Strona główna Tematycznie Na weekend Dom Julii, Werona – podwórko podupadłych romantyków

Dom Julii, Werona – podwórko podupadłych romantyków

6 min. czytania
6
0

Na początek, warto zaznaczyć – do Werony trafiliśmy w dość kiepskim momencie – nawet mieszkający tu Polacy wspominali coś o lecie stulecia i fakt – żar lejący się z nieba zdawał się to potwierdzać. Kupując bilety, zaaferowani dobrą ceną, nie zwróciliśmy uwagi na to, że w lipcu to może być tam dość ciepło.

_IGP8308

No i było, na tyle, że zabrakło nam sił na doświadczanie uniesień nad historycznym dziedzictwem miasta, szwendaliśmy się uliczkami, a w naszym szwendaniu priorytetowo zaczęliśmy traktować miejsca, gdzie podają wino z lodem, zamiast typowych atrakcji turystycznych, czy miejsc spoza szlaku.

No ale dobra, jesteśmy w Weronie – mieście Romea i Julii, więc o ile miejscowy amfiteatr można sobie odpuścić (wyglądał nieco kiczowato, otoczony współczesnymi odwzorowaniami klasycznych rzeźb, to kamienicy, w której zamieszkiwała Szekspirowska Julia, kamienicy uwiecznionej w filmach, skoro już trafiliśmy w jej okolice, nie wypada ominąć.

Dotarliśmy, tłumy nieziemskie (prawdopodobnie pusto tam było tylko w momencie kręcenia filmu Listy do Julii), a wokół sklepiki, sklepiki i sklepiki, pracujące na markę Julii, zawalone rzeczami, które nikt nigdy nigdzie nie użyje, no, jest jeszcze brama na sławetne podwórko, która zasługuje na osobny akapit.

Ja rozumiem, że niektórzy ludzie odczuwają silną potrzebę epatowania innych swoim, choćby kilkudniowym szczęściem, a „zabiorę Cię do Werony” jest w czołówce tekstów na podryw, ale kaman! Brama, prowadząca do Szekspirowskiego podwórka to jakiś horror. Ściany od góry do dołu pomazane wyznaniami, obelgami, przepisami na spaghetti, też jakoś tam się mieszczą w dialektyce obwieszczania miłości całemu światu, ale… wyznania miłosne na kupionych w jednym ze wspomnianych sklepików sticky notes, takich jak przylepiamy sobie w korpo, żeby o raporcie pamiętać, tylko w kształcie serduszka, czy wreszcie gwiazda wieczoru, czyli imiona zakochanych, zapisane na POD-PAS-CE, na szczęście nieużywanej, to już naprawdę rzeźnia umysłu.

Samo podwórko to w zasadzie kontynuacja, tyle że uosobiona – tłum skupiający się na dwóch celach – fotka na balkonie oraz zmacanie piersi pomnikowej Julii… kolejka jest sroga i na zdjęcia jest zazwyczaj kilka sekund. No i oczywiście miliard kłódek, tradycyjnie opisanych imionami. Ja wiem, że jest to miejsce z kategorii „must see”, ale ostatecznie historia Julii to nie jest chyba coś, do czego większość aspiruje… Najbardziej śmieszy fakt, że za dom Julii służy ówczesny burdel, obsługujący w swoim czasie cały rejon, do niego przylegający.

Taka propozycja – jeśli chcecie ukochanej osobie pokazać Włochy, to może niekonieczne przez pryzmat historii Romea i Julii, tylko usiądźcie razem, np. z widokiem na pobliskie jezioro Iseo,  napijcie się dobrze schłodzonego wina i cieszcie się życiem.

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Na weekend

6 komentarzy

  1. Polina Wierzchowiec

    18 maja 2016 at 7:56 am

    ja wolę Werne zamiast Wenecji, ale balkon Julii to porażja na całej linii. Chciałabym kiedys trafic na koncert w amfiteatrze w Weronie:) musi byc niezła słuszalność:) Polecam obok miejcowosc turystyczna Bibione:)

    Reply

  2. Natalia Malec

    18 maja 2016 at 6:39 am

    dokładnie to samo myślę i pisałam o Weronie :)

    Reply

  3. Przemysław Czatrowski

    17 maja 2016 at 8:41 pm

    tak to jest z miejscami „must-see”. Ciekawe jak wyglądałyby statystyki zrobienia na miejscu krótkiej ankiety ze znajomości treści szekspirowskiego dramatu.. ;)
    Mam wrażenie, że upał też dołożył swoje do odbioru tego miejsca przez Was. Sam pamiętam kilka miejsc, w których zamiast oglądać widoczki i chłonąć klimat otoczenia szukałem tylko kapki cienia i zastanawiałem się czy ilość wody, którą mam w plecaku zapobiegnie odwodnieniu.
    A do Werony pojadę kiedyś czy tak, czy tak. O!

    Reply

  4. Katarzyna Chojecka

    17 maja 2016 at 7:09 pm

    W Weronie sá wiéksze tłumy niż w Wenecji – ciężko było nawet rzucić okiem na balkon Julii :( i ta pomazana brama…

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      17 maja 2016 at 7:28 pm

      ja byłam dwa razy i nadal nie umiem się przekonać do tego miasta. Za pierwszym razem – wiedziona właśnie historią i zdjęciami, za drugim – by spotkać się ze znajomymi. Za każdym razem nie ma chemii, jak w przypadku innych miast.

      Reply

    • Katarzyna Chojecka

      17 maja 2016 at 7:52 pm

      ja byłam raz. Też bez chemii. W rejonie Veneto tylko w Padwie poczułam chemię.

      Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Lizbona na święta

Spis treści1 Lizbona na święta – to spacery ulicami1.1 Lizbona w ciągu dnia1.2 Lizbo…