Strona główna Europa Holandia Amsterdam na weekend

Amsterdam na weekend

20 min. czytania
2
0
56

Amsterdam. Jakie pierwsze wasze skojarzenia? Pewnie rowery, kanały, luz, wolność, legalna marihuana. I słusznie;) Oprócz tego – największe miasto w Holandii, położone nad rzeką Amstel, centrum nie tylko rozrywki, lecz również biznesu (holendrzy uznawani są za najlepszych sprzedawców!) przyciąga codziennie/co tydzień tysiące osób. Dużo koloru pomarańczowego (może tu tajemnica tej energii?) – Oranje oraz zielonego – rośliny różnorakie, do dekoracji i do palenia. p.s. są też inne kolory:P

Się degustowało ;>
Się degustowało ;>

Kilka lat temu trafiłam do Amsterdamu przy okazji targów. Największych targów PRIVATE LABEL. Tak na marginesie to był przełomowy moment w mojej mentalności, szufladka „produkty spożywcze” – kiedy przekonałam się do produktów własnych sieci handlowych, patrząc jak grupy zakupowców ze wszystkich stron świata ciągną się pomiędzy rzędami włoskich serów, hiszpańskich wędlin, win, oliwek (jakie tam były oliwki!!!!), oliwy etc., wybierając co potem trafi pod ich etykietką na nasze półki. 2 wieczory po pracy w uliczkach miasta zrobiły na mnie ogromne wrażenie – i obiecałam sobie wrócić.

W tym roku Ryanair spełnia marzenia promocyjno-holenderskie coraz częściej – walcząc jednocześnie o klienta w Modlinie. Ceny do Eindhoven są naprawdę na każdą kieszeń (mówię oczywiście o promocjach), zamykając nawet z biletem na autobus w 250 PLN.

W temacie autobusów przeżyliśmy chwilę grozy. Bilety na transfer Eindhoven-Amsterdam kupiliśmy online na stronie Terravision. Tę trasę obsługuje również AirExpressBus – shuttle z lotniska do Centrum Amsterdamu. Cena taka sama (bardziej opłaca się kupować online, z tym, że rezerwuje się miejsce na konkretną godzinę w konkretnym busie – 38.50 EUR/osobę w obie strony). Bus, jak się okazało, również…nasz samolot spóźnił się prawie 40 minut, więc mieliśmy jakieś 10 minut, żeby z płyty lotniska dotrzeć do parkingu. Da się! Autobusu z oznaczeniem Terravision nie było. Zdążyłam spanikować na parkingu, obiec budynek lotniska w poszukiwaniu stanowiska Terravision, sprawdzić ofertę AirExpress na lotnisku (21 EUR w jedną stronę) i wrócić z powrotem. Aż wpadliśmy na pomysł spytać kierowcy AirBusExpress czy gdzieś naszego nie widział. Kierowca bez słowa zabrał nasze bilety i zaprosił do busa. Mimo różnic w rozkładzie jedzie się tym samym busem. Gorzej z powrotem. Lot do Warszawy jest o nieludzkiej porze (o 8 rano), więc z Amsterdamu trzeba zdążyć na bus o 4.15 albo o 5.15 – zazwyczaj podstawiają bus zgodnie z ilością kupionych biletów online, więc miejsca w którymś z nich – jeśli uprzednio sobie nie zarezerwowaliście – może zabraknąć. Stwierdziliśmy pojechać właśnie wcześniej i cudem zmieściliśmy się do małego busika podstawionego przez lotnisko do zabrania 5 osób :P.

Pierwsze, co rzuca się w oczy (raczej się obserwuje i czuje) – to jest miasto STWORZONE DLA LUDZI. Nie trafiliśmy do dzielnicy, w której nie byłoby dróżek rowerowych. Rowerów jest naprawdę dużo – około 900 000, przemierzających miasto we wszystkich kierunkach. Często to najlepszy środek transportu – bo na rowery uważają i samochody, i piesi. Rowerzyści natomiast często łamią przepisy, nie zważając na światła, pasy dla pieszych, czując się główną siłą napędową. Zresztą wielopoziomowe parkingi rowerowe to potwierdzają:) jest kilka firm wypożyczających rowery. Znalazłam info, że są dość drogie, plus wysokie kary nakładane za zepsuty/skradziony rower. Trochę to koliduje z rzeczywistością – wszędzie widzieliśmy pozostawione rowery z wypożyczalni (w grupkach i pojedyncze – ewidentnie ktoś zostawił zwiedzając okolice – bez opieki, nieprzymocowany do żadnego słupka). Nikt tym się nie interesował. Długo zastanawiałam się ile taki, powiedzmy, rower z Veturilo postałby na ulicy bez żadnej opieki.

Komunikacja miejska działa również bez zarzutu, jest świetnie opisana, wszystkie dzielnice dobrze skomunikowane. Przy intensywnym poruszaniu się po mieście opłaca się zainwestować w bilet dobowy albo kilkudniowy (jeśli muzea i inne płatne atrakcje są pomijane) – na wszystkie środki komunikacji miejskiej 24h 7.50 EUR, 48h – 12 EUR, 36H – 16.50 EUR. Nawet nie znając miasta, łatwo trafić w dowolne miejsce patrząc na mapę tras tramwajów i autobusów. Kolejny ukłon w stronę uprzejmości nieznajomych (wcześniej zachwycałam się tym na Malcie i podczas pobytu w Chorwacji): wystarczyła chwila by zatrzymać się w metrze by sprawdzić mapę, czy zmierzamy w dobrym kierunku, którym wyjściem się przejść – natychmiast podchodził pan obsługujący tę stację i z uśmiechem (!) proponował swoją pomoc. Wiem – banalne, oczywiste, nadal mnie zaskakuje za każdym razem.

Nawet wagony metra są tu z przekazem społecznym. Amsterdam zamieszkuje 177 narodowości. Wiele wagonów jest poświęconych przedstawieniu tych narodowości (malowane w środku) – z ogólną informacją, gdzie znajduje się państwo, w jakim języku tam się mówi, ile mieszka w tym kraju, ilu ich przedstawicieli (oficjalnie) mieszka tu. Robi to niesamowite wrażenie, kiedy zdajesz sobie sprawę, ile kultur, tradycji, języków, przyzwyczajeń się łączy robiąc niesamowicie egzotyczną mieszankę.

W pierwszy wieczór przyjazdu trafiliśmy na mecz mundialowy Holandia-Hiszpania. Pomarańczowa starówka robi niesamowite wrażenie. Najważniejsze – oni kibicują na wesoło! Dobra, kibicowali – bo wygrywali ten konkretny mecz. Ale nie czuło się w powietrzu napięcia (raczej zioło;)). Fajnie było poczuć jedność ze wszystkimi nieznajomymi ludźmi, przybijającymi piątki, śpiewającymi, przytulającymi się i dzielącymi się radością.

_IGP8305

Ze względu na poziom cen nie sprzyjających specjalnie rozrzutności, sobotę przeznaczyliśmy na wędrówkę nad kanałami (jest ich w Amsterdamie 165!!!), spacery przez miasto, wczuwanie się w klimat ulic i przyjemności, a niedzielę – na ukulturalnienie się w muzeach (być w Amsterdamie i nie zobaczyć Van Gogha – tego sobie nie wybaczyłabym).

Co fajnego można zobaczyć/spróbować?

Kanały. Ich urokliwości chyba nie muszę opisywać:) Fajnie, że można zawsze znaleźć ławeczkę i posiedzieć pogapić się na wodę, przepływające niespiesznie stateczki i przechodzących się nabrzeżem ludzi. Można też pić wino – zawinięte w papier;)

_IGP8229

Kuchnie świata. Każdy będzie zadowolony (chociaż muszę przyznać, że polskiej nie widzieliśmy, ale pewnie gdzieś jest) – najwięcej knajp włoskich (jadłam przy Dam plac jedną z najlepszych pizz ever), argentyńskich – steki (aczkolwiek z poprzedniego razu zostały mi niezbyt fajne wspomnienia), azjatyckich, w tym fast foodów, etc – dzięki wielu kulturom sąsiadującym ze sobą, prowadzonych przez osoby znających smaki danej kuchni od-do. Ceny wahają się od 13 EUR wzwyż. Najtańszym rozwiązaniem był azjatycki ramen bar Walk To Go znajdujący się przy Dam plac – pyszny kubełek w cenie 5-7 EUR.

Murale. W centrum aż tak dużo nie ma, nachodziliśmy się sporo by zobaczyć. Niestety zabrakło nam czasu by pojechać na obrzeża i poszukać innych prac.

_IGP8278

Bazary kwiatowe. Głównie kwiaty domowe, tulipany (piękne!) i chryzantemy, ale również zestawy do hodowania marihuany w domu:)

_IGP8139

_IGP8140

Piiiiiwo. Bardzo dobre piwo. Dość drogie, w porównaniu nawet z Berlinem, około 3-5 EUR za kufel, często o pojemności 0,3-0,4l. Ale warte tych pieniędzy. Michał próbował różne rozmaitości dostępne na kranach, natomiast ja napiłam się białego piwa, za wszystkie czasy posuchy w Polsce.

10394834_752434361473356_6125110270350581887_n

Gofry. Wafle. Głównie z gorącą czekoladą i owocami. W barach gofrowych jedliśmy coś co było warte grzechu – z polewą czekoladową, bananami i mrożonym jogurtem. Nie do opisania!

_IGP8382

Widoki. Z wysokości Nemo (centrum nauki), z placu Rembrandta, z kanałów, z ogródka knajpy, z okna metra. Zrobiliśmy ponad 20 km nogami, wchłaniając krajobraz. Warto wpaść do Vondelparku. W sobotę trafiliśmy akurat na 150-lecie parku. Można siedzieć na trawie. Więcej – można siedzieć na trawie z koszami piknikowymi i szampanem. Grupki znajomych pijących szampana w słoneczku wywołują uśmiech na twarzy i tęsknotę w środku za takimi widokami w Polsce – legalnymi widokami.

_IGP8200

_IGP8156

_IGP8185

_IGP8213

_IGP8318

Sery. Bardzo dużo tzw. sklepów firmowych na Starówce dla turystów. Myślę jednak, że warto pojechać/pójść do zwykłego sklepu i zjeść ser robiony dla „swoich”. Ser holenderski znam z dzieciństwa – nawet w Rosji w dość trudnych czasach był jednym z najbardziej cenionych gatunków. Jeśli nie ma miejsca w bagażu – warto kupić do wina na piknik albo wieczór.

_IGP8142

_IGP8143

Muzea zostawiliśmy na drugi dzień, ze względu na dość atrakcyjne oferty które proponuje AmsterdamCard albo Holland Pass. Różnice: ceny, możliwość wejść (z Amsterdam Card lista bezpłatnych wejść do muzeów i atrakcji o wiele dłuższa,  z Holland Pass – jeden muzeum i jedna atrakcja w ciągu doby). Obie karty umożliwiają bezpłatne poruszanie się komunikacją miejską oraz w miejscach oznaczonych specjalnym symbolem dają zniżki. Ważne – AmsterdamCard można zakupić w Centrum tylko i wyłącznie w jednym miejscu – przy Dworcu Głównym w Informacjii Turystycznej (naprzeciwko dworca), otwartej do godz. 17. Holland Pass można kupić w kantorach, punktach turystycznych proponujących wycieczki na Starówce. Obie karty można kupić online w domu (co polecam – karty się aktywuje przy pierwszym użyciu, np. w metrze, a nie o zadeklarowanej przy kupnie godzinie).

AmsterdamCard – 24h 47 EUR, 48h 57 EUR, 72H 67 EUR

Holland Pass – 24h 35 EUR (wejście do 2 atrakcji), 24H 52 EUR (wejście do 5 atrakcji), 48H 72 EUR (wejście do 7 atrakcji)

_IGP8344

Z doświadczenia – więcej niż 2 muzea przesycają wrażeniami. Udało nam się zobaczyć Muzeum Van Gogha i Stedelijk (Muzeum Sztuki Współczesnej). Znacznie większe wrażenie zrobiło na mnie właśnie drugie muzeum, może dlatego, że byłam zaskoczona zbiorami (a po Van Goghu raczej wiedziałam czego się spodziewać:). Oprócz wzorów przedmiotów użytkowych, plakatów, neonów, są dziela – Van Gogha, Moneta, Kandińskiego, Picassa, Chagalla oraz sklepik z cudownościami, które chce się kupić natychmiastowo :D Rembrandt – w Muzeum Rembrandta i Rijksmuseum zostały na następny raz:)

W ramach AmsterdamCard pojechaliśmy również na rejs przez kanały. Przyjemna godzina z historią kanałów w tle, pięknymi widokami uliczek, do których możecie nie mieć czasu dotrzeć. Ale jeśli zabraknie czasu – proszę aż tak bardzo nie żałować;)

2 dni, dużo wrażeń, dużo emocji, jeszcze więcej zdjęć, jeszcze więcej muzeów i murali do zobaczenia, piwa do wypicia i gofrów do zjedzenia następnym razem:))))

_IGP8188

p.s. gdybyście mieli pytania – śmiało w komentach albo na maila.

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
  • Noclegi w Amsterdamie: Airbnb

    Poziom życia na północny zachód od Polski zawsze wywołuje zachwyt, zazdrość i emocje. Kosz…
Load More In Holandia

2 komentarze

  1. travelerka

    12 lipca 2014 at 10:47 pm

    Oj przyda sie to wszystko przyda :) Za 3 tygodnie lecę do AMS i mam teraz idealna ściągawkę ;)

    Reply

    • Tati

      12 lipca 2014 at 11:56 pm

      cieszę się bardzo! Amsterdam jest wciągający:) gdybyś miała jakiekolwiek pytania jeszcze – śmiało!

      Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Brandenburgia na weekend – Baum und Zeit w Beelitz-Heilstätten

Beelitz-Heilstätten – miejsce naprawdę wyjątkowe. Znajduje się raptem 54km od Berlin…