Cud nad Krka

17 min. czytania
6
0

Miałam być konsekwentna i zaległe wyjazdy zrelacjonować krok po kroku…ale zmieniłam zdanie :P

Chorwacja! przez 4 dni widzieliśmy mało i dużo, mało bo tak nas zauroczyła, że chciałabym zobaczyć zdecydowanie więcej, dużo – jak na 4 dni objechaliśmy całkiem sporo.

Historia rodem z wyjazdów spontanicznych, w których jest spora dawka zaskoczenia oraz zdarzają się cuda, małe i duże.

Lubimy bardzo wodę – rzeki, jeziora, strumyki, morza, oceany. Dlatego może nasze destynacje w większości opierają się w miejsca z dostępem do tych dóbr niesamowitych. Mogę gapić się w morze godzinami słuchając szumu fal i odprężając się wewnętrznie, zapominając o pracy i zmartwieniach. Michał bardzo lubi wodospady, więc kiedy znajdujemy się w zasięgu (czasami kilku godzin dojazdu) – zawsze na taki wypad się decydujemy.

Jedziemy zatem z Zadaru do Krka. Wg naszego gospodarza rzut beretem. Hmm, ponad 80 km. Co prawda, wg jego wskazówek spokojnie powinniśmy objechać Krka, Split i Dubrownik jednego dnia:) Może samochodem, co nadal wydaje mi się dość męczącym przedsięwzięciem albo powierzchownym, nie pozwalającym nigdzie specjalnie zatrzymać się na dłużej.

Samochodu niet, więc autobus! Od centrum miasta na dworzec autobusowy jakieś 15 minut piechotą. Bezpośredniego autobusu nie ma, trzeba dojechać do Šibenika (Szybenika) i złapać tam bus do Skradina, skąd wszystkie ekspedycje wyruszają. Jedziemy! Ilość turystów (wyposażonych w przewodniki w różnych językach) potwierdza słuszność wyboru transportu. Widoki po drodze takie, że nie wypuszczam z rąk aparatu (większość zdjęć i tak nie wyszła – ze względu na prędkość i szybko zmieniający się krajobraz).

_IGP3739

Zatrzymaliśmy się raz na chwilę by się zatankować. Pierwszy raz w życiu widziałam ile wchodzi paliwa w autokar oraz jak dużo nabiły cyferki na monitorze.

Šibenik zaskoczył mile i niemile. Urocze miasteczko, na które totalnie nie mieliśmy czasu. Stwierdziliśmy, że wrócimy tu na obiad po wodospadach – restauracje przy porcie wyglądały bardzo zachęcająco. Pani w okienku dworca autobusowego powiadomiła nas, że następny autobus do Skradina jest za 2 albo 3 godziny (biorąc pod uwagę porę o której dotarliśmy totalnie nie było sensu czekać i jechać do Krka tak późno). Miny nam lekko zrzedły na parę minut, ale wyhaczyłam jeszcze jedną parę zmierzającą w tym samym kierunku. Zaproponowaliśmy im wspólną taksówkę (18 km, około 20 minut), wyszło co prawda drożej ale szybciej i w miarę wg planów.

Ze Skradina co 30 minut odpływają statki do Krka, bez samochodu nie ma innej drogi by tam się dostać. Statki są bezpłatne, należą do Parku Narodowego i obsługują tą wstępną cześć dojazdową. Więc odwiedzamy najbliższy sklepik w celu nabycia piwa i lodów na ochłodę i czekamy na naszą kolej do ładowania się na statek.

_IGP3731
_IGP3755

Mogłabym w sumie dłużej tym statkiem płynąć, bo – jak się możecie domyślić – przyroda urzeka.

Po przypłynięciu idzie się do kasy po bilety i się wyrusza w drogę. Są trasy lżejsze i trudniejsze, kierujące wprost na wodospady i pozwalające trochę się powspinać i zaczerpnąć świeżego powietrza i energii z drzew rosnących w Parku. Oczywiście, lecimy wprost do celu – czyli oglądać wodospady i się kąpać :D

Po drodze – multum straganików, na których można zakupić pocztówki, świecidełka, dyndadełka i inne kurzozbieracze, ku pamięci o pobycie w tym cudownym miejscu. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy natknęliśmy się na prawdziwy wielki piknik pod wodospadem. Ludzie przyjeżdżają na cały dzień, wypocząć, trochę się poopalać – z kocykami, zabawkami do pływania w wodzie dla dzieci, koszami piknikowymi. Dużo ludzi ;)

Dno jest bardzo nierówne, śliskie, więc tym razem, bojąc się o nie do końca zrehabilitowane i sprawne kolano po zabiegu, nie zdecydowałam się wejść do wody, natomiast szczęściu Michała granic nie było :) woda w lipcu była do wytrzymania, nadająca się do dłuższego pływania.

_IGP3769

Z chmurki, która godzinę temu pojawiła się nad naszymi głowami, nagle zaczęło kapać a potem lać, bardzo lać. W pobliskiej restauracji nagle przybyło klientów próbujących coś pod deszczem zamówić. Podziwiam kelnerów biegających z tacą by jednak mieć jakiś pożytek z zapełnionych nagle stolików (większość przywozi jedzenie na piknik jednak ze sobą i stołują się zazwyczaj bogaci turyści – ceny do najniższych nie należą).

_IGP3842

Po ulewie jest przyjemne orzeźwiająco i ruszamy w drogę powrotną, a właściwie na przód jedną z tras pieszych, zahaczając po drodze o kolejny wodospad, w którym kąpali się już tylko śmiałkowie, w kierunku autobusu, który miał nas zabrać z powrotem do Szybenika albo Skradina. Jakże wielkie było nasze zdziwienie, kiedy uprzejma Pani w okienku na parkingu poinformowała nas, że jesteśmy w głębokiej… niedoli – bo ostatni autobus już sobie pojechał jakieś pół godziny temu.

Parę minut osłupienia, potem decydujemy się na marsz do autostrady, na której mamy nadzieję złapać stopa. Rzucamy ostatnie tęskne spojrzenie na Park i stojące samochody i nagle zauważamy parę, która idzie w naszym kierunku i intensywnie do nas macha w geście zapraszającym. Co najmniej dziwne. Zaczynamy się odwracać by iść dalej, więc intensyfikują gestykulację. Czekamy aż do nas dojdą. Zbieramy niewidzialne szczęki z podłogi gdy pytają czy nas gdzieś nie podwieźć i czy nie potrzebujemy stopa. Pierwsza myśl – maniacy? Ale na maniaków nie wyglądają, młodzi, uśmiechnięci (dobra, Bonnie i Clyde też się uśmiechali), my też na specjalnie zasobnych nie wyglądamy. Kiwamy głowami i rozpływami się w uśmiechach dziękując za życzliwość przez całą drogę do samochodu. Po drodze do Szybenika, gdzie chcieliśmy łapać autobus, wyjaśniło się, że jadą do Zadaru. Zbieg okoliczności :D? W tym momencie już prawie piszczeliśmy (dobra, ja piszczałam) z radości. Szukali też kwatery – i mogliśmy chociaż trochę się odwdzięczyć proponując sprawdzić pokój w mieszkaniu naszego gospodarza (do tej niebiańskiej miejscówki w samym sercu Zadaru jeszcze wrócę).

Ich historia jest jeszcze bardziej niesamowita, ona – Czeszka, która w młodych latach zakochała się w języku fińskim i stwierdziła, że kiedyś tam wyjedzie. On – Argentyńczyk, który uczy tanga w Finlandii. Spotkali się na pograniczu kultur, języka, krajów by być razem :) Oboje bardzo pozytywni, radośni, z taką słoneczną energią przyjechali do Chorwacji na zawody taneczne, przy okazji zwiedzając. Podczas powrotu dowiedzieliśmy się o Finlandii więcej, niż z przewodników – z perspektywy mieszkańców oraz specyfiki życia cudzoziemców w tym kraju.

Tak oto udało nam się jednak wrócić na noc do domu oraz poznać fajnych ludzi, z którymi nadal mamy kontakt. Mamy też zaproszenie do Finlandii, z którego, mam nadzieję, kiedyś skorzystamy :)

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
  • Airbnb: Noclegi w Zadarze

    Noclegi w Zadarze to nie problem. Oferowane przez wszystkie możliwe serwisy…
  • Śpiewający Zadar

    Zadar – jedno z najbardziej urokliwych, romantycznych miejsc (i miast), kt…
Load More In Chorwacja

Skomentuj

6 komentarzy

  1. yallanatalia

    25 listopada 2014 at 10:52 pm

    Wspaniałe, kiedy w drodze poznaje się takich ludzi:) ale widzę, w tamtych rejonach nie tylko mnie zlało od stóp do głów!

    Odpowiedz

    • Tati

      25 listopada 2014 at 10:56 pm

      widocznie to taka kraina ;) ale potem zostają same piękne wspomnienia :)

      Odpowiedz

  2. Za miedzą i dalej

    27 października 2014 at 12:08 am

    Wodospady piękne, ale ludzi dużo i ceny chyba też duże… :(

    Odpowiedz

    • Tati

      27 października 2014 at 12:11 am

      Ceny europejskie. Z tym trzeba się pogodzić i zaoszczędzić na innych pozycjach. Ludzie nie przeszkadzają, da się wyminąć. Widzieliśmy większe tłumy przy wodospadzie w Indiach:)

      Odpowiedz

      • Za miedzą i dalej

        27 października 2014 at 12:16 am

        Z takich fajnych miejscówek polecam jeszcze Sighisoarę w Rumunii – ludzi mniej, ceny mniej europejskie :)
        No i plusem jest też bliskość Fogaraszy ;)

        Odpowiedz

        • Tati

          27 października 2014 at 8:51 pm

          Ooo super! Zapisuję do bucket list i obadam tereny u was, jeśli macie opisane:)

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Loading Facebook Comments ...

Zobacz także

Rothenburg ob der Tauber – Szlakiem Romantycznym przez Frankonię

Ach Rothenburg, Rothenburg… Najbardziej romantyczne miasto na naszej trasie po&…