Kazimierz, robisz to źle (nad Wisłą)

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Kazimierz nad Wisłą – zagłębie artystów, czy centrum spędów weekendowych

Do tego miasta jeździłem jeszcze z rodzicami, dzieciakiem będąc. Było to na tyle dawno (#starość), że z wizyt pamiętam tylko pojedyncze migawki. Miasteczko było wtedy jeszcze dość mało popularne w powszechnej świadomości weekendowo-urlopowej, choć dość chętnie odwiedzane przez  ówczesną bohemę, społeczność malarzy i innych artystów, raczącą się magicznym światłem i trunkami różnej maści.

Położone zaraz za Puławami, urokliwe miasteczko z charakterystyczną Basztą i zamkiem oraz Górą Trzech Krzyży, z której można podziwiać panoramę okolicy z roku na rok zyskuje na popularności, w dużej mierze dzięki odbywającym się tam festiwalom – przede wszystkim Festiwalowi Filmowemu „Dwa Brzegi” oraz Ogólnopolskiemu Festiwalowi Kapel i Śpiewaków Ludowych.

Nie bez znaczenia pozostaje wielowiekowa historia miasta, którego początki sięgają przełomu XII i XIII wieku, znaczne wpływy kultury żydowskiej i ślady dawnej świetności, kiedy to Kazimierz był ważnym węzłem handlowym dla spławianego Wisłą zboża. Z czasem rola transportu rzecznego zmalała, a miasto podupadło.

Dopiero po Pierwszej Wojnie Światowej miasto zaczyna się odradzać, tym razem jako zagłębie artystyczne, gdzie odbywają się plenery, a w następstwie wielu artystów, zauroczonych przyrodą i pejzażami, zostaje rezydentami i otwierają własne galerie. Ta artystyczna, twórcza atmosfera panowałaby pewnie do dziś, wszak niemal w każdej uliczce znajdziemy galerie malarstwa, czy rzeźby, jednak wzrost popularności, atrakcyjności turystycznej miasta sprawił, że w słoneczne weekendy bliżej mu do nadbałtyckich mikrokurortów, jak Mielno, czy Jastrzębia Góra.

Lody, stoliczki, kursujące uliczkami dorożki, czy wreszcie stragany ze starzyzną & chińszczyzną. Tylko klimatu jakoś brak. Możecie za to kupić znakomite kurtki (Made in China) za jakieś 500zł sztuka i inne ozdoby, w nie mniej horrendalnej cenie, oczywiście dopiero po tym, jak wykonacie rytualne selfie przy studni na środku rynku.

Z mojego punktu widzenia Kazimierz sprawdza się obecnie tylko jako punkt wypadowy – jak najbardziej, zaparkujemy tam samochód, co odważniejsi i zamożniejsi mogą spróbować się tam posilić i napoić, jednak tłumy ludzi, przetaczające się co weekend przez niewielki rynek (obowiązkowe selfie przy studni), sprawiają, że sielskie miasteczko, otoczone aurą artystów zostało zadeptane i w dużej mierze straciło swój urok.

Apropo’s napojów – w Kazimierzu możemy spróbować wyrobów lokalnego browaru Trzy Korony, który mieści się w pobliskich Puławach. Nie jest to może wybitne piwo, ale jeśli uda nam się na nie trafić, to korzystajmy, bo w większości lokali znajdziemy jedynie koncernowe sikacze.

W wąwozy! Ruszajcie w wąwozy!

Co zatem zostało? Otóż najlepsze co możecie zrobić, przyjeżdżając do Kazimierza, to ruszyć promenadą wzdłuż Wisły, by jak najszybciej oddalić się od zgiełku, odbić w jedną ze ścieżek, ku licznym, ciągnącym się kilometrami wąwozom. Te nijak nie zostały zepsute, pozostały dzikie, kamieniste. Nie są to może trasy bardzo wymagające, ale pod nogi trzeba uważać, a wybierając się tam rowerem, w wielu miejscach trzeba będzie zsiąść i targać wehikuł pod górę lub zjeżdżać mocno na hamulcu. A tak ogólnie, jest naprawdę pięknie, sami zobaczcie, byliśmy ostatnio jeszcze zanim wąwozy zazieleniły się na dobre, a zatem teraz, wiosną, będzie jeszcze bardziej urokliwie:

Idąc wąwozami i wzdłuż pól możemy dotrzeć np. do Męćmierza, gdzie trafimy na odrestaurowany, malowniczo położony wiatrak oraz piękną panoramę na Wisłę i wspomniany oraz obfotografowany poniżej zamek.

Kolejną, całkiem interesującą możliwością, jest ucieczka z Kazimierza do Janowca – wcześniej wspomnianym bulwarem musicie przejść jakieś 2,5 km, by dojść do promu, który dowiezie Was do miejscowości leżącej ma drugim brzegu Wisły. Prom kosztuje niewiele, a pozwoli Wam uciec od weekendowego zgiełku miasteczka.

Tam też znajdziecie uroczą knajpkę pod Zamkiem oraz sam Zamek – dość mocno zrujnowany, jednak pozwala poczuć swą ówczesną świetność. Na terenie Zamku w Janowcu znajduje się też skansen, gdzie zobaczycie kilka chat, a przede wszystkim dworek rodem z XIX wieku.

 

Podsumowując i nie starając się naginać rzeczywistości – Kazimierza nie skreślam tak całkiem, polecałbym jednak wybrać się tam w bardziej pozaweekendowych dniach, kiedy będzie bardziej senny, spokojny. A co na weekendy? Zdecydowanie lepiej wybrać okolice miasteczka i poobcować z przyrodą i pięknymi widokami.

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

8 thoughts on “Kazimierz, robisz to źle (nad Wisłą)”

  1. Marcin Wesołowski uważa, że:

    Ja też pamiętam to miejsce sprzed 15 lat i zapamiętałem je w bardzo sielski sposób. Mogę sobie wyobrazić, jak to wygląda teraz.

  2. Kat Szymańska uważa, że:

    Dokładnie . weekendy w sezonie masakra.ale polecam w tygodniu.oraz pycha domowe lody :)

  3. Anna Lankau-Pogorzelska uważa, że:

    widzę, że nie wiele sie zmienilo. w 2009 roku moje wrazenia wygladaly tak: „W weekend w sezonie polecam omijać cały Kazimierz jak największym łukiem. Po sobocie, gdy zawitalam do Kazimierza, stwierdziłam jedno, albo nie powinnam zapuszczac sie turystycznie w krajobrazy naszej ojczyzny, albo powinnam przestać podróżować po świecie, bo tzw. back to reality, bywa bardzo bolesny.

    Ale od poczatku – pomijam fakt opłaty 10 pln za parking (każdy, nawet jesli jest on klepiskiem), bo w sumie tłumy do Kazimierza zjeżdzają w wakacyjne cieplutkie dni. Tu jestem jak najbardziej wyrozumiała. Pomijam opłate za wejscie na górę zamkową i baszte w kwocie 3 pln, pobieraną przez miasto, ale nastawienie typu zapłać za wszystko jak leci i nie narzekaj… tego pominąc nie mozna.

    Ruiny na górze ok, zapłaciłam, wdrapałam sie na punkt widokowy by podziwiać piekna panorame wisły… warte może nawet 3 złotych, mimo ze nie pierwszy raz tam byłam. Potem sklepik z pamiatkami. Kolega dzierży drewniany czy plastikowy toporek, mąż mój dla upamietnienia chwili wyciaga aparat, a tu nagle zza stolu z pamiatkami wypada pani sprzedająca z krzykiem „każde zdjecie z eksponatem 2 złote!!”. Nie zapłacilismy oczywiscie, eksponat na eksponat raczej nie wygladał. Obok dyby drewniane reklamujace piwnice z sala tortur na dole, którą mozna obejrzec za dodaktowe 2 złote… a jak nie daj Boze odbije Ci zrobic zdjecie w dybach, to za jedno takze płacisz 2 pln o czym informuje kartka przybita gwoźdzem do owych dybów.. Pilnuje pan z toporkiem, ktory od czasu do czasu wylania sie z piwnicy tortur.. jak nie zaplacisz mozliwe, ze to wlasnie Ciebie bedą w tych ciemnicach torturować, za 2 złote oczywiscie

    Zdegustowani poszlismy poszwędać sie po rynku i bocznych uliczkach. a to bazarek ze starociami, a to stragany z kogutami itepe… Na rynku obowiazkowa kawa i towarzyszace jej ciagłe nagabywanie cyganek. w każdej kafejce oczywiscie płatna toaleta i samoobsługa. O ile nie mam problemu z przynoszeniem sobie kawy to mam problem z płaceniem za toalete w lokalu, ktorego klientem jestem, zwalszcza jesli toaleta pamieta wczesne lata 80-te, kiedy to ostatnim razem byla takze sprzatana.

    Jak juz jestesmy w Kazimierzu, to fajnie by bylo zakonczyc spacer lunchem – najlepiej przy promenadzie nad rzeka… stoliki owszem są, nawet wolne. Z daleka baru „Rybka” widać napis: samoobsługa. Toaleta a jakze płatna. Miejsce fajne, szkoda ze samoobsługa dotyczy także sprzatania naczyń i wycierania stołu… kolega przykleił sie siadajac na lawce, gdzie wczesniej ktos rozlał sok. Stolik obok także byl zajęty nie tyle klientelą, co brudnymi naczyniami po kilku szczęsciarzach, którzy to mieli farta i mogli spozywać przy jeszcze czystym stoliku. Po dwoch godzinach spedzonych przy stoliku gdzie główną atrakcją byla nie tyle Wisla co natretna osa, pojawił sie pan i sprzatną ten cały bałagan… bo klient to prostak, nie dośc ze placi tylko 30 pln za lunch to jeszcze nie zebrał po sobie naczyn i blatu stołu rękawem nie wytarł.

    Jeszcze krótki spacerek po rynku, pierwszy raz kupiona pamiatka (wyszło taniej niz robienie zdjec)i wracamy do domu… 2 złote i samoobsługa to nasze motto przez cała drogę. I taka mała refleksja po drodze – że szkoda, bo moze jeszcze kiedys tam wrócimy – dla samego miejsca, bo piekne… ale z takim podejsciem do turysty, ktory bardziej sie jawi jako natret niz chlebodawca, daleko turystycznie nie zajedziemy „

    1. Poszli-Pojechali uważa, że:

      No niestety, jest to trochę taki skansen turystyczny i ofiara własnej popularności. Miasteczko najwyraźniej nie ma za bardzo pomysłu, jak wykorzystać te ściągające tłumy w sposób zorganizowany i sensowny, zostawiając wolną rękę właścicielom lokali, a im hajs się zgadza, więc po co się starać.

    2. Kufer Podróżnika uważa, że:

      No nie!!! Naprawdę? Aż tak jest źle? Dobrze, że o tym piszecie i ostrzegacie, przynajmniej wiem czego się spodziewać :P

    3. Iza Zawadzka uważa, że:

      Najlepiej jechać w tygodniu, bo w weekendy, szczególnie te długie faktycznie bywa ciasno. Ja ostatnio byłam w 2014 r. i nigdy nie płaciłam za toaletę w żadnej kawiarni ani restauracji!

  4. czoper uważa, że:

    Ależ lightshafty piękne na zdjęciach!

    (A Kazimierz wspominam raczej miło, bo byłem tam w „weekendowej podróży poślubnej” po pierwszym ślubie ;) )

    1. Michał uważa, że:

      Dzięki! :)

Dodaj komentarz

Więcej interesujących wpisów: