Strona główna Azja Plaże Indii: kameralny Poovar

Plaże Indii: kameralny Poovar

10 min. czytania
0
0

Kerala, południowy stan Indii, słynie z rozlewisk – sieci kanałów, lagun i jezior, przecinających tę piękną ziemię we wszystkich kierunkach. Najbardziej znanym ze wszystkich miast, skąd wypływa najwięcej łodzi, łódeczek i statków jest Allepey. Jest też najbardziej turystycznym, zatłoczonym punktem na mapie miejsc do odwiedzenia. Poovar, praktycznie na samym południu Indii, jest piękny, kameralny i pozwala nacieszyć się przyrodą w miejscu niemal unikalnym.

Jeszcze na etapie planowania wyjazdu, badając w Internecie okolice Kovalam, naszą uwagę przykuła pobliska miejscowość – Poovar. Niewielkie miasteczko z dość skromną bazą turystyczną, przy tym absurdalnie drogą – żadnych chatek na plaży, czy guesthouse’ów, jedynie hotele w postaci ekskluzywnie wyposażonych domów na palach.

_IGP7616

Marzenie o domku na wodzie nieco się rozmyło. Spędziliśmy tam natomiast przeurocze popołudnie.

_IGP7598

Dlaczego warto pojechać?

Znajduje się kilka kilometrów na południe od Kovalam. Każdy tuk-tuk z przyjemnością tam zabierze. Ceny się wahają – od 200 do 300-350 rupii i trzeba naprawdę ostro się targować. Po kilku zakrętach droga kończy się przy wąskiej plaży oddzielającej morze od rozlewiska.

_IGP7744

Plaża dość pusta. Oprócz pary turystów opalających się i kilku rodzin (ewidentnie miejscowych) nie było nikogo, co było zastanawiające przez chwilę. Przez chwilę, bo tzw. próba kąpania się nie powiodła. Idąc już widziałam, a właściwie nie widziałam poświaty dna. Michał to potwierdził empirycznie zapadając się praktycznie po szyję po dwóch krokach i szybko ewakuował się na brzeg zaciągany przez mocny prąd w morze. Pozostały nam kokosy sprzedawane przez 2 miłych panów (po cenach dla miejscowych – 25 rupii/sztuka) i gapienie się w turkus morza.

Po drugiej strony plaży było przycumowanych kilka łódek, które zresztą regularnie się zmieniały przy malutkiej przystani, przywożąc nowych zwiedzających i zabierając chętnych z powrotem do miasta.

Turystów dużo nie było i kapitan białej łodzi sam nas zagadał proponując przejażdżkę. Krótki przystanek przy pobliskiej restauracji by zaopatrzyć się w wodę i Kingfishera (indyjskie piwo) i w drogę by odnaleźć kingfishera (zimorodka – jednocześnie logo wyżej wspomnianego piwa :).

_IGP7665

2 godziny wolnego snucia się po kanałach i kanalikach, wzdłuż domów, ludzi, zajmujących się sprawami domowymi, upajając się widokami, przyrodą i ciszą. W niektórych miejscach nie napotkaliśmy żadnego człowieka, łodzi (paranoicznie rozważając (ja – sic!) czy dalibyśmy rade z tej gęstwiny sami się wydostać (odpowiedź brzmi NIE, nie bez łodzi).

_IGP7678

Co zafascynowało najbardziej?

Kozy. Smukłe, zgrabne, z mądrymi oczkami – kozy. Na dodatek bardzo dokładnie kąpane by białe futerko było białym futerkiem.

_IGP7704

Są wszędzie. Samodzielnie spacerujące przed siebie, pasące się na łące albo przemierzające drogę wraz ze swoim opiekunem. I ta gracja!!! Były chyba najczęściej fotografowane podczas tej podróży :D no zobaczcie sami!

_IGP7755

Niedaleko znajduje się też miejsce gdzie można umyć słoni, natomiast z tej atrakcji akurat zrezygnowaliśmy. Wolę oglądać zwierzęta w parkach niż poganianych i eksploatowane na rzecz turystów.

Powrót przez miasto na piechotę, by podpatrzeć trochę życie miasteczka, nie mając czasu stać jego częścią.

Mijamy upiorne wesołe miasteczko. Dla nas wygląda na porzucone, ale pilnujący karuzeli ludzie świadczą raczej o tym, że w weekendy dzieciarnia szaleje na tych postapokaliptycznych przejażdżkach.

_IGP7766

Na dworzec autobusowy dotarliśmy w porze lunchu, trafiając do przeludnionego baru serwującego ryż z różnymi warzywami w przyprawach i mięsem (na życzenie) na liściu bananowca. Jedna osoba obsługująca garnek z ryżem uzupełniała porcję ryżu na liściach (porcje były naprawdę wielkie, nie byłam w stanie dokończyć), drugi dokładał warzywa. Pan siedzący naprzeciwko doradził jak mieszać ryż z warzywami by smakował najlepiej. Smaczne, sycące, 120 rupii/osoba za wielkie danie.

_IGP7788

Do Kovalam wróciliśmy dzięki pomocy kilku osób, które dopilnowały byśmy wsiedli do tego autobusu co trzeba.

25 rupii za 30-minutową podróż w towarzystwie przesympatycznych ludzi, uśmiechających się do nas bardzo życzliwie i bacznie obserwujących.

_IGP7792

Galeria zdjęć poniżej.

 

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Azja

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Loading Facebook Comments ...

Zobacz także

Mumbaj na wyrywki: Brama Indii

Brama Indii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Mumbaju, witający kie…