Strona główna Europa Berlin, tak blisko, a tak daleko.

Berlin, tak blisko, a tak daleko.

13 min. czytania
5
0

Do Berlina ciągnęło nas od dłuższego czasu – z jednej strony niemiecki „ordnung”, z drugiej wielokulturowość, imprezy i miasto, które nie tak dawno żyło przecięte na pół niesławnym murem.
Miasto koncertów, festiwali, tętniące życiem kulturalnym i squotami. Trudno w ostatnich latach narzekać na nudę w Warszawie, ale te kilkaset kilometrów robi swoje i jednak inne to miasto i inne zwyczaje.
Lokal, w którym przyszło nam nocować, znacznie odbiegał od wspomnianego już ordnungu, małe mieszkanko zamówione na Airbnb nie byłoby tragedią, szczególnie przy naszym, ewidentnie polskim budżecie, natomiast brak światła w łazience nieco wykraczał poza kategorię pt. drobne niedogodności. Próba naprawienia nie zakończyła się najszczęśliwiej – pieprzły korki po całości i to korki typu „pamiętam czasy Stasi”, czyli klasyczne, oprawkowe jednorazówki. Poszukiwanie sklepu z tego typu skansenowymi urządzeniami porzuciliśmy, w jakże płonnej nadziei, iż właścicielka lokalu zadba o elektryczny support (o święta naiwności). Oczywiście skończyło się na dwóch wieczorach przy świecach, bez możliwości podładowania komórek i ogólnie średniowiecze. Jedyne, co po około godzinie kombinowania z korkami udało mi się uzyskać to działający boiler – ku uciesze damskiej, przeważającej części wycieczki, zgodnie  z zasadą, że Fejsbunia i Twittera może nie być, ale ciepła woda musi. Może i bym to z lekka przewartościował, ale co tam ;>

Z pominięciem braku elektryki, lokal posiadał ten ewidentny plus, iż mieścił się na Kreuzbergu, czyli najbardziej artystycznej, hipsterskiej i squotterskiej dzielnicy tego dość uporządkowanego miasta. Naprawdę, Kreuzberg to zupełnie inny Berlin, pełen knajpek, ścian pokrytych graffiti i dziwacznych sklepików. Dla większości z nas byłą to pierwsza okazja, by zwiedzić choć trochę miasto, a czasu było niezbyt wiele, jako że punktem zaczepienia naszego tripu, tudzież pretekstem do wyjazdu był festiwal Denovali Swingfest, czyli mocno alternatywne koncerty, współczesnej muzyki elektronicznej. Po odjęciu wieczoru koncertowego, na poznawanie miasta zostało jakieś półtora dnia.

Co udało się zobaczyć? Kilka przewodnikowych must-see, czyli Potzdamer Platz z okolicami, Sony Centre, Checkpoint Charlie, fragment muru wiodący wzdłuż Sprewy, ale przede wszystkim wałęsaliśmy się uliczkami Kreuzbergu, pośród pstrokatych plakatów anonsujących setki imprez i koncertów wszelkiej maści oraz streetartu, z którego dzielnica słynie.

Przy Checkpoint Charlie powstała kameralna, miejska plaża z knajpkami i leżakami, oddzielona od zgiełku miejskiego. Tu jeszcze nie tak dawno stał mur, sztucznie dzielący miasto, wzdłuż niego, uzbrojeni wartownicy gotowi byli zastrzelić każdego, kto nielegalnie chciałby przekroczyć granicę. Dziś można tu zjeść burgera, wypić piwo, wylegując się na leżakach na piasku, pośród metalowych instalacji artystycznych.

Plaża obok Checkpoint Charlie
Plaża obok Checkpoint Charlie

Na zakończenie przedkoncertowych spacerów, właściwie przypadkiem trafiamy na mieszczącą się w spektakularnym gmachu księgarnię, którą kojarzę z ostatniej sceny filmu „Życie na podsłuchu”, przy czym potwierdziłem sobie to dopiero po powrocie do domu, na miejscu budynek wydawał się po prostu znajomy.

Księgarnia z filmu "Życie na podsłuchu"
Księgarnia z filmu „Życie na podsłuchu”

Po drugiej stronie ulicy Karola Marxa mieści się także muzeum gier komputerowych, niestety, czas gonił i miejscówka została wrzucona na listę do zobaczenia przy kolejnej okazji.

Na festiwal udało się dotrzeć praktycznie „w punkt”, szczególnie, że artysta, na którego występie najbardziej nam zależało – John Lemke był w line-upie jako pierwszy. Opłacało się odpuścić kilka zabytków – koncert był znakomity i już chyba nikt z późniejszych wykonawców nie wypadł lepiej, choć trzeba przyznać, że polska formacja SKALPEL reprezentuje naprawdę światowy poziom.

Zdjęcia z festiwalu możecie zobaczyć na moim stricte fotograficznym blogu inframes.imagica.pl.

John Lemke @ Denovali Swingfest
John Lemke @ Denovali Swingfest

Co na pewno robi wrażenie, to berliński zbiorkom – kolejka naziemna i podziemna, które dojeżdżają w każdy niemal zakątek miasta. No i rowery… o ile Warszawa ostatnimi czasy mocno się zroweryzowała i jednoślady przestały być domeną postkomunialnej dzieciarni, to w Berlinie widać, że te sposób przemieszczania się wrósł już  w kulturę miasta i nikogo nie dziwią ścieżki, wypożyczalnie i uwzględniająca rowerzystów organizacja ruchu.

Warto zaznaczyć, że ruch rowerowy jest znacznie ułatwiony także przez dość mocne ograniczenia prędkości w centrum, w wielu miejscach nawet do 30 km/h, do których to ograniczeń naprawdę kierowcy się stosują, więc nie ma obawy, że podczas przejażdżki jakiś niedzielny rajdowiec zdmuchnie nas ze ścieżki.

Ogólne wrażenia z wyjazdu pozostają naprawdę mocno pozytywne. Berlin jest różnorodny, wielokulturowy, na pewno warto poświęcić mu więcej, niż ten jeden – dwa  dni. Moment, gdy jegomość wyglądający na skończonego żula, płynną angielszczyzną rozmawia z parą maksymalnie wystylizowanych gothów – bezcenny. Co nieszczególnie przypadło nam do gustu, to jedzenie – zupełnie nie nasze smaki, nawet sławetny Curry wurst okazał się być po prostu kiełbaską z sosem, absolutnie bez szału, jedynie śniadania były całkiem fajne – potężna porcja świeżych serów, wędlin, warzyw i owoców.

Ceny, jak to w zachodniej Europie, sporo wyższe niż w Polsce.

Na zakończenie, muzyczna impresja o Berlinie, nie z festiwalu, ale tak po prostu – Fink – „Berlin Sunrise”, na jego koncert czekamy tej jesieni :)

i trochę zdjęć :)

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
  • Katowice na wyrywki: magiczny Nikiszowiec

    Spis treści1 Z informacji praktycznych1.1 Jak dojechać1.2 Co zobaczyć1.3 Gdzie zjeść1.4 Go…
  • Zamki Polski – Ogrodzieniec

    Co łączy Janosika, Zemstę, Rycerza i Iron Maiden? Ogrodzieniec! Jeden z zamków Polski, per…
  • Śląskie Smaki

    Spis treści1 Co zjeść – potrawy śląskie1.1 Zupy1.2 Dania główne1.3 Desery2 Przeczyta…
Load More In Europa

5 komentarzy

  1. mat&ania

    12 marca 2017 at 1:43 pm

    My też mamy pozytywne wrażenia z Berlina, chociaż nie do końca obstawialiśmy, że tak będzie:) Teraz wszystkim polecamy, Berlin jest tak blisko, że szkoda się nie przejechać. Jest też sporo opcji transportowych. Na pewno łatwo jest samochodem, są też pociągi, autobusy. My akurat byliśmy autobusem, 7h z Warszawy – da się przeżyć.

    Reply

  2. Kasia w Krainie Deszczowców

    29 maja 2014 at 8:38 pm

    w Berlinie byłam wieki świetlne, nic prawie nie pamiętam. W Irlandii mówi się, dobrze o Berlinie i odkrywa się go intensywnie. Ma tu opinię młodego, otwartego i wyluzowanego miasta.

    Reply

    • Tati

      29 maja 2014 at 8:46 pm

      my po Berlinie turystycznym głównych ulic wreszcie mieliśmy okazję zobaczyć Berlin taki jaki opisujesz – właśnie młody, wyluzowany, wciągający. Zawsze byłam sceptycznie nastawiona uważając to miasto za dzieło sztuki marketingowej, aż do tego weekendu. Mogłabym włóczyć się ulicami Kreuzberga godzinami. Do sprawdzenia mamy sporo innych dzielnic, więc miasto do wielokrotnego odwiedzania!

      Reply

      • Kasia w Krainie Deszczowców

        29 maja 2014 at 8:52 pm

        to może też się w końcu wybiorę (ponownie) dla tego luzu. Ja już turystycznie jeździć się przejadłam. Teraz z całego dnia to może 20 % jest turystycznie a reszta to jedzenie lokalnych rarytasów, spacer, kawa, winko, znów jedzenie. :) Życie jest piękne :)

        Reply

        • Tati

          29 maja 2014 at 9:10 pm

          to tak jak my :D już tyle napisane artykułów, książek, reportaży na temat każdej atrakcji turystycznej. a miasto poznaje się smakując, kosztując, podziwiając i doświadczając – prawdziwego życia. wolę być obserwatorem niż turystą:))))

          Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Brandenburgia na weekend – Baum und Zeit w Beelitz-Heilstätten

Spis treści1 Beelitz-Heilstätten – trochę historii2 Beelitz-Heilstätten – ście…