Strona główna Azja Indie Plaże Indii: Kovalam – Light House Beach

Plaże Indii: Kovalam – Light House Beach

13 min. czytania
0
0
40

Zacznę chyba od dobrodziejstwa zwanego prepaid taxi, czyli serwisowe okienka na lotnisku, które pozwalają uniknąć targowania się z kierowcami i dojechać za całkiem sensowną cenę. Czyli 470 rupii za odległość 16 km (tzw oficjalna tablica stawek stowarzyszenia taksówkarzy w Kovalam proponowała tę trasę w wysokości x2, całkiem oficjalnie, nieoficjalnie trochę mniej).

Pierwsza styczność z palmami, domkami, warsztatami, stoiskami obwieszanymi bananami, trąbiącymi kierowcami na drodze na pierwszy rzut oka nie przestrzegającymi żadnych reguł jazdy (stereotypy się kłaniają) oraz stertami śmieci. śmieci everywhere…
Pierwsze zaskoczenie na miejscu – hotel, do którego jechaliśmy, wcale nie był hotelem, lecz pośrednikiem oferującym pokoje w kilku lokalizacjach. Fakt – za ustaloną cenę można było negocjować pokój i wybrać lokalizację. Przesympatyczna pani Shirley i jej syn rozwiązują szybko wszystkie problemy, łącznie z dowiezieniem nas do miejsca pobytu samochodem, żebyśmy nie musieli truchtać z plecakami parę kilometrów w palącym słońcu.

Wylądowaliśmy w Grandsea hotel – spacerem parę minut od plaży (Light House Beach), po drodze sklepy, sklepiki, joga i centrum ayurwedyjskie, restauracja z genialnym widokiem na morze (jedzeniem nas nie zaskoczyli). Poza tym cicha okolica, z tarasu widok na pobliską willę oraz morze. Jedynymi rozpraszaczami ciszy są ptaki, które nie zamykają się ani na chwilę. Głównie sroki (tak, sroki, wszędzie sroki, gadatliwe, oswojone, niczego nie bojące się sroki:).

Śniadania – tak jak zresztą wszędzie – to pojęcie dość względne – bo w hotelach serwują głównie grzanki tostowe z jajecznicą/lub bez, z masłem i dżemem do smarowania, kawa, herbata, czasami sok. Więc po pierwszym podejściu po prostu zrezygnowaliśmy na rzecz curry na mieście.

Light House Beach – cudne miejsce na Ziemi, ogrodzone skałkami, dwiema latarniami morskimi oraz przejściem na Kovalam Beach. Dość tłocznie ale – o dziwo – ilość ludzi nie przeszkadza. Na sprzedaż plażowiczom europejskim jest dosłownie wszystko – łącznie z leżakami i parasolami. Pod wieczór można załapać się na promocję leżaków – czyli ceny idą mocno w dół, biorąc pod uwagę fakt, że za chwilę zejdzie słońce.

Do czego było trudno na początku się przyzwyczaić (szczególnie mnie)? Do zasady „my robimy zdjęcia im, oni robią zdjęcia nam”. Czyli miejscowa ludność spacerująca brzegiem plaży robi zdjęcia opalającym się w strojach kąpielowych ludziom oraz omawia dokładnie walory i mankamenty ich figury zupełnie z tym się nie kryjąc. Dla mocno uwarunkowanych tradycjami ubiorów Indii jest to nie lada atrakcja.

Strażnicy/ratownicy na takich plażach pilnują nie tylko ogólnego porządku, lecz również strzegą spokoju turystów wyganiając gwizdkami miejscowych chłopaków z wody „niebezpiecznie” zbliżających się do kąpiących turystek. Brak protestu jest również zachętą do robienia zdjęć „razem”. Raz po takiej sesji gdzie pan, w zasadzie nie pytając mnie o zgodę, robił z bliska mi zdjęcia, osoba pilnująca leżaków i parasoli prawie się pobiła z tym panem dyskutując na temat zasadności robienia owych zdjęć.

W weekend dużo mieszkańców Trivandurum, Kovalam oraz pobliskich wiosek i miasteczek przyjeżdżają na wybrzeże odpocząć z rodzinami. Więc plaża się zapełnia dostojnie spacerującymi panami w sarongach, ubranymi na czarno, na biało, po europejsku, paniami w sari lub tradycyjnych tunikach z szalwarami oraz dziećmi. Nadal w wodzie miejsca nikomu nie brakuje.

Wieczorami często morze, wraz z odpływem zostawia na piasku malutkie rybki, które pożerają sroki, a to co nie dojadły – zakopują panowie od leżaków.

Miłą atrakcją plaży są wszędobylskie psy, wcale nie biedne i nie chude. Są przytulaśne, karmione i głaskane przez wielu turystów i z wiecznie zadowolonymi pyskami albo śpią pod leżakami, albo drepczą chodnikiem w poszukiwaniu dobrej ręki albo rozwalają się na kamieniach chodnika dającego względny (w porównaniu z parzącym piaskiem) chłód.

Fale są przegenialne. Mocne ale nie brutalne, nie rzucające o piasek i zabierające z powrotem do morza. Z dobrych rad dla Pań – stroje kąpielowe lepiej mieć na ramiączkach albo tasiemkach bo wyskakując z fali można zostać bez stanika;)

Wieczorami knajpy przy plaży tradycyjnie wystawiają stoiska ze świeżymi rybami (red snapper, white snapper, barrakuda, mahi-mahi, king fish – najczęstsze pozycje), krewetki, kalmary, kraby (malutkie). Tylko jedna knajpa na wybrzeżu miała licencję na alkohol, reszta serwowała zimniutkiego Kingfishera w kubkach prosząc o postawienie butelki pod stół na ziemię. Swoje zachwyty gastronomiczne opiszę oddzielnie :)

  • Woda – 20 rupii
  • Leżaki podwójne – 300 rupii
  • Parasol – 200 rupii
  • Banan – 20 rupii

W knajpie:

  • piwo 120-130 rupii
  • Duży red snapper na 2 osoby , z frytkami i sałatką – około 800-900 rupii
  • Porcja mahi-mahi, barrakudy, king fish, z frytkami, sałatką lub ryżem (jeśli wybrany został gęsty sos) – 500-550 rupii
  • Dania obiadowe 300-500 rupii
  • Dania śniadaniowe (tosty z jajecznicą, tosty z fasolką, tosty, naleśniki, itp – dość skromna porcja) – około 100-200 rupii
  • Sok świeżo wyciśnięty – 60-100 rupii
  • Riksza do Kovalam junction (przystanek autobusowy, bankomat, kilka restauracji, supermarket) – 100-200 rupii
  • Przy Kovalam Junction są 2 bankomaty, sklepy (w tym dość spory supermarket), kilka restauracji (stricte wege)

 

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
  • Mumbaj na wyrywki: Brama Indii

    Brama Indii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Mumbaju, witający kiedyś z…
  • Mumbaj na wyrywki: wyspa Elefanta

    10 km na południe od Mumbaju leży wyspa Gharapuri, bardziej znana jako wyspa Elefanta (Ele…
  • Co warto przywieźć z Indii

    Co warto przywieźć z Indii? Doświadczając egzotyki zawsze chce się choć trochę z niej zabr…
Load More In Indie

Dodaj komentarz

Zobacz także

Mumbaj na wyrywki: Brama Indii

Brama Indii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Mumbaju, witający kiedyś z…