani.

Aż tak daleko? Okazuje się, że trzeba być naprawdę mega leniwym, by pokonać tą odległość pociągiem (600m). Bowiem na piechotę zajmuje to około 5 minut. Przy okazji można obejrzeć wszystkie stoiska, cierpliwie czekające na niecierpliwych turystów, robiących zakupy tuż po wyjściu ze statku (albo wracających). Większość zajmuje sięsprzedażą żywności. Tradycja – jeść junk food przy większych rozrywkach randkowo-rodzinnych kwitnie w każdym kraju. Z tym, że tutaj są prażone w przyprawach orzechy, słodycze i pieczona na węglu, w przyprawach kukurydza  (jaka dobra). Na widok kukurydzy dołączam do kupujących. A do mnie – chętni tę kukurydzę podzielić ze mną. Właściwie chętna. Wcale się nie bałam. Ale kukurydzę na wszelki wypadek jej oddałam. Udało mi się obgryźć kolbę prawie całą, zanim zostałam stanowczo poproszona o oddanie całkowite.

Na pierwszy rzut oka okoliczności przyrody mało zachęcające. Duże zanieczyszczenia, błoto na mieliźnie. 

Widać, że zdają sobie sprawę z problemu. Przynajmniej nawołują do porządku wszystkich przybyłych.

Idziemy dalej! Dla mniej leniwych, ale wciąż niechętnych pokonywać dalszą drogę schodami – nogami – są przygotowane lektyki oraz panowie, którzy zaniosą na swoich barkach. Chętnych nie brakuje. Wygląda to groteskowo na tyle, że mam ochotę im, w tych lektykach, coś powiedzieć. Podejście pod górę do łatwych, rzecz jasna,  nie należy, szczególnie w słońcu, pośród wszystkich sprzedawców pragnących wcisnąć kolejne figurki niby z kości słoniowej (cenowo pasowały), pocztówki, magnesiki, ubrania, pamiątki z wywindowanymi cenami.

No i jesteśmy na górze. Tu już nie ma chaosu straganów, zostają rodziny, które przyjechały odpocząć od miasta i zjeść wspólnie obiad pod drzewem albo w altance, parki zakochanych, które są tu chyba na randce, grupki przyjaciół skaczących po kamieniach i robiących sobie selfie (z rączki!) oraz osoby, które przyjechały tu poprosić Sivę o coś ważnego. I oczywiście turyści, czyli w tym my.

Chłód grot przynosi ulgę i ochłodę oraz zachwyt i oniemienie w zachwycie. Przy wejściu do pierwszej groty czeka na nas, was i ofiary 7-metrowa płaskorzeźba Sadasivy, reprezentująca trzy oblicza: Twórcy, Obrońcy (Dobroczyńcy) i Niszczyciela (Uma, Mahadewa i Bhajrawa), wydrążona w skale.

Gdzieś tam, w tych schematach podświadomych w głowie przeciska się obraz starych europejskich kościołów z sufitem do nieba, które też miały przytłaczać, pokazując moc Boga i powalać na kolana. Nie czuję się tu malutka. Ale mam dreszcze, że wszystko, co mnie tu otacza, datowane jest 5-8 wiekiem. 

Jestem sekundą, chwilą w oczach Sivy i w dziejach Wszechświata. Nie będzie mnie, was, może miast, a one prawdopodobnie dalej będą tu siedzieć, wydając swoje nieme osądy i decyzje.

Grot jest w sumie siedem. W niektórych prawie nic nie ma, głównie sklepienia.

W paru przeprowadzane są prace archeologiczne. Niektóre zatłoczone (pokazując tym samym, która jest najbardziej znacząca i gdzie trzeba prosić o łaskę), niektóre puste.

Do XVI wieku pierwsza grota, ta największa, służyła jako miejsce kultu, póki Portugalczycy nie stwierdzili to zmienić.

Zresztą podczas świąt nadal tutaj odbywają się różne wydarzenia.

Rzeźby grot nawiązują do motywów hinduistycznych i buddyjskich.

Ta nie ;) 

Cały zespół grot został wpisany na listę UNESCO w 1987 roku.

Sądzić by można, że Siva góruję, króluje i rządzi nadal wyspą. Otóż nie…Największą atrakcją, przynajmniej najbardziej porywającą i wciągającą na dłużej są oczywiście małpki. Rodziny, stadka, kumple i matki z dziećmi. Bawiące się, żebrzące, proszące, kradnące, walczące (ze sobą)

oraz uważnie obserwujące ludzi.  Zdają się nie zauważać obecności ludzi, kiedy nie jest im to potrzebne i czują się gospodarzami wyspy.

Ostatni szybki look i powrót do pierwszej groty. Przyciąga jak magnes i zdaje się oddziaływać na wszystkie zmysły. Można stać przed posągami godzinami, nie odrywając od nich wzroku.

Jest czas przed statkiem też, by usiąść w knajpce przytulonej do skały na zimne piwo, którego tutaj nie chowają i nie przelewają w kubeczki. Wypoczęci, mamy siły odmawiać wszystkim sprzedawcom, nie ulec pokusie kupna niepotrzebnych bibelotów i wrócić na statek.

A może herbaty na drogę?

P.S. Słonie jednak na wyspie były. Swoją nazwę wyspa zawdzięcza Portugalczykom, którzy ujrzeli tam po dopłynięciu olbrzymiego czarnego słonia na kopcu, wykutego z kamienia. Rzeźba, rzecz jasna, się podobała i miała powiększyć zasoby Królestwa. Dokonali tego dopiero Brytyjczycy. Rzeźba teraz zdobi zoo w Mumbaju i na swoje miejsce już nigdy nie wróciła.

Zobacz wszystkie nasze wpisy z Indii

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
  • Mumbaj na wyrywki: Brama Indii

    Brama Indii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Mumbaju, witający kiedyś z…
  • Co warto przywieźć z Indii

    Spis treści1 Co warto?2 Na co warto uważać3 Przeczytaj także: Co warto przywieźć z Indii? …
  • Portugalska historia Goa – Margao

    Margao – stolica dystryktu Południowe Goa, kulturowe i gospodarcze centrum stanu Goa…
Load More In Indie

21 komentarzy

  1. Natalia / zlotaproporcja.pl

    8 września 2015 at 7:44 pm

    My odpuściliśmy Elefantę i pojechaliśmy na dwa dni do Ellory i Ajanty, tam jest ich kilkadziesiąt, na pewno spodobałyby się Wam! Najbardziej imponująca to Kailasa w Ellorze, można ja zobaczyć także z góry, bo skalny sufit się zawalił i przez to świątynie widać w pełnej okazałości smile emoticon

    Reply

  2. Ollie

    6 września 2015 at 9:22 pm

    Groty przypomniały mi trochę Bali :) Indie od dawna mieszczą się na mojej liście do zobaczenia i mam nadzieję, że w końcu tam zawitam :) Małpiszony jak zwykle cudowne :)

    Reply

    • Tati

      8 września 2015 at 10:34 pm

      Polecam bardzo, mimo kontrowersji

      Reply

  3. Kinga Bielejec

    6 września 2015 at 7:54 pm

    Podoba mi się nazwa „wyspa Elephanta” :)

    Reply

  4. life in 20 kg

    4 września 2015 at 2:05 pm

    Znak z myciem słoni mnie rozwalił!
    Same groty wyglądają niesamowicie. Przypominają mi trochę Angkor Wat w Kambodży.

    Reply

  5. Malowana

    4 września 2015 at 12:12 pm

    Z jednej strony, chętnie bym się poczuła jak dawna królowa i dała się ponieść w lektyce. Z drugiej… trochę to uwłaczające niosącym, nie sądzicie? :)

    Reply

    • Tati

      4 września 2015 at 12:22 pm

      Właśnie dlatego miałam tak bardzo sprzeczne uczucia. Z jednej strony, wszystkie wszystkie te filmy o starych zwyczajach i tradycjach – niby standard i atrakcja turystyczna. Z drugiej strony, taki ‚biały” turysta (zresztą korzystają nie tylko turyści), w krótkich spódenkach, niesiony w lektyce, wygląda nie ma miejscu? groteskowo? Biorąc pod uwagę kilka sytuacji, w których próbowali nam pokazać, że Indie uwolniły się od kolonialnych naleciałości i są krajem wolnych, niezależnych ludzi, taka forma rozrywki wyglądała tym bardziej nienaturalnie.

      Reply

  6. balkanyrudej

    4 września 2015 at 11:35 am

    My ostatnio tak ogromne i majestatyczne statki oglądaliśmy na Bosforze. Co by nie mówić, te kolosy naprawdę robią wrażenie i człowiek się zastanawia, jak takim potworem można w ogóle manewrować.
    Sama wyspa wydaje się być naprawdę ciekawym miejscem, ze względu na zwierzaki, które można tam obserwować.

    Reply

    • Tati

      4 września 2015 at 12:34 pm

      I można odpocząć od miasta – co w przypadku tej metropolii jest naprawdę istotne.

      Reply

  7. Natalia Malec

    2 września 2015 at 7:14 pm

    My pojechaliśmy do większego kompleksu w Ellorze i Ajancie, nadal jesteśmy pod wrażeniem kunsztu i malowniczego położenia!

    Reply

  8. Kamil Białas

    2 września 2015 at 4:05 pm

    Zdziwilibyście się gdzie małpa może ugryźć człowieka :P

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      2 września 2015 at 7:15 pm

      myślę, że małpa nie ma żadnych ograniczeń i pohamowań ;)

      Reply

  9. Kamil Białas

    2 września 2015 at 5:04 pm

    To zdjęcie kobiety sprzedającej herbatę jakoś tak trafiło mnie prosto w serducho. O to w fotografii chodzi, żeby człowieka zatrzymać na dłużej i skłonić do kilku dodatkowych myśli.

    Reply

    • Tati

      4 września 2015 at 12:32 pm

      …bo za każdym człowiekiem, za każdym jego spojrzeniem stoi historia…

      Reply

  10. Marta Gawrychowska

    2 września 2015 at 11:07 am

    Bardzo ciekawe miejsce :)

    Reply

  11. Ola Wysocka

    2 września 2015 at 10:03 am

    Słodkie te małpki, chociaż po przygodach w Kerali już nigdy nie spojrzę na nie jak na milusie, niewinne stworzonka:)

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      2 września 2015 at 7:44 pm

      one chyba tylko na odległość wyglądają mile i niewinnie. W Hampi jeden maluch upatrzył mnie – i tak obsesyjnie atakował, najpierw żeby się przytulić, potem zaczął zasysać skórę. Trochę się przestraszyłam, że mnie ugryzie i za mocno go strząchnęłam. Nooo to rodzice nie byli specjalnie zadowoleni. Musiałam dość szybko zmienić lokalizację (małpce nic się nie stało, nawet nie zauważył, tylko pobiegł dalej się bawić)

      Reply

    • Ola Wysocka

      2 września 2015 at 7:47 pm

      Mi się włamały do pokoju. I nie chciały wyjść! Przy okazji potwierdziłam tezę o wyższości dezodorantu w spreju nad dezodorantem w kulce:) http://osiemstop.pl/kerala-dzikie-zwierzeta/

      Reply

    • Poszli-Pojechali

      2 września 2015 at 7:53 pm

      Keralę akurat wspominam miło, ale pewnie każdy ma swoje takie miejsce, z własną historią :)

      Reply

  12. Bartek

    2 września 2015 at 10:46 am

    My na Elephantę popłynęliśmy bo zabrakło nam czasu na bardziej oddalone atrakcje i nie żałujemy. Na pewno jest to miejsce warte odwiedzenia i w dodatku tak blisko Mumbaju.
    Pozdrowienia

    Reply

    • Tati

      4 września 2015 at 12:33 pm

      Odległości w Indiach to temat na oddzielny post. Lepiej odwiedzić kilka razy (chociaż nie wiem, po jakim czasie zdecyduje się odwiedzić Bombaju na dłużej ponownie), niż starać się ogarnąć wszystko w ciągu jednego (chyba że ma się sporo czasu).

      Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Mumbaj na wyrywki: Brama Indii

Brama Indii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Mumbaju, witający kiedyś z…