Alkohole świata – Toskania, Włochy

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Wina włoskie po prostu uwielbiamy. Jest w nich słońce, temperament oraz tradycje, pielęgnowane stuleciami. Włosi podchodzą do swoich win bardzo poważnie, pilnując jakości, pochodzenia, sposobu wytwarzania. Wszystko to potwierdzone odpowiednimi certyfikatami.

Planując wyjazd do Toskanii z góry zakładaliśmy, że będziemy chcieli przywieźć jak najwięcej doświadczeń smakowych. Tym razem nie tylko kulinarnych, również alkoholowych, ku chwale cyklu. Dlatego czekaliśmy na wyjazd do Toskanii szczególnie niecierpliwie,  licząc na wina włoskie z tego regionu, słynące na cały świat. Nie spodziewaliśmy się też kilku niespodzianek, o których tu opowiemy na końcu.

Od czego najlepiej zacząć pobyt? Montepulciano - w tle mury Pizy

Od czego najlepiej zacząć pobyt? Montepulciano – w tle mury Pizy

Toskania – wina włoskie w najlepszym wydaniu

Pierwsze wrażenie – bez wątpienia jest to kraina wina. Trudno, by nie była. Kręte drogi między kolejnymi miasteczkami wiodą między ogromnymi połaciami winnic, gdzie z równych rzędów winorośli rodzi się znakomite Chianti, Montepulciano, Brunello i wiele innych.

Wina skosztujecie w niemal każdej knajpce, pizzerii, czy trattorii – mimo że karta win dla polskiego portfela zazwyczaj wydaje się nieco przerażająca. Natomiast (jeśli nie jesteście wymagającymi smakoszami, a po prostu lubicie wino), warto spojrzeć na rubrykę „wina domowe” (vino della casa), które niekiedy są umieszczane w menu ze zwykłymi napojami lub w ogóle ich w karcie nie ma. W cenie 3-5 EUR otrzymacie karafkę bardzo przyzwoitego wina – zazwyczaj 0,5 litra, w sam raz do obiadu. Do porównania – kieliszek butelkowanego wina kosztuje około 3,50-5 EUR.

Co jak co, ale klimat włoskich knajpek w podwórkach i uliczkach jest nie do pobicia

Co jak co, ale klimat włoskich knajpek w podwórkach i uliczkach jest nie do pobicia

Coś, czego w Polsce nie znajdziecie, natomiast w krajach południa jest dość popularne – maleńkie kartoniki z winem. Przysłowiowa „ćwiartka” lekkiego wina będzie Was kosztować poniżej 1 EUR i w sam raz się nada jako eliksir, na kilka kolejnych kilometrów po ciasnych uliczkach miast i miasteczek.

Zastanawiając się, od czego zacząć degustację win włoskich w Toskanii, staniecie przed ogromnym wyborem. W każdym sklepiku, omijając rzecz jasna te turystyczne, znajdziecie dziesiątki butelek zacności, których ceny zaczynają się od 2-3 Euro za butelkę całkiem przyjemnego trunku. Jakich win szukać?

jest w czym wybierać...

jest w czym wybierać…

Wina czerwone:

  • Brunello di Montalcino – król czerwonych win z Toskanii!
  • Chianti
  • Chianti Classico (do tych win powrócimy w innych wpisach)
  • Montepulciano
  • Montalcino
  • Bolgheri
  • Carmignano
  • Maremma
  • Aleatico Passito

Wina białe:

  • Vernaccia di San Gimignano
  • Pomino
  • Vin Santo
  • Vermentino
  • Trebbiano Toscano
  • Malvasia del Chianti

oraz bardziej tradycyjne – Chardonnay, Sauvignon, Pinot Bianco, Pinot Grigio, Traminer.

W Castellina in Chianti znaleźliśmy parę idealną. Świeżutki tatar z oliwą i tamtejsze wino, brak słów...

W Castellina in Chianti znaleźliśmy parę idealną. Świeżutki tatar z oliwą i tamtejsze wino, brak słów…

Toskania winami czerwonymi stoi – i proponowalibyśmy jednak tych win się tutaj trzymać. Uwielbiamy Chianti i Montepulciano. Tatiana miała kiedyś okazję spróbować Brunello di Montalcino i nadal tego smaku zapomnieć nie może.

W niektórych knajpkach traficie na wina stołowe, sygnowane nazwą przybytku i wcale nie muszą to być wykwintne restauracje, pragnące dodać sobie splendoru własną etykietą – bardzo sympatyczne, niedrogie winko piliśmy w fenomenalnej, dość budżetowej pescherii (knajpce / sklepie rybnym) w miasteczku Volterra. Swoją drogą, tamtejszą lasagne rybną będziemy jeszcze długo wspominać.

Enoturystyka

Nie trudno się domyślić, że ta gałąź działa w Toskanii niezwykle prężnie. Sława toskańskich win sprawia, że co roku znaczny tłum miłośników wina przybywa w ten region, by skosztować tego, co z w minionych latach udało się z gron wytłoczyć i sfermentować. Wokół tego trendu powstała osobna gałąź turystyki – zwiedzanie winnic, degustacje, oglądanie miejsc, gdzie wino jest produkowane i piwnic, w których leżakuje. Zdecydowaliśmy się i my – wykupiliśmy wycieczkę do okolicznej winnicy Mazzei i prawdę powiedziawszy, nieco się zawiedliśmy.

dużo dobra ;)

dużo dobra ;)

Jak wygląda taka wycieczka? Najpierw dostajemy sporą dawkę informacji o procesie produkcji i sporą dawkę „morskich opowieści” o historii, przodkach, założycielach i ich powiązaniach z postaciami historycznymi. Następnie, oglądamy piwniczki,  gdzie trunki leżakują – wygląda to przyjemnie, choć mi osobiście zabrakło możliwości spróbowania „świeżego urobku” prosto z beczki – to oczywiście nie nastąpiło, za to otrzymaliśmy kolejną dawkę opowieści historycznych. Dopiero po zaliczeniu wszystkich chyba pomieszczeń w winnicy, wróciliśmy do punktu wejścia, by ostatecznie popróbować lokalnej twórczości, co trzeba dodać, w symbolicznej, typowo degustacyjnej dawce.

Mimo niewątpliwego uroku, pozostajemy z poczuciem, że cały spektakl obliczony jest na sprzedaż produkowanego trunku, które, nawet, gdyby nas podkusiło, moglibyśmy skorzystać tylko na miejscu (kłania się bagaż podręczny Ryanaira), a zdecydowanie zabrakło rytuału zlewania z beczek świeżego urobku i możliwości popróbowania.

Owszem, zobaczyliśmy kadzie fermentacyjne i piwnice, gdzie wino leżakuje, popróbowaliśmy win, także takich, których normalnie nie zamówilibyśmy (ze względu na cenę – po kilkadziesiąt Euro za butelkę). Nie mogę powiedzieć, by były to zjawiskowe smaki i absolutnie nie przekonaliśmy się do „wyższej półki” – smacznie, ale „pisku na wsi” nie było.

Z ciekawostek: winnica w swoich piwnicach posiada naturalny system nawilżania powietrza i kontroli temperatury – po wykutych w skale piwnicach, służących do leżakowania wina, spływają strumienie wód gruntowych, które oprócz walorów wizualnych, zapewniają beczkom optymalne warunki „dochodzenia do formy”.

Wspomniany "nawilżacz powietrza" - nie do końca jestem pewien, czy faktycznie ma to wpływ na wino, czy jest chwytem marketingowym, ale wygląda sympatycznie

Wspomniany „nawilżacz powietrza” – nie do końca jestem pewien, czy faktycznie ma to wpływ na wino, czy jest chwytem marketingowym, ale wygląda sympatycznie

We wspomnianej winnicy wytwarzana jest także całkiem zacna grappa – udało się spróbować i był to chyba najlepszy, choć bardzo mocny (60%) akcent, na zakończenie wizyty.

Mimo wszystko. wydaje mi się, że kwotę, jaką zapłacimy za taką atrakcję (25 Euro za osobę w naszym przypadku) można równie dobrze przeznaczyć na kilka karafek wcale nie gorszego wina w napotkanych trattoriach i restauracjach i wcale nie będziemy tego żałować, a i na butelkę grappy zostanie ;).

Włochy = wino, ale nie tylko…

Jeśli zapytacie przypadkowego przechodnia na ulicy, co pije się we Włoszech, przypuszczalnie ogromna większość, bez większego namysłu powie, że wino. Bez wątpienia, będzie miał rację – znamy przecież znakomite wina włoskie, zapełniające półki sklepów w Polsce, od specjalistycznych enotek, po dyskonty, czy osiedlowe sklepiki. Jednak… na winie ta zabawa się nie kończy. Zapraszamy zatem do świata alternatywnych toskańskich alkoholi – zdrówko!

Piwo we Włoszech???

Będąc w kraju z tak wielką ofertą wspaniałych win, naprawdę trudno się zmusić do zamawiania piwa. Zazwyczaj występuje w tej samej, co wino cenie, a z polskimi browarami rzemieślniczymi, czy nawet piwami pokroju ambitniejszych koncerniaków nawet nie próbuje grać w jednej lidze. O tym miałem okazję się przekonać w innych krajach Europy Południowej. Jedno z popularniejszych, choćby na podstawie reklam w sklepach – Birra Moretti jest tak totalnie nijakie, że szkoda o nim pisać.

Mimo naprawdę średnich walorów smakowych, piwo znajdziecie w niemal każdej knajpie, żeby było śmiesznej, zazwyczaj butelka tego sikacza kosztuje niewiele mniej, niż karafka wina...

Mimo naprawdę średnich walorów smakowych, piwo znajdziecie w niemal każdej knajpie, żeby było śmiesznej, zazwyczaj butelka tego sikacza kosztuje niewiele mniej, niż karafka wina…

W knajpach niestety królują Heinekeny, Carlsbergi, ewentualnie powyższy sikacz i wydawać by się mogło, że poszukiwania lokalnych smaków należy w kwestii piwnej zamknąć, zakopać i wyrzucić kluczyk, tymczasem…

Na pierwszy całkiem znośny strzał piwny natknęliśmy się w Pizie – Menabrea e Figli – szału nie było, ale przyjemnie i ze smakiem. Płynie z tego jeden, ważny wniosek – zawsze pytajcie o lokalne piwa! Nagle może okazać się, że w miejscu zupełnie niepiwnym znajdziecie całkiem zacne smaki, a nawet prawdziwe perełki.

Na skutek załamania pogody, zamiast do Lukki, najpierw trafiliśmy do małej mieściny, zwanej Borgo a Mozzano. Znajduje się tam urokliwy Most, nazwany imieniem świętej Magdaleny (Ponte della Maddalena), ale także Mostem Diabła – tu dowiecie się, dlaczego.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Obok mostu znajduje się sklep z produktami regionalnymi i knajpka, w której, poza bardzo dobrym jedzeniem, możecie spróbować także lokalnego piwa. Trafiła u mnie do absolutnej czołówki zagranicznego piwowarstwa – la Petrognola.

Udało mi się trafić na tę perełkę tylko dlatego, że zamiast przyjąć do wiadomości kartę piw z menu (znów Heineken, Carlsberg), zacząłem dopytywać o lokalne produkty. Okazało się, że jednak coś się znajdzie. Trudno to piwo opisać, ale zapewniam, że chcecie go spróbować. Esencjonalne, owocowe, ale nie ciężkie. Z jednej strony chętnie schłodzone zabierzecie na plażę, z drugiej – z przyjemnością zamówicie do posiłku. Jeśli traficie w ten rejon, wypatrujcie butelek z pulchną elfką na etykiecie, zrobi wam naprawdę dobrze ;).

Mocniejsze trunki, winem pachnące

Historycznie Toskania była jednym z biedniejszych regionów Włoch. Zatem nie dziwi fakt, że w założeniu nic nie powinno się zmarnować, również przy produkcji wina. Pozostałe resztki – wytłoczone skórki, pestki, są poddawane fermentacji. W ten oto sposób powstaje jedno ze wspanialszych spirytualiów, jakie dane mi było pić – GRAPPA! Występuje w wielu wariantach, w tym w morderczym, dochodzącym do 60% alkoholu. Jednak moim osobistym faworytem jest Grappa postarzana, o żółtawym kolorze, bogatym smaku i mocy w granicach 40%.

Zwykła, biała Grappa momentami potrafi zalatywać bimbrem i nie do końca mi pasuje (butelka kupiona jeszcze w Bergamo nadal stoi, ledwo co naruszona), choć nie jest zła. Bardziej czuć tu po prostu sam słodkawy destylat i trzeba znacznie mocniej wytężyć zmysły, by poczuć winne nuty. Natomiast ta postarzana już po nalaniu do kieliszka otacza nas winnym, owocowym aromatem i pije się ją po prostu znacznie przyjemniej.

Z ciekawych doświadczeń: w jednej z knajpek zdecydowałem się na kieliszeczek „na trawienie”, czegoś, co nazywa się Amari i jest włoską wersją Beherovki. Nie jest tak mocno ziołowa, bardziej przypomina brandy, niż lekarstwo na kaszel – polecam z czystym sumieniem, choć raczej kieliszek, niż butelkę.

Amari, na trawienie ;)

Amari, na trawienie ;)

Kultura picia

Podobnie, jak w wielu krajach Europy Zachodniej i Południowej, zauważycie, że powszechny dostęp do alkoholu wcale nie generuje tłumów mocno już zrobionych przechodniów, którzy zataczają się i wpadają na Was, często z agresywno-pomocnym „Masz jakiś problem?” Spożywanie, głównie wina – to cześć kultury tego kraju. Choć wino, czy mocniejsze trunki goszczą na niemal każdym stoliku w restauracjach, to nie widziałem osób pijanych, najwyżej po prostu dobrze się bawiących.

W wielu miastach, w okolicach popularnych turystycznie, znajdziecie niewielkie sklepiki, pawilony z „naleśnikami”, jakie smaki oferują, zobaczycie na poniższych zdjęciach ;).

Wino jest wpisane w kulturę kraju i niemal na każdym kroku spotkamy „winne” nawiązania, czy to w architekturze, czy wystroju miast. Nasze serca podbił przeuroczy różowy wino-rower, wypatrzony w Greve… jeździłbym ;>.

Odnośnie przepisów prawa. Spożywanie nie jest we Włoszech karane, choć istnieją wyjątki i warto zachować w tym temacie umiar. Możecie swobodnie zakupiony w sklepie alkohol spożywać na ulicy i nikt nie będzie miał pretensji. Istnieją przy tym określone strefy, gdzie spożywanie jest zakazane – warto na takie wyjątki zwrócić uwagę.

 Sklepy vs. turystyczne atrakcje

Nie ma się co oszukiwać, wszystkie te winnice gdzieś muszą swój towar sprzedawać, toteż jeśli chcecie nabyć, czy to grappę, czy dobre wino, naprawdę nie musicie błądzić po lokalnych winnicach. Zamiast tego, udajcie się do zwykłego sklepu, gdzie półki uginają się pod ciężarem miejscowych wytworów. Od lat wszelkie pamiątki kupuję w lokalnych marketach – zamiast turystycznej chińszczyzny (magnesów, gadżetów i pocztówek), lepiej chyba przywieźć sobie z Włoch makaron, wino, czy butelkę grappy, które, spożywane jakiś czas później, pozwolą powspominać smaki tego miejsca.

No i, koniec końców, Toskania winem stoi, próbujcie jak najwięcej i podzielcie się wrażeniami, bo tam wino smakuje jak nigdzie indziej!

No i, koniec końców, Toskania winem stoi, próbujcie jak najwięcej i podzielcie się wrażeniami, bo tam wino smakuje jak nigdzie indziej!

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!

...a może chcesz udostępnić ten wpis znajomym?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

9 thoughts on “Alkohole świata – Toskania, Włochy”

  1. Kinga Bielejec uważa, że:

    Uwielbiam wina, zdecydowanie bardziej niż piwa. Dlatego tak lubię Włochy czy Francję. Nie dość, że wina są smaczne to w dodatku ceny całkiem przyzwoite. Nic tylko pić do obiadu czy (i!) kolacji :)

  2. Ewa uważa, że:

    Zwiedzałam już kilka piwnic win w swoim życiu i muszę przyznać, że doświadczenia bywają skrajne – od kilku słów i zaproszenia do sklepu poprzez długie wykłady. Od degustacji ile dusza zapragnie (np. porto w Porto lub wino w Cejkovicach w Czechach) po konieczność… zapłacenia nawet za degustację (La Geria na Lanzarote). Nie jestem ekspertem od win, ale ogólnie takie rzeczy mnie interesują i chętnie próbuję :)

  3. kami uważa, że:

    przyznaję, że do niedawna byłam wielkim ignorantem winnym i dopiero się uczę tematu. I zdecydowanie mnie przekonujecie do win włoskich, tym bardziej że ceny takie przyjemne, a piwa takie tam niedobre… prędzej czy później pewnie w Toskanii znów się zjawię (bo przecież Włochy to zawsze dobry pomysł!), więc się zgłoszę do Was po poradę :)

  4. wapniakiwdrodze uważa, że:

    Fajny pomysł z tym winem w kartonikach, tylko słomki brakuje! We Włoszech nie ma problemu z piciem na ulicy, czyli tzw. miejscach publicznych?

    1. Michał uważa, że:

      Wedle tego, co widzieliśmy, to absolutnie nie ma z tym problemu. Oczywiście nie licząc zabytków, wydzielonych stref, gdzie w ogóle zakazana jest jakakolwiek konsumpcja – wiem, że w Rzymie kilka takich stref powstało.

  5. Travelsfool uważa, że:

    na Sycylii też przepyszne! można się zapomnieć ;) do Toskanii chyba też trzeba się w końcu wybrać i pojeździć po tych pięknych winnicach :)

  6. światoholiczka uważa, że:

    Kocham wina :) w tym piłam dużo mołdawskiego wina. Też pycha!

  7. Hanna Szczypiór uważa, że:

    Pracowałam u Mazzei kilka lat temu i niestety od lat obowiązuje ten sam schemat prowadzenia wycieczki i samej degustacji, zgodnie z wolą właścicieli ;) Wina są całkiem, całkiem moim zdaniem (ale nie wiem jakie mają teraz ceny na miejscu) i można je kupić w Polsce. Ale jak dla mnie sam Toskanii to zdecydowanie vin santo <3 :D

    1. Poszli-Pojechali uważa, że:

      Vin Santo i Cantuccini – zestaw idealny <3 :D p.s. z winnicą wszystko jest w porządku - widoki, grona, jakość, historia. Zabrakło tylko hmm tego czegoś - dłużej czekaliśmy na wycieczkę, niż ona trwała, szybkie przejście wśród beczek, szybka degustacja, zapraszamy do zakupu. Nie było tego efektu "lal" i "ach" od świadomości, że zwiedzamy winnicę z historią.

Dodaj komentarz

Więcej interesujących wpisów: