W moim mieście. Lublin Marleny

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

W nowym cyklu postów W MOIM MIEŚCIE zabierzemy was w podróż po miejscach, o których nie zawsze piszą w przewodnikach międzynarodowych, wspominają na ostatniej stronie rozdziału albo jednym wierszu, a które mimo wszystko warto zwiedzić. Po ulubionych miejscach mieszkańców miast dobrze znanych, którzy go znają i kochają. Po podwórkach, zakamarkach, ukrytych kawiarniach i atrakcjach mniej oczywistych. Może nie zawsze są to miejsca na pierwszy raz. A może są dobre właśnie na pierwszy rzut oka, by się zauroczyć i chcieć wrócić po więcej.

Idea takiego cyklu dojrzewała we mnie od dawna. Przewodnik przewodnikiem, Like a local, Spotted by Local, Yelp, spacer bez mapy by zgubić się w uliczkach. Fajnie. Większość osób, znajdujących się po raz pierwszy w mieście, szczególnie na weekend, nastawia się raczej na spacer głównym deptakiem, przez centrum miasta, tam, gdzie znajdują się główne atrakcje, które można zahaczyć po drodze, gdzie teoretycznie jest największe zaknajpienie i można spodziewać się kilku-kilkunastu ciekawych godzin albo udziału w wydarzeniach.

Wystarczy jednak umówić się z kimś ze znajomych (albo z Couchsurfingu) po przyjeździe, by wylądować w knajpie, o której taki przykładowy Lonely Planet nie słyszał (może i dobrze), trafić do uliczki na obrzeżach i przesiedzieć tam w kawiarni debatując o losach własnych i planety, zobaczyć mało znane muzeum, ciekawy mural, schowany pomiędzy blokami, pójść na spacer tam, gdzie tłumy turystów nie docierają albo zrobić coś, co wymagałoby spędzenia w tym mieście jednak dłuższej chwili.

Ostatnim takim argumentem była wypowiedź Wioli ze Starczewska.com, która po wszystkich wolontariatach i wymianach wylądowała w Warszawie i zastanawiała się, co zrobi bez uroczych kawiarenek Lizbony. Ok, trudno przebić knajpki Lizbony, są naprawdę urokliwe, ale Warszawa też ma sporo takich miejsc! W których od dawna jestem zauroczona, umawiam się ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi. Tylko osoby mało znające miasto tu nie trafiają :) O Warszawie napiszę jeszcze nie raz – temat-rzeka. A dzisiaj zapraszam do Lublina, co zwiedzić, gdzie napić się kawy, gdzie przejść się spacerem w drodze na Stare Miasto!

Dlaczego do Lublina? Mieszka tam Marlena. Osoby w miarę regularnie czytające blogi podróżnicze, na pewno kojarzą mega pozytywną osobę, która ma sporo doświadczeń własnych, jest wielką amatorką podróży, zbiera uśmiechy, kolory, smaki, wrażenia oraz jest mieszkanką i ogromną fanką Lublina.

Mam całkiem dużo znajomych z Lublina, ale chęć odwiedzić w końcu Lublin, przez których często przejeżdżałam w drodze na Ukrainę, pojawiła się po stwierdzeniu Marleny, że w Lublinie są najlepsze pączki z cynamonem (musiały to być okolice Tłustego Czwartku). Nigdy nie myślałam, że przyjęte grzecznościowo zaproszenie przerodzi się w przyjaźń.

Osobiście Marlenę spotkaliśmy jakiś miesiąc później na Wachlarzu Podróżniczym. Jakiekolwiek bariery dwójki introwertyków padła natychmiastowo, ściskając nas serdecznie w geście powitania. Poczułam, jakbym znała ją całe życie, nie miesiące.

Jej mieszkanie, oblepione zdjęciami uśmiechniętych ludzi spotkanych na drodze i pocztówkami z całego świata. Pamiątki z podróży, książki, które często sprawiają, że chce się walczyć o ten lepszy dzień dalej i motywują do działania. Mimo, że nie prowadzi bloga, regularnie zbiera pełne sale opowiadając o swoich podróżach albo wprowadza w życie projekty, które mają pokazać miasto z najlepszej strony i zaangażować mieszkańców.

Jej Lublin, poza Starym Miastem, które przeszliśmy wzdłuż i wszerz nie raz, niezbyt miłym wspomnieniem z knajpy z czeską kuchnią (no dobra, piwo było ok!),

nie mającą z nią nic wspólnego oraz widokami, znanymi z pocztówek w Informacji Turystycznej i na okolicznych straganach, okazał się być przytulny, zadziorny, miejscami alternatywny, czasem nostalgiczny, z pewnością ciepły i uśmiechnięty.

Stare Miasto

Stare Miasto tajemnic nie kryje. A właściwie o nie walczy.

Po raz kolejny, z pomocą Marleny, chcieliśmy znaleźć klatkę i podwórko, które kiedyś zrobiło na Michale ogromne wrażenie. Nie ma. A może gdzieś jest. Bo mieszkańcy coraz częściej zamykają klatki na klucz albo nawet kłódki. Co dla nas jest pięknymi drewnianymi schodami

oraz światłem, wpadającym malowniczo przez rozbite okno, dla innych jest ingerencją w ich życie, podglądaniem, szwendaniem się obcych po klatkach oraz przeszkadzaniem w normalnym życiu.

Ale! Zaglądając do bocznych uliczek, można natknąć się na absolutnie urocze stojaki na rowery obleczone w ubranka z kolorowych włóczek. Zwracaliście kiedyś uwagę na takie drobne szczegóły ubarwiające miasto i poprawiające humor? Natychmiastowo właściwie? Wrocław, oprócz murali, ma takie małe kopertki ze skrzydełkami, Toruń ma ludziki ceramiczne, a Lublin ma kolorowe stojaki na rowerki :) Taki drobny detal, a tak cieszy!

Nie udało nam się dobrze zjeść na Starówce póki co – mimo poleceń znajomych i portali. Ale Marlena zaprowadziła nas do bardzo klimatycznej kawiarnio-księgarni Między Słowami, znajdującej się nieco na uboczu – przy ulicy Rybnej. Jak sama nazwa sugeruje, niedaleko na placu kiedyś odbywał się targ rybny. Znajdowała się tu również synagoga Hazomir, Żydowska Szkoła Powszechna „Tachkmojni” Szmula Rotsztejna czy drukarnia Mendela Sznajdermessera, gdzie drukowano „Lubliner Sztyme” , „Lubliner Unzer Ekspres” oraz modlitewniki.

Buzie nam się uśmiechnęły szeroko od razu po przekroczeniu progu, cichutko zaskowytały portfele na widok książek, których jeszcze nie mamy, a posiadać chcielibyśmy. Ale jakimś cudem udało nam się wyjść bez zakupów papierowych.  Znają się na literaturze!!! Oprócz tego są megasympatyczni, tworzą miejsce z duszą, podają bardzo dobrą kawę i czekoladę oraz pyszne ciasta (sprawdzono empirycznie!).

Urzekła mnie również akcja skierowana na przybliżenie sztuki ludziom. W kilku oknach kamienic w Starym Mieście wywieszono fragmenty obrazu autorstwa Pitera Breughla. z dokładnym opisem i wyjaśnieniem, co poszczególne sceny oznaczają oraz co autor miał na myśli i jak odnosił się w swoim dziele do historycznych kontekstów sztuki.

Świetnie opisana symbolika gestów, postaci, mimiki. Tego mi zawsze brakuje, jak gdzieś jestem w nowym mieście. Patrząc na obraz jako całość, myślę, że rzadko kto (oprócz amatorów sztuki, zgłębiające dzieła autorów albo pewne okresy twórczości) wie, co kryje się poza pozornie zwykłą sceną z życia miasta.

Dodajcie do planu zwiedzania koniecznie Centrum kultury w Lublinie! Sporo się tam dzieje – jest przestrzeń dla sztuk teatralnych, kina, muzyki, twórczości i festiwali. Jeśli jednak od budynków byłego klasztoru wieje u was wewnątrz chłodem, galerie i wystawy wywołują nudę, a na koncerty i wydarzenia brak czasu, zajrzyjcie chociaż na wewnętrzne podwórko:) czeka tam mała niespodzianka w postaci kawiarenki, gdzie piwa kraftowe i kawa na leżakach wśród drzew smakują wyśmienicie.

Ogród Botaniczny UMCS 

Nie znam lepszego miejsca na przeżywanie cudu natury, powolnego umierania i odradzania się, obserwowania zmieniających się kolorów oraz na odzyskanie spokoju. Ogród Botaniczny znajduje się w dolinie rzeki Czechówka, jest naprawdę spory i, uwaga botanicy znawcy, proponuje odnaleźć prawie 7000 gatunków roślin :D Co prawda, do testu pewnie nie przystąpiłabym, ale lubię odwiedzać takie miejsca – szczególnie w porze kwitnięcia oraz głęboką jesienią, kiedy liście płoną wszystkimi barwami, a za rzucanie liśćmi nikt nie zwróci uwagi.

Jak na piękny ogród przystało, jest też dworek – należący do Jana Nepomucena Kościuszki, stryja Tadeusza. Jest coś w zapachu starego domu coś magicznego – stare drewno, skrzypiące podłogi, materiały od dawna nie prane, meble od dawna nie używane ale trzymające nadal pamięć o byłych właścicielach, imprezach, obiadach, gościach, zabawach i smutkach.

Dzielnica Rury

Zaskoczenie co? Ostatnio nasz ukochany Facebook obiegły urocze posty z wzruszającymi obrazkami, jak designerzy Ikei stworzyli zabawki na podstawie rysunków dzieci. Ochy, achy, setki udostępnień. Cóż, w Lublinie zrobili już to dawno temu! Artyści wykonali 50 rzeźb z rysunków dzieci na temat historii Polski piastowskiej (wszak osiedle Piastowskie zobowiązuje;) Wiedzieliście o tym?

Dzielnice i osiedle kryją też murale. Może nie jest ich dużo, tak jak w Warszawie, Wrocławiu albo Trójmieście. Ale są wymowne i z pewnością warte poświęconego na ich znalezienie czasu.

Skansen Wsi Lubelskiej

Albo się starzeję, albo wzrasta moja świadomość historyczna oraz ciekawość świata i dziejów. Kiedyś takie miejsca obchodziłam szerokim łukiem. Za namową znajomych z Podróżyjemy pojechaliśmy do Muzeum Wsi Mazowieckiej – i odblokowałam czakry :)

W Skansenie Wsi Lubelskiej można zobaczyć architekturę drewnianą i ciekawostki etnograficzne z regionu dawnego województwa lubelskiego. Fajny spacer, naładowany dawką informacji o tym, jak mieszkało się kiedyś tu na wsi, przez młyn, starodawne dwory, spichlerze czy czworaki.

Historia historią, a spacer przez zazwyczaj ciche i spokojne skanseny, szczególnie w letnie dni, pośród traw, bzyczących owadów, chowając się od czasu do czasu w cieniu drzew oraz wchłaniając spokój starych domów, zostawia człowieka w takim błogostanie i długich rozmyśleniach o kraju, własnym losie i tych wszystkich ludzi, którzy byli przed nami i tak samo myśleli, że będą żyć wiecznie :)

Cmentarze przy Lipowej

Mimo całego optymizmu i pozytywizmu życiowego, lubimy sentymentalne spacery po starych cmentarzach. Niektóre pomniki są naprawdę dziełem sztuki i przyciągają uwagę. Niektóre wyrażają sobą więcej niż tysiąc słów, szczególnie jeśli osoba była znana. A i jest to dobre miejsce, by uporządkować myśli i ocenić skalę wydarzeń w naszym życiu, jak błahe są często nasze problemy i jak krótkie jest życie.

Ten cmentarz jest najstarszym we wschodniej Polsce i składa się z czterech cmentarzy: cmentarz rzymskokatolicki, cmentarz ewangelicko-augsburski, cmentarz prawosławny oraz cmentarz wojskowo-komunalny. Pomniki każdego mają specyficzny charakter i opowiadają, piękne, czasem smutne, czasem dziwne, czasem wzruszające historie.

Browary Lubelskie PERŁA

Nie jest to miejsce mało znane, szczególnie dla osób regularnie odwiedzających sekcje piwne w sklepach ;) Ale zabytkowy browar przy ulicy Bernardyńskiej zasługuje na uwagę.

Przy okazji naszego pierwszego razu dość długo go szukaliśmy. Przyjechaliśmy na Europejski Festiwal Smaku, jedziemy na wydarzenia, które odbywają się w browarze (adresu nie było). Podjeżdżamy pod obecny, działający browar i głupio rozglądamy się po stronach, gdzie cała impreza :D zanim zawróciliśmy, udało nam się na mapie odnaleźć starszą wersję Perły, bardziej imprezową. Naprzeciw browaru jest (właściwie, był – nie jestem przekonana, czy przetrwał próbę czasu) opuszczony dom ze street artem z mchu. Długo nie mogliśmy się od niego oderwać.

Latem, oprócz imprez, działa tu letnie kino, knajpa, pijalnia piwa (dziwne byłoby gdyby nie było!) oraz odbywają się koncerty.

Historia browaru w sumie jest bardzo ciekawa. W XVII w. w miejscu obecnego browaru stał pałac należący do niejakiej Heleny z Prusinowskich Sapieżyna. Pałac ten Helena przekazała ojcom reformatom, którzy utworzyli w tym miejscu klasztor oraz kościół. Później budynki przeszły w ręce bonifratrów, od których odkupił je Karol Rudolf Vetter, przyszły potentat piwa na Lubelszczyźnie. I tak oto szlifowali smak i umiejętności, aż powstał produkt, znany dobrze dzisiaj :)

No dobra, wracając do koncertów i wydarzeń, naprawdę w Lublinie sporo się dzieje i wybór spory.

Już wspominałam o Europejskim Festiwalu Smaku, który z roku na rok jest organizowany z coraz większym rozmachem – pyszne jedzenie, wina, cydry, piwa i inne alkohole, ciekawe wydarzenia oraz naprawdę fajne koncerty – Omega, przenosząca wehikułem czasu do innej epoki swoimi przebojami, zawsze zadziorna Kayah, Katie Melua, którą nie trzeba przedstawiać oraz Mela Koteluk (jej koncertu osobiście bardzo żałuję, bo nie mogliśmy być).

Co roku w lipcu odbywa się Carnaval Sztukmistrzów. Są to widowiska z pogranicza teatru i nowego cyrku w przestrzeni miasta, w których biorą udział artyści z całego świata. W trakcie imprezy odbywa się szereg warsztatów, jak również Urban Highline Festiwal – zawody w chodzeniu na linie. Na ulicach jest naprawdę feerycznie, kolorowo – w następnym roku jedziemy!

W lipcu też w tym roku odbył się fantastyczny festiwal Wschód Kultury – Inne Brzmienia.

Byliśmy. No bo jak tu nie być, jak subiektywnie małe miasto sprowadza na kocert taką gwiazdę undergroundu, jak Einstürzende Neubauten, sami zobaczcie:

W sierpniu Lublin zbiera wszystkich miłośników rękodzieła i rzemiosła z różnych krajów pod szyldem Jarmarku Jagiellońskiego.

W sumie wychodzi na to, że latem w Lublinie można posłuchać dobrej muzyki, nie tylko na festiwalach, również na ulicach, pooglądać przedstawienia, dobrze zjeść i kupić coś fajnego do domu albo dla siebie ;) Wiosną i jesienią wybrać się na spacery, a w zimie (i nie tylko) iść na kawę i czekoladę :) To tylko 180 km od Warszawy, które można pokonać samochodem, pociągiem albo busem – 2,5-3 godziny, które przeniosą was w zupełnie inne klimaty. Fajny dzień albo weekend gwarantowane!

A my odwiedzimy i Marlenę, i Lublin jeszcze nie raz, podczas festiwalu albo bez okazji :) Dziękujemy Marlenie za spacery i obiecujemy, że wrócimy po więcej!

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

14 thoughts on “W moim mieście. Lublin Marleny”

  1. Hanging around in Asia uważa, że:

    Mam lekki sentyment do Lublina. I bardzo lubię takie spacerki :)

  2. balkanyrudej uważa, że:

    Teraz nabrałam większej motywacji do odwiedzenia Lublina. Od lat nie mogę tam dojechać, mimo że w ostatnim czasie na Lubelszczyźnie byłam kilka razy.

  3. Ewa uważa, że:

    A ja w Lublinie nie byłam jeszcze nigdy… może kiedyś uda mi się i tam zawitać :) Zgadzam się natomiast z tym, że fajnie zwiedzać miasto z kimś, kto tam mieszka, bo można zajrzeć w miejsca, o których nawet by się nie pomyślało samemu :)

  4. kami uważa, że:

    fantastyczne! uwielbiam Lublin i uważam, że to jedno z najbardziej niedocenionych miast w Polsce. I ciągle się zmienia, coś nowego fajnego się tam pojawia. Nie byłam chyba ze 2 lata, a już widzę że najwyzsza pora wrócić! :)

  5. Joanna Ejsmont Lisowska uważa, że:

    Jeździłam tam w liceum, ale chyba czas wybrać się ponownie kilkanaście lat później i bardziej świadomie:)

  6. Wiola Starczewska uważa, że:

    Ojej, ja występuję w tym odcinku! W Lublinie spędziłam 8 lat, jednak mimo to po powrocie z Portugalii nie zdecydowałam się tu zatrzymać i wyprowadziłam się do Warszawy. Sama nie wiem dlaczego… Rzeczywiście oferta kulturalna Lublina jest przeogromna i kiedy czytam wasz wpis to trochę żałuję… Jednak trochę byłoby mi tam za ciasno…

  7. Wiola Starczewska uważa, że:

    o, moje miasto

  8. Małgorzata Chilińska uważa, że:

    Muszę koniecznie poznać

  9. Magdalena Su uważa, że:

    ACH tak. Lublin na pewno pojawi sie na naszej liscie, jak tylko uda nam sie osiasc w Krakowie :)

  10. Przewodnik po Hiszpanii/La Guia de La Mancha uważa, że:

    Co roku jestem w Lublinie, mieszka tam rodzina mego męża. Każdy spacer po tym mieście to przygoda. Niesamowite miejsce.

  11. Trzy Włóczykije uważa, że:

    Mało brakowało, a bym wylądowała tam na studiach:)

  12. offthetrack.pl uważa, że:

    Mój Lublin :D No i dowiedziałam się czegoś nowego…

    1. Poszli-Pojechali uważa, że:

      cieszymy się bardzo :) podwójnie, że udało nam się podrzucić coś nowego!

  13. Adriana Gałach uważa, że:

    Tegoroczny wypad do Lublina.. jest co wspominać.

Dodaj komentarz

Więcej interesujących wpisów: