Tanie loty to ściema

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Słowem wstępu, zdaję sobie sprawę, że dla bardziej doświadczonych podróżników klasy economy i łowców promocji, cały ten artykuł jest truizmem, natomiast dla osób zaczynających przygodę z tanimi lotami, może się okazać się przydatny :)

Mamy w polskim internecie co najmniej kilka poważnych serwisów, zajmujących się dostarczaniem informacji o najświeższych promocjach, przecenach i innych sposobach na tanie loty, do tego fora internetowe, tajne kluby poszukiwaczy najniższych cen.
Mnożą się super-okazje, przeloty do najdalszych zakątków Europy, w cenie biletu kolejowego na trasie Warszawa – Kraków.

Wszystko to wygląda fajnie na papierze, trafiamy na niezłą okazję i bilet za kilkadziesiąt złotych i pakujemy się, dajmy na to, do Belgii, Norwegii, czy Francji. Pakujemy się to dużo powiedziane, bo na pokład tanich linii w cenie biletu możemy wnieść tylko niewielki bagaż kabinowy, za wszystko co większe, musimy zapłacić dodatkowo (np. w Ryanair bagaż podręczny ogranicza się do 10 kg  – świat i ludzie, natomiast Wizzair pozwala bezpłatnie wnieść na pokład malutki plecaczek albo torebkę, za większy bagaż podręczny trzeba zapłacić już dodatkowo). Załóżmy, że udało nam się spakować w mikroskopijny bagaż podręczny ze wszystkim, co potrzebne na cały wyjazd (dla mnie prywatnie to mrzonka – sam sprzęt fotograficzny ledwo się mieści w podręcznym, ale na potrzeby tego artykułu przyjmijmy, że zadowalamy się w tym temacie smartfonem), dwoma zmianami bielizny i naprawdę podstawowym wyposażeniem.

Czasem do bagażu podręcznego mieści się tylko nieco demoniczna maskotka i niewiele więcej

Czasem do bagażu podręcznego mieści się tylko nieco demoniczna maskotka i niewiele więcej

Na trasach bezpośrednich, z punktu A do B, nawet przy normalnym bagażu rejestrowanym, czyli tym, który nadajemy do luku bagażowego, tanie linie są często w dalszym ciągu opłacalnym rozwiązaniem, gorzej, gdy trasa składa się z kilku odcinków.

Przykładowo – traficie w internecie na sensacyjną cenę, jak choćby świeżutki przykład: „Lizbona i Porto w jednej podróży z Warszawy na przywitanie wiosny za 316 PLN” – brzmi cudownie, nic tylko kupować. Wchodzimy w szczegóły i okazuje się, że lecimy z Warszawy do Paryża, następnie dopiero do Lizbony. Z Lizbony do Porto jedziemy na szczęście pociągiem, natomiast do Warszawy wracamy przez Brukselę. Pamiętajmy, że osobno płacimy za każdy odcinek przewozu bagażu rejestrowanego, więc jeśli nie udało nam się spakować w mały plecaczek, za każdy odcinek przewoźnik doliczy nam kilkadziesiąt lub więcej złotych. Teraz pomnóżmy te stawki przez ilość odcinków, jakie chcemy pokonać – już nie jest tak fajnie i tanio.

Tak, czy owak,  za mniej lub więcej monet, przyjmijmy, że udało się – lecimy, z kolanami pod szczęką, bez jedzenia i picia, bo przecież na pokładzie drogo, a z bezcłówki co najwyżej tanią wódkę mamy.

Lądowanie, (oklaski) i oto nowe ziemie przed nami… z tym, że lecąc tanimi liniami zazwyczaj lądujemy w „Nigdzie”, jakieś kilkadziesiąt kilometrów od najbliższego, większego miasta, zatem wysupłujemy kolejne kilka/kilkadziesiąt Euro na dojazd do cywilizacji – w wielu przypadkach, ten dojazd wyniesie nas drugie tyle, co sam lot – warto bilet na transfer wykupić wcześniej przez internet – zazwyczaj wychodzi znacznie taniej.

Załóżmy teraz wariant superoptymistyczny – jedziemy do znajomych, korzystamy z couchsurfingu (warto jednak wybrać hosta uważnie, pisała o tym chociażby Wiola ze starczewska.com), tudzież jedziemy z namiotem (wtedy odpada podróż z samym bagażem podręcznym), więc koszty noclegu mamy z głowy, tudzież sprowadzamy je do minimum. Pamiętajmy przy tym, że jeśli korzystamy z czyjejś gościnności, to należałoby takiemu gospodarzowi odwdzięczyć się, zrobić obiad, podarować coś fajnego, chociażby coś z bezcłówki.

Skoro mamy już gdzie spać, to można by coś zjeść – tu dylemat, jechać dalej po taniości, wygrzebać z plecaka nieśmiertelną konserwę turystyczną i zagryźć kupioną w sklepie bułką, czy może jednak pozwolić sobie na poznanie kraju przez pryzmat kuchni? Ci którzy czytają naszego bloga, wiedzą, która opcję wybieramy ;) Lokalne potrawy, piwa, wina, przyprawy – każdy kraj, to inne uniwersum smaków i zapachów i po prostu żal by było z tego zrezygnować.

Ostatnia sprawa, jak to mawiają anglojęzyczni, last but no least, dobra kultury – muzea i galerie – niestety, jeśli chcemy obcować z wielosetletnimi dziełami, podziwiać architekturę, zazwyczaj przyjdzie nam zapłacić, często niemałe pieniądze, za bilety wstępu.

Warto przed wyjazdem zorientować się, czy miasto, do którego się wybieramy, nie oferuje przypadkiem tzw.  city card, karty zniżkowej, po zakupieniu której możemy za darmo korzystać z komunikacji miejskiej, odwiedzić określoną ilość muzeów oraz otrzymać zniżki w wielu innych miejscach.

Wszystko to kosztuje, a trzeba pamiętać, że spora część Europy jest w dalszym ciągu sporo droższa od Polski, nie wspominając o Skandynawii, gdzie właśnie ze względu na bardzo wysokie, w stosunku do polskich zarobków, ceny w dalszym ciągu nie udało nam się trafić. Co z tego, że do Oslo, Sztokholmu czy Malme dolecimy za grosze, skoro na miejscu okaże się, że obiad dla jednej osoby kosztuje tyle samo, co nasz lot.

Oczywiście, że dzięki tanim liniom da się zwiedzić kawał świata i to przy nawet bardzo skromnym budżecie, warto jednak choć pobieżnie zaplanować taki wyjazd finansowo, bo pojechać gdzieś tylko po to, żeby odhaczyć kolejne miejsce na mapie, to moim skromnym zdaniem, trochę bez sensu.

W żadnym wypadku nie jest moim celem zniechęcanie do tanich lotów, bo sami chętnie z nich korzystamy, jednak warto realnie i chłodnym okiem spoglądać na koszty podróży i nie popadać w płomienny zachwyt, który potem bardzo szybko zgaśnie, przywalony stertą paragonów i rachunków.

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

komentarzy: 3 “Tanie loty to ściema”

  1. RG uważa, że:

    Tylko wiesz, spośród tych co kupują na potęgę drogi sprzęt fotograficzny i mają się za mistrzów fotografii to pewnie 95% robi zdjęcia nie wiele lepszej jakości niż niektórzy tzw „głupim jasiem”. Wiem bo sam znam takich. :) Jedyne co z tego mają to taszczenie po świecie kilogramów sprzętu fotograficznego. Natomiast druga i zdecydowanie większa grupa latająca po świecie budżetowo to osoby których nie stać na nic innego niż zwiedzanie świata tanimi liniami, spanie u hostów czy w hostelach ale są ciekawi świata i nie narzekają. Ja biedy nie klepię i pewnie mógłbym sobie pozwolić na latanie zwykłymi liniami i spanie w hotelach a nie w hostelach, ale po co? Dzięki temu, że oszczędzam na poszczególnych podróżach to mogę ich odbyć w ciągu roku kilka. Staram się tez nie oszczędzać na wszystkim, próbować lokalnej kuchni, odwiedzać płatne atrakcje jeśli są faktycznie tego warte itd. Nie mam natomiast problemu w tym żeby na np. na 8 dni zmieścić się do plecaka wielkości małego podręcznego z wizzair’a i w tym czasie odwiedzić Lizbonę, Porto i Barcelonę i mieć z tego dużo frajdy. Podsumowując są różne typy turystów/podróżników, ty piszesz z jednej perspektywy ale są też inne. :) pozdrawiam RG

  2. Ewa uważa, że:

    Nie przesadzałabym z tym małym bagażem, w którym nawet aparat się nie mieści ;) najmniejszy chyba bagaż występuje w wizzair. Mały plecak, do którego da radę zapakować lustrzankę z wymiennym obiektywem i torbę do niej, spodnie na zmianę, trzy koszulki, ciepłą bluzę i tenisówki. A spowrotem przywieźć odrobine lokalnych przysmaków. Oczywiście nie spakujemy tam pięciu par butów i kreacji na kazdy wieczór, ale wystarczy, zeby na tydzien polecieć do Gruzji, odwiedzając gorące wybrzeże i zaśnieżone okolice Kazbegi.

    1. Michał uważa, że:

      Oczywiście, że wpis jest celowo nieco na wyrost, natomiast jak bierze się na wyjazd puszkę i 3-4 szkła, w tym krowę 70-200 f2.8, to już naprawdę niewiele się mieści w plecaku. Wiadomo, że się da spakować w podręczny i na dwa tygodnie, ale u nas ta teoria z praktyką się mocno rozjeżdża i kończymy próbując zmieścić siebie i 4 plecaki w indyjskiego tuk-tuka ;)

Dodaj komentarz

Więcej interesujących wpisów: