Strona główna Europa Włochy Okolice Wenecji: Burano – wyspa kolorów

Okolice Wenecji: Burano – wyspa kolorów

17 min. czytania
14
0
246

Burano – mała wyspa niedaleko Wenecji, kolorowe domy której, znane na cały świat, nie są dziełem bujnej wyobraźni mieszkańców, lecz przymusu. Zdziwieni? Pozornie spokojna i kreatywna wyspa kryje w sobie trochę legend i wita przybyszów zamkniętymi drzwiami.

Burano

Jak dojechać na Burano

Na Burano można dopłynąć wodnym tramwajem (vaporetto) nr 12. Startuje przy placu San Marco – trzeba tylko znaleźć odpowiednią stację-przystanek i poczekać na sygnał do wsiadania. Tramwaje kursują dość często – po wyczerpującym spacerze po Wenecji można odpocząć na pokładzie, wpatrując się w fale rozbijające się o burtę. Pół godziny to sporo czasu, by dać nogom odpocząć i przygotować się na kolejne kilometry.

Laguna Wenecka

Zazwyczaj tramwaje wodne są przeładowane turystami i wypluwają niespiesznie kolejną porcję osób odhaczających must-see z przewodnika (żeby nie było – też tam stoimy!). W sezonie trzeba przygotować się na niewygody podróżowania razem z tłumem mówiącym w językach z całego świata. Taka sama porcja tłumu czeka na powrotny tramwaj, próbując zająć najlepsze miejsca – czyli siedzenia na powietrzu oraz przy oknie. Walka czasem bywa nierówna :)

Zwiedzanie Burano

Większość osób obchodzi wyspę w ciągu  dwóch godzin – wystarczy na spacer, lunch albo obiad, drink i powrót na tramwaj.

Trawnik przed portem jest wydeptany – dziesiątki ludzi próbują znaleźć trochę cienia albo miejsce, gdzie można we względnym spokoju poczekać na vaporetto. Jest gwarnie, chaotycznie, rzekłabym „zachodnio-turystycznie” i lekko przerażająco. Tłum kieruje się, mam wrażenie, trasą, wyznaczoną w jednym, wszystkim dobrze znanym, przewodniku. My nie mamy przewodnika i przez chwilę podążamy za tłumem.

Burano

Koronki

Czując ogarniającą nas histerię, prawie nie zatrzymaliśmy się przy słynnych koronkach. Wystawione hurtem na jednej ulicy, w drogich butikach, w sklepikach oferujących mydło i powidło, wersje ekskluzywne, wersje (prawie?) chińskie – tracą ten efekt wyjątkowości.

Burano

Domyślam się, że każda kategoria koronkowa znajduje swojego odbiorcę.

Tak na marginesie, z koronkami związana jest piękna legenda, sięgająca korzeniami XV wieku. W tamtych czasach na wyspie mieszkali rybacy. Jeden z nich miał bardzo ładną narzeczoną. Któregoś razu wypłynął w morze i spotkał syreny, które wabiły go na wszelakie sposoby, ale ten dzielny młody człowiek się nie poddał. W nagrodę Królowa syren – za jego wierność i lojalność – postanowiła zrobić mu prezent. Uderzyła ogonem o wodę – mgiełka i piana, które powstały, zastygły w powietrzu, stając się pięknym koronkowym welonem. Ślub oczywiście był niezapomniany i wszystkie dziewczyny pannie młodej zazdrościły takiego welonu. Niestety bajeczne prezenty zdarzają się raz na stulecia, dlatego od tego czasu dziewczyny same sobie plotą koronki do ślubu.

Koronki z Burano

Jak z legendy zrobić biznes? Wiele panien na wydaniu spędzało swój czas na wzdychaniu, czekaniu na dobrą partię i pleceniu koronek w pobliskich klasztorach. Koronek było dużo, kupców mało – i obrotni mnisi zajęli się handlem. Koronki weneckie zyskały uznanie w całej Europie i stały się chodliwym towarem. Wtedy jeden z największych odbiorców, Francja zrozumiała, że taniej wychodzi zapraszać koronkarki do siebie, niż kupować ich wyroby po wywindowanych cenach. Panie chętnie dzieliły się wiedzą – dzięki temu sztuka koronkarstwa z Wenecji poszła w świat. Trudno mi powiedzieć, na ile to jest prawda – wielu źródeł, potwierdzających tą historię, nie znalazłam – jest jednak w pewnością bardziej prawdopodobna, niż ta pierwsza.

Koronki z Burano

Chodź, pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko…

Przy pierwszej możliwości skręciliśmy w boczną uliczkę, bo zaczęło mi się wydawać, że za chwilę na ulicy zabraknie powietrza.

Burano

Ludzie powoli zaczęli z uliczek znikać, a my zaczęliśmy dostrzegać kolorowe domy, które są znakiem rozpoznawczym tej wyspy.

Burano

Według jednej z legend, każda gospodyni malowała swój dom na unikalny kolor, żeby mąż, wracając z połowu, mógł go rozpoznać i znaleźć (trochę to przypomina historię z Nikiszowca :)). Ponieważ mężowie i surowi przedstawiciele płci silniejszej w jednym za kołnierz nie wylewali, na ten sam kolor malowali również domy od strony podwórka, żeby nie było żadnych wątpliwości, gdzie trzeba dopełznąć ;)

Burano

Obecnie na Burano panuje obowiązek odnawiania fasad domów co pół roku. Kolory są ustalane odgórnie, przez władze miasta i nie ma możliwości, by pomalować swój dom na taki kolor, jaki się podoba. Ciekawe, czy w tym świecie kolorów sztywnie przydzielonych funkcjonują w ogóle odstępstwa. Podejrzewam, że da się zmienić kolor, ale droga przez dokumenty i biurokrację jest długa i żmudna.

Kolorowe domy Burano

W bocznych uliczkach byliśmy zupełnie sami albo natykaliśmy się raz na jakiś czas, na sporadycznych turystów, którzy, tak samo jak my, uciekli z głównego szlaku zwiedzania. Mieszkańcy przyzwyczaili się do tłumów pod oknami, ale sami na ulicę raczej nie wychodzą, a okna trzymają szczelnie zamknięte. Myślę, nie tylko, żeby nie wpuszczać palących promieni słońca, ale również niechciane spojrzenia i wtykane nosy ciekawskich lokalności turystów. Wiem, że teraz bardzo generalizuję. Jednak przez całą wizytę na wyspie widzieliśmy głównie zamknięte, nieme domy bez oznak życia.

Burano

Prędzej, czy później nawet boczne drogi doprowadzą na główny plac wyspy – plac Galuppiego. Co ciekawe, pan nie tylko dużo podróżował, komponował też muzykę swego czasu, przebywając przy dworze Katarzyny II.

Galuppi (Buranello)

Główną atrakcją wyspy jest krzywa wieża (tak samo jak w Pizie) przy kościele San Martino.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dziwne, na naszym zdjęciu jest całkiem prosta – ale jest to iluzja optyczna, w ramach wyjątku :)

Na placu oczywiście możemy zaopatrzyć się w koronki, pamiątki raczej „made in China”, zjeść w jednej  z dość drogich i zatłoczonych restauracji oraz wpaść do Muzeum Koronek, które akurat warto odwiedzić. W kolejnych pustych bocznych uliczkach jest zdecydowanie ciszej i spokojniej.

Burano

Burano

Patrząc na tę kolorową mozaikę architektoniczną, ma się ochotę obfotografować każdą fasadę z osobna, nawet przy świadomości, że wszyscy ci turyści, błądzący uliczkami, zrobią dokładnie takie same zdjęcia.

Burano

Burano

Burano

Przez chwilę nawet zastanawiałam się, ile czasu musi upłynąć, żebym przestała zwracać uwagę na żywiołowe kolory domów. Byłam ciekawa, czy można zobojętnieć na taką dawkę energii i pogrążyć się w swoje sprawy. Pojawiła się też nieuczesana myśl, czy smutek w kolorowym domu jest bardziej groteskowy i nie na miejscu, niż w szarym domu z betonu? Ale w sumie smutny człowiek przestaje zauważać kolory niezależnie od ich natężenia – i tą myśl puściłam.

Burano

Burano

Na koniec spaceru po Burano znaleźliśmy chyba najbardziej uroczy dom, jeśli nie w Europie, to na wyspie z pewnością.

Burano

Wyłożony małymi kafelkami i cegiełkami, zastawiony doniczkami z kwiatami, pomalowany we wszystkie kolory świata oraz okupowany przez grzejące się na słońcu koty.

Psy też były ;)

Kolorowe domy Burano

Dobra, muszę się przyznać – najpierw zauważyłam koty i chciałam koniecznie przywieźć zdjęcie do swojej prywatnej kolekcji.

Dopiero potem zwróciliśmy uwagę na armię krasnali, które ewidentnie miały własny pomysł na podwórko i prowadziły tam dość intensywne życie, pod dowództwem nieco demonicznej księżniczki.

Ja na miejscu Księcia wcale nie chciałabym całować tej Śnieżki na końcu :D

Burano – gdzie zjeść

Niemal najważniejsze pytanie, którym, prawdopodobnie zadają się wszyscy turyści, trafiający tu na spacer dłuższy, niż godzina.

Nie będę krzyczeć do was odkrywczo „eureka”, jeśli napiszę, że to zależy od waszego portfela i budżetu, przeznaczonego na zwiedzanie i wydatki. Idąc Viale MarcelloVia Baldassare Galuppi napotkacie sporo różnych lokali, na każdą kieszeń.

My ostatecznie wylądowaliśmy w pizzerii Fritto Misto tuż przy samym porcie.

Burano Fritto Misto

W granicach 10 EUR można zjeść solidną porcję fritto misto – czyli smażonych rybek lub owoców morza (albo miks).

Fritto misto Burano

Fritto misto Burano

Ze względu na dużą ilość chętnych – smażonych na bieżąco. Jedyne, czego żałowałam, to fakt, że nie jestem w stanie zmieścić drugiej porcji. Do tego buteleczka schłodzonego wina – i można poczuć się naprawdę dobrze. Oprócz tego są pasty (z rybą lub owocami morza, a jakże!), kanapki i inne przekąski, w tym Aperol Spritz (już wiecie, za co go kocham).

Burano zostawiło u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, kujące uczucie bycia małą śrubką w gigantycznym przemyśle turystycznym, wykorzystującym najdrobniejszy szczegół, by wywołać sentyment, emocje i otworzyć portfel turysty. Z drugiej strony, te parę godzin naładowały mnie, mimo tłumów i różnych myśli, bardziej niż sama Wenecja. Nie wykluczam, że jeszcze tu wrócę. Popatrzeć i uśmiechnąć się widząc dom w moim ulubionym kolorze – fioletowym.

Burano

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Włochy

14 komentarzy

  1. Ibazela

    9 listopada 2016 at 11:33 am

    Wenecja, a przynajmniej jej główna część, nie podobała mi się strasznie. Za to Burano uratowało wyjazd :)

    Reply

  2. Kamila Kowalewska

    1 listopada 2016 at 1:17 pm

    mi się marzy od dawna, ale na razie w tym roku to miejsce odwiedziła jedynie starsza Kowalewska i baaaardzo poleca :)

    Reply

  3. Agnieszka Kuczyńska

    29 października 2016 at 11:06 am

    Taki motylek jak ten na początku za 2.5 EUR gdyby był oryginalny kosztowałby co najmniej 10 x wiecej. Spotkanie i rozmowa z paniami, które się zajmują robieniem koronek było dla mnie jednym z najważniejszych przeżyć tej wycieczki :)

    Reply

    • Tati

      29 października 2016 at 11:53 am

      Właśnie dlatego tak mnie odrzucała ta cała ulica zastawiona straganami. Ekspertem od koronek nie jestem, ale daleko tym wystawionym było do tych finezyjnych, które widziałam w internecie.

      Reply

  4. Kasia Tutko

    28 października 2016 at 12:29 pm

    Uwielbiam to miejsce :)

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      1 listopada 2016 at 1:32 pm

      póki co to jedyna wyspa, na którą wróciłabym – Murano już będę pomijać

      Reply

    • Kasia Tutko

      1 listopada 2016 at 1:44 pm

      Dlaczego? :>

      Reply

    • Poszli-Pojechali

      1 listopada 2016 at 10:04 pm

      Wymarłe Murano ze sklepami czekającymi na odwiedzających, którzy wcale nie chcą kupować, tylko robić zdjęcia, było lekko przerażające. Następnym razem zamierzam odwiedzić Lido i Torcello :)

      Reply

  5. Renata Pawlowska

    28 października 2016 at 11:12 am

    Wiesz, że zawsze służę pomocą ;-)

    Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Kampania od kuchni – Neapol to nie tylko pizza!

Mówimy Neapol – myślimy pizza! PIZZA !!! Ta najlepsza na świecie, z doskonałym ciast…