Strona główna Azja Sri Lanka Na krańcu świata, czyli Horton Plains

Na krańcu świata, czyli Horton Plains

11 min. czytania
0
0
84

Końce świata zdarzają się regularnie, małe i duże, w zależności od skali katastrofy życiowej. Ale tak żeby zapierało dech w piersi, to chyba zdecydowanie rzadziej…między innymi taki efekt można uzyskać idąc na World’s End w Horton Plains. Właściwie gwoli ścisłości, są tam nawet dwa końca świata, i przez napierającą mgłę bardziej przestraszył nas mimo wszystko mały, a nie Wielki Koniec Świata:)…

DSC02681
Small World’s End – do odważnych świat należy ;)

Barierek ograniczających nie ma, więc można w dowolny sposób testować swoje nerwy, wytrzymałość nóg, lęk wysokości oraz orientację w terenie (i powietrzu;) Napełzająca mgła jest tak gęsta, że drogi autentycznie nie widać. Więc każdy krok w bok w tych miejscach może oznaczać lot w dół (może dlatego taką oto nazwę nosi).

Dojechać można na różne sposoby, z wielu miejsc i miejscowości. Łącząc przyjemne z pożytecznym, z Bandarawelli zrobiliśmy skok do Nuwara Eliya (piszę się różnie, w zależności od linii autobusowej, znaku drogowego i nie wiem czego jeszcze). Ładne miasto w kolonialnym stylu, w jednym z najwyższym punktów kraju (1868 m), dość mocno różniące się od typowych miast lankijskich landszaftami, porządkiem, możliwościami spędzania czasu oraz ilością turystów napływających na zwiedzanie parku narodowego.

Dla nas był przystanek na jedną noc, krótki rekonesans po mieście i wypad na Horton Plains z samego rana.

W Nuwara Eliya największe wrażenie zrobił na nas bazar…

…zwykły, miejski owocowo-warzywny bazar, aczkolwiek zalewający kolorami papryki, bananów, pomidorów, zapachami przypraw, krzykami sprzedawców, tłumem gospodyń domowych spieszących się zrobić ostatnie zakupy przed obiadem.

DSC02520
bazar, Nuwara Eliya
DSC02526
bazar, Nuwara Eliya

Na centralnych ulicach miasta – więcej turystów niż miejscowych, którzy tłumnie wydają pieniądze w sklepach i barach. Gwoli ścisłości, The PUB, polecany przez Lonely Planet, był zamknięty prezentując ślady burzenia albo remontu.

The PUB, bez wejścia :D

Ale pod szyldem Palladium udało nam się trafić do prawdziwej perełki – BARu z prawdziwego zdarzenia: kelnerzy w muszkach, panowie, samotnie i w grupkach w późne południe rozpijający whisky z colą. Ogólne zdziwienie wywołała moja obecność (kobiet w ogóle nie było i raczej w takich miejscach nie przebywają), zbierając zainteresowanie, przynajmniej chwilowe, wszystkich siedzących. Mniejsze – zamówienie obiadu, smakował nieźle, ale na dobre naszym żołądkom nie wyszedł (chyba).

Podróżując na własną rekę, dojazd do Horton Plains najlepiej zorganizować podłączając się pod wycieczkę jednego z hoteli. Postanowiwszy działać zupełnie niezależnie, zostaliśmy w tyle – dosłownie i w przenośni. Nasz hostel zamówił nam taksówkę – jak wielkie było nasze zdziwienie, kiedy o 5:30 zobaczyliśmy tuk-tuka, do którego na dokładkę wepchnęli nam 3 osobę. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. 2 godziny wdrapywaliśmy się na szczyty, wyprzedzani przez absolutnie wszystkie pojazdy, krowy, kury i raczkujące dzieci. Dodam, że padało, mocno padało. Więc tuk-tuk miał dodatkowe wyzwanie trzymając się swoimi malutkimi kółkami za drogę jak kózka (dał radę! kierowca był bardzo dzielny i starał się nam urozmaicić podróż opowiadając o miejscowych atrakcjach, gdyby nie ulewa i mgła).

Przy wjeździe przywitało nas futrzaste cudo z mokrym nose,m żebrzące przy każdym samochodzie. To uczucie, kiedy zżera tobie banany z dłoni i tyka tym wielkim mokrym nosem w dłoń prosząc o więcej – nie do opisania!!!

Mam wielki mokry nos i nie zawaham się go użyć!!!

Cudny 10-kilometrowy spacer wśród pięknych okoliczności przyrody – zachwyca widokami i daje niezły wycisk nóżkom (około 3-4 godzin w dobrym tempie).

DSC02564
Komu w drogę, temu trampkii:D

 

Do World’s End idzie się około 4 km, po drodze (2 km) – wodospad Baker’s Fall.

Baker’s Fall

Pójść można w zasadzie i wprawo i w lewo zmieniając kolejność atrakcji po drodze, ale radziłabym iść prawą stronę, zaczynając od wodospadu. Wtedy sił starcza na wszystko, w dowolną pogodę.

Widoki na długo pozostają w pamięci, jak i wrażenia po zaglądaniu do przepaści (około kilometra w dół) na Końcu Świata.

World’s End
World’s End

Na końcu (albo na początku – kto jak woli) przed wejściem do parku jest niewielki bar/kawiarenka. Można napić się kawy/herbaty, przekąsić – roti, ciastka do wyboru albo po prostu ugasić pragnienie wodą.

Taksówka kosztuje około 3500 rupii (nasz słynny tuk-tuk również), jeep trochę więcej (około 5000 i wyżej) – ale przy większej grupie warto o tym pomyśleć, koszt wejścia do parku uiszczany w budce ze szlabanem + opłata za pojazd was tam wwożący – około 5500-5700 za osoby. Kierowca zbiera pieniądze i pomaga załatwić wszystkie formalności.

Pogoda może naprawdę zaskoczyć, w środku sezonu wyjeżdżając o 5:30 nad ranem trzęsliśmy się z zimna w ulewie w +7, kurtka i bluza bardzo się przydały:)

 

bazar, Nuwara Eliya
bazar, Nuwara Eliya
bazar, Nuwara Eliya
Horton Plains – może nie mln, ale nadal dużo schodów, dużo kroków:)))
Horton Plains
DSC02643
trampkozdjęcie – obowiązkowo
DSC02657
World’s End
DSC02653
Big World’s End
DSC02671
Nieodłączni towarzyszy wypraw azjatyckich
DSC02675
… oraz żebracy, a często sprytni złodziejaszki wyciągający butelki, jedzenie, owoce z plecaków

DSC02683

DSC02684

DSC02688

DSC02690

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Sri Lanka

Dodaj komentarz

Zobacz także

Horton Plains – Galeria zdjęć

Kalendarzowo właśnie zaczął się nam czerwiec, jednak aura strzeliła wyjątkowego focha i za…