Zdziarski Dom – U słowackich górali na weselu

Jeśli podoba Ci się ten wpis, udostępnij go:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Kilka kilometrów od granicy polsko-słowackiej, pośród Tatr Bielskich, znajduje się niewielka słowacka wioska – Zdziar, znana dobrze przede wszystkim narciarzom, dzięki dużej ilości wyciągów w okolicach oraz całkiem sporej bazie noclegowej.

Teraz nazwa przyjemnie brzęczy na języku. W miniony weekend, skręcając zgodnie z kierunkowskazem i patrząc na pagórki i wzniesienia, na których umiejscowiły się domki, myślałam tylko o tym, czy będę musiała w tamtej ulewie parkować jakoś karkołomnie i czy samochód ma dobre hamulce. Tatr, ani tym bardziej słońca nie było widać. W sumie dobrze. Nie rozpraszałam się widokami dookoła, które potrafią wywołać sporo pisków – pod warunkiem dobrej pogody.

Zjazdy w Dolinie Bachledzkiej są, jak słyszałam (kolano, a właściwie jego stan, nie pozostawiło mi żadnych szans wykazać się na nartach, nawet na oślej łączce) naprawdę ładne i sprawiają sporo frajdy. Ucieszyłam się bardzo na widok schematu pieszych szlaków. Oznacza to, że będę mogła tu wrócić i kontemplować przyrodę  – nogami, że tak przewrotnie się wyrażę – na swój sposób.

Wieś dba nie tylko o narciarzy i ich komfort, również o własne tradycje ludowe, pielęgnując historię tego regionu. Najlepsza okazja, by z nimi się zapoznać, to odwiedzić Zdziarski Dom – muzeum, opowiadające o życiu górali słowackich, chluba pana Petra, kierownika, gawędziarza, wodzireja.

Jeszcze do niedawna na myśl o zwiedzaniu muzeum jakiegoś regionu, albo skansenu pewnie cichutko wzdychałabym i szukałabym powodu, dzięki któremu mogłabym się od tej rozrywki wymigać. Natomiast w tym roku przełamałam się i poświęciłam nieco więcej czasu na Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu (bywałam w takich muzeach wcześniej, ale chyba do nich wtedy nie dorosłam albo miałam inne priorytety). Może powinnam użyć hasztagu „starość” – ale mi się podobało! Dlatego i do tego muzeum weszłam z pozytywnym nastawieniem.

Niewielki dom, na wzór tych stawianych na początku XX wieku. Łatwo przejechać i nie zauważyć. Po dwóch kierunkowskazach drogowych, tablica właściwa nieco się gubi na tle drzew (co prawda, mgła i deszcz też nie pomagały w orientacji). Prawie oskarżyliśmy nawigację o niedokładność i pomyłki, ale oczy pomogły.

Do obejrzenia – przedsionek i duży pokój, z wyposażeniem wnętrza i ubraniami.

Do tego trochę historii z życia górali słowackich od pana Petra, który jest okazem chodzącego dobra, tudzież przynajmniej tak wygląda. Twarz mu promienieje kiedy odpowiada na pytania i naprawdę zna się na sukienkach! Góralskich, co prawda, ale się zna! Która na jaką okazję i wie, co do czego się nakłada. Sprawdziliśmy przy okazji inscenizacji ślubu góralskiego!

Tak ładnie i kolorowo dawno nie wyglądałam. Natychmiast zaczęły mi przeszkadzać moje dżinsy i trampki (gdzie te wiecznie odkładane na później sukienki na drogę?). Gdyby było lato, pewnie wystąpiłabym boso:) Ale temperatura brawurowym i całkowicie naturalnym występom nie sprzyjała.

No dobra. Na kapeluszach i ciupagach pan Peter też się zna. Nawet bardzo. I opowiada w związku z tym o nich sporo ciekawostek.

Mimo wszystko, bawiłam się znakomicie. Najbardziej dziarskim góralem i tak okazał się Paweł z 8 Stóp – bo potrafił powtórzyć praktycznie wszystkie superwyzwania najprawdziwszych górali, które rzucają sobie przy wódce.

Reszta wymiękła z braku kondycji (Tropimy Przygody – z przymrużeniem oka, widziałam, że chodzi o zdjęcia! ;) oraz z powodu płci, niedopuszczanej do zabaw męskich (With Love, Kasai.eu, Biegun Wschodni i Ethno-passion).

Na pewno jest to fajny przystanek w trasie, na odpoczynek, uśmiech, na zepsutą pogodę albo w ramach ciekawostki. Lub jeśli chcecie się dowiedzieć, czym ciupaga słowacka różni się od polskiej, oraz kto i dlaczego miał tyle piór w kapeluszach :)

Obok jest restauracja o tej samej nazwie, znacząco zwiększająca atrakcyjność muzeum ;)

Po wyjściu z muzeum mam dwa bardzo twarde i stanowcze postanowienia:

  • wrócić tu, jak będzie dobra pogoda;
  • kupić sobie bluzkę albo sukienkę z motywami ludowymi ;).

Z informacji praktycznych

Dojazd samochodem – N49°16’15” E20°15’53”, droga na Jurgów DK49, potem skręt na DK66.

Dojazd autobusem – od 15 czerwca do 15 października codziennie kursują autobusy Stramy oraz, trochę więcej połączeń, SAD.

Wejście do muzeum – 1 EUR

Ślub góralski – 10 EUR (jest możliwość częstowania wódeczką!)

Godziny otwarcia muzeum – pn-sb 10.00-18.00, nd 14.00-18.00


Jeśli podoba Ci się ten wpis, udostępnij go:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Autorem wpisu jest .

Skomentuj

6 thoughts on “Zdziarski Dom – U słowackich górali na weselu”

  1. Ollie pisze:

    Hehe, od razu obudziła się we mnie góralska krew :D Takie muzeum to ja rozumiem :)

  2. Nieustanne Wędrowanie pisze:

    Bardzo kolorowy i pełen klimaty wpis :) Pełen uśmiechu i pozytywnej energii.

    1. Tati pisze:

      Prawda? Teraz podświadomie sprawdzam w sklepach, czy trendy folkowe nie wróciły ;)

Dodaj komentarz

Loading Facebook Comments ...

Więcej interesujących wpisów: