Strona główna Azja Wsiąść do pociągu…

Wsiąść do pociągu…

23 min. czytania
0
0

Transport publiczny w Indiach wywołuje sprzeczne uczucia u europejskich turystów planujących podróż do tego kraju. I chce się (bo tanio), i boi się (co będzie jeśli…). Zdjęcia i memy zawalonych ludźmi pociągów, załadowanych po brzegi (i po dach) autobusów zbierają tysiące lajków, jeszcze więcej komentarzy. Cieszymy się, że nas tam nie ma, wyrażamy tymi obrazkami, porównując swoje niezadowolenie własnym systemem komunikacji i żartujemy. Jak jest naprawdę?

Tak naprawdę to może być różnie – raz na wozie, raz pod wozem – czego doświadczyliśmy na sobie podczas podróży po Indiach.

Najlepiej zaplanować i zabukować wszystkie połączenia na trasie wcześniej, znacznie wcześniej. Np., miesiąc przed wyjazdem na uczęszczanej trasie pomiędzy Bangalore a Hospet (w drodze do Hampi) nie było żadnych biletów na pociągi – na żadną klasę. Na dzienne autobusy również. Tylko na nocne, w większości sypialne. Co po artykułach o spalonych autobusach i wykolejonych podczas nocnej trasy pociągach napawało lękiem. Do odważnych świat należy, jednak w domu czeka kot, i zostawiać go sierotą się nie chce.

Wszystkie spontany typu zmiana trasy, zmiana dat pobytu, zmiana planów grożą niekiedy zabawnymi sytuacjami (zabawne to było już po fakcie, gdy wieczorem po 10 godzinach jazdy napiłam się soku arbuzowego i piwa).

Otóż będąc w Hampi wpadliśmy na genialny pomysł zaoszczędzenia czasu i odwiedzenia wodospadu Dudhsagar w drodze na Goa. Według mapy w przewodniku było PRAWIE po drodze. Ze względu na ascetyczność miejsca i brak udogodnień cywilizacyjnych typu internet udaliśmy się do tzw. biura turystycznego (dostępnych kilka) po pomoc (czemu wtedy nie skorzystaliśmy z kawiarenki internetowej – szufladki, szufladki…).

Bardzo sympatyczny pan, wraz ze swoją młodszą siostrą przywitali nas serdecznie, poradzili dojechać do Londy, z której będzie już tylko rzut beretem do wodospadów, każdy tuk-tuk nas tam z przyjemnością zawiezie. Tak z ciekawości zerknijcie sobie na mapę na odległości pomiędzy Londą a wodospadem ;) U nas niestety takiej mapy większej pod ręką nie było, a drugie biuro (przezorny zawsze ubezpieczony) potwierdziło tą informację również.

No to chcemy kupić bilety na pociąg! Stacja kolejowa w odległości 2,5 km – super, tylko zapakować się z plecakami do tuk-tuka, 30 min i w drogę. Z tym że biletów nie ma. Tylko lista oczekująca, dość długa na klasę ekonomiczną i 10 osób na klasę z udogodnieniami typu AC (często w praktyce – wentylator). Tak swoją drogę niesamowity wynalazek systemu rezerwacyjnego. Dużo ludzi robi rezerwacje biletów z dużym wyprzedzeniem. Jeśli na parę dni przed, taka osoba z biletu jednak zrezygnuje (koszty prawie znikome), to druga osoba z listy oczekujących otrzymuje powiadomienie o bilecie i może jechać.  Z tym że jechać chcieliśmy koniecznie następnego dnia, pozostanie na peronie nie wchodziło w grę a brak internetu uniemożliwiał sprawdzenie czy dostaliśmy bilety (odjazd nad ranem o 4.00).

Dla takich jak my kolej w Indiach wymyśliła kolejny wynalazek – bilety LAST MINUTE. Z tym że to nie są ceny “last minute” w naszym rozumieniu, tylko znacznie wyższe ceny gwarantujące miejsce w pociągu. Okazało się, że takie miejsca są niebotycznie drogie i nasza kieszeń jest w stanie znieść najniższą klasę Sleeper (SL). 5 godzin drogi, kuszetka do spania, tylko 250 km (tylko dlaczego 5 godzin) – chyba damy radę. Po rosyjskich plackartach mało co może mnie w pociągach zdziwić. Kupujemy – raz się żyje. Po wydrukowane bilety (jeden z powodów dlaczego skorzystaliśmy z biura – w pociągu trzeba mieć ze sobą wydrukowane bilety) trzeba zgłosić się za parę godzin.

W ciągu tych parę godzin znaleźliśmy knajpę z internetem – chwila na sok i ostatnie newsy. Ciekawość pcha sprawdzić stronę rezerwacji biletów jak jest naprawdę. Tyle pisało się o wykorzystywaniu turystów, tylko ten pan był taki miły: jak taki miły człowiek może nas oszukać? Dobra, chciałam sprawdzić na ile był “dobry”. Zachłysnęłam się śliną ze wściekłości, jak zobaczyłam że na wyższą klasę jednak “last minute” jest i kosztuje właśnie tyle, ile zapłaciliśmy za najniższą. A najniższa kosztuje jednak grosze, nawet ta bardzo pożądana. Lecimy z powrotem, pana już nie ma, jest uśmiechnięta siostra, która nas poinformowała, że brata już nie będzie i wręczyła nam nasze bilety. Zażądaliśmy połączenia przez telefon (jeśli tylko możecie sobie wyobrazić łamaną angielszczyznę hindusa i nasze gniewne tyrady przerywane polskimi słówkami), gdzie wytłumaczyliśmy gdzie zgłosimy jego firmę, jeśli nie zwróci nam pieniędzy.

Po odłożeniu słuchawki pan stojący obok (chyba z UK) zadał tylko jedno pytanie, które mnie rozłożyło na łopatki: a was na ile? Jak się okazało, jego przewieźli zamiast 5-7 tys. rupii za 12 :D

Pan od biura zgłosił się na spotkanie równo o 19 (oszukują może na kasę, ale słowa dotrzymują zawsze) i wydał resztę tłumacząc że pomyliły mu się klasy i naciągając nas na kolejną stówkę. Machnęliśmy ręką – niech zarobi i poszliśmy na kolację przed wyjazdem. Zmienić klasy już się nie udało, więc stwierdziliśmy, że będziemy twardzi i damy radę dojechać tak.

W jednej z dachowych knajp Hampi podsłuchaliśmy rozmowę grupki starszych pań, takich już naprawdę “babciowatych”, które z ekscytacją przygotowywali się na podróż pociągiem w klasie SL (sleeper), na którą i my mamy bilety. Babcie jechały być może w innym kierunku, natomiast z perspektywy późniejszych wydarzeń, mam nadzieję, wyszły mimo wszystkim na tym lepiej niż my.

4 rano, wjeżdża powolutku pociąg. Zakratowane metalowymi żaluzjami okna nie napawają optymizmem, ale bez kawy i prawie bez snu to wydaje się mało istotne. Zastanawiam się tylko co się dzieje w przypadku jakiegoś wypadku i na co zdałby się młoteczek, którym wybija się szyby.

P1260378

W wagonie dużo ludzi…BARDZO DUŻO ludzi, wszędzie – na półkach, na podłogach. Na naszych miejscach – również. Na dodatek w ilości większej niż ilość półek przewiduje. Stoimy bezradnie w przejściu, uginając się pod ciężarem plecaków i nie wiemy co zrobić, bo panie, które raczyły otworzyć oczy po angielsku nie rozumiały. Na każdej z półek spało po 2-3 osoby plus 2 na podłodze między kuszetkami. Wyglądało to tak, że wszystkie osoby z listy oczekujących i tak do tego wagonu wsiedli.

P1260386

Na pomoc przyszedł zupełnie obcy chłopak, który potrząsnął najstarszą z obecnych pań i po prostu kazał jej się zawijać z półki, wraz z resztą bo przyszły osoby które mają na te miejsca bilety. Pani coś poburczała pod nosem i przeniosłą się wraz z kocem na podłogę pod kuszetką. Parę minut walczyłam z wpojonym szacunkiem do osób starszych ale chęć zrzucenia plecaków wzieła górą. Michał odprowadził wzrokiem dwa karaluchy przemierzające ścianę przedziału (przedziały nie mają drzwi – gdyby to było istotne), nakrył się plecakiem i poszedł spać. A ja doczekałam się wschodu słońca z książką.

Rano okazało się, że w przedziale jedzie cała rodzina (na bocznych półkach po drugiej stronie również). Podróżują już dłuższą chwilę (niektóre pociągi potrafią jechać do 50 godzin) sądząc po ilości toreb i przygotowanego na drogę jedzenia. Byli strasznie sympatyczni i naprawdę nie znali ani słowa po angielsku.

P1260394

Rano obsługa pociągu zaproponowała śniadanie – samosy i dosy z sosem: dobre, gorące, dobrze doprawione, roznoszone też są kawa/herbata (chai – z mlekiem, mocno dosładzana). Żegnaliśmy się z podróżującą rodzinką o wiele cieplej i serdeczniej niż się witaliśmy.

P1260420

Niespodzianka czekała na dworcu w postaci niebotycznych cen z Londy do wodospadu. Okazało się, że do Dudhsagar jest jakieś 60 km. Patrząc na zegarek i prędkość podróżowania machamy ręką na cały ten Dudhsagar i ruszamy na autobus na Goa. Można było kupić bilety z Hospet prosto do Margao – no wtedy nie byłoby tak śmiesznie;) ale o autobusach to zupełnie inna historia…

Podczas naszego pobytu podróżowaliśmy również tymi lepszymi klasami typu AC – ładne rzędy krzeseł, po 2 z każdej strony. Klimatyzacja w postaci wentylatorów, ładne okna (bez metalowych krat), dużo przestrzeni, zero ludzi przypadkowych (konduktor często chodzi i sprawdza bilety). Widać, że składy są stare, ale jest schludnie i czysto. Nasze pociągi też w miarę trzymały się rozkładu.

Bilety najlepiej rezerwować na stronie Kolei Indyjskich albo na stronie ClearTrip, gdzie można zarezerwować bilety na wszystkie środki lokomocji podróżując po Indiach. W teorii potrzebna jest tylko karta kredytowa albo do płatności internetowych, natomiast przy próbie zakupu okazuje się, że potrzebny jest także indyjski numer telefonu, na który zostanie wysłany kod potwierdzający zamówienie, numeru polskiego podać się nie da. Po przewertowaniu kilku stron, okazało się, że na szczęście istnieje odpowiednia procedura – należy wysłać na maila care@irctc.co.in maila z user ID z serwisu Cleartrip oraz skanem paszportu i wizy. Wkrótce potem otrzymamy maila z kodem weryfikacyjnym i od tej pory możemy już normalnie kupować bilety. Potwierdzenie zakupu oraz e-bilet przychodzi na maila, z dokładnym opisem. Ani razu nas nie spotkały problemy z systemem rezerwacji lub z naszymi biletami podczas poruszania się po kraju, niekiedy nawet nikt tych biletów nie sprawdzał.

W przypadku ewentualnych pytań/potrzebnych dodatkowych informacji zapraszam do opcji “komentarz” albo do kontaktu przez e-mail.

Komentarze z Facebooka
Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Azja

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Mumbaj na wyrywki: Brama Indii

Brama Indii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Mumbaju, witający kie…