Strona główna Tematycznie Na weekend Brandenburgia na weekend – Baum und Zeit w Beelitz-Heilstätten

Brandenburgia na weekend – Baum und Zeit w Beelitz-Heilstätten

20 min. czytania
7
0

Beelitz-Heilstätten – miejsce naprawdę wyjątkowe. Znajduje się raptem 54km od Berlina i nieco ponad 120km od granicy w Słubicach, przechowując ślady współczesnej historii Niemiec.

Beelitz-Heilstätten, Brandenburgia, Niemcy

Niesamowity park Baum und Zeit, który nie tak dawno tu powstał, łączy siłę natury z potęgą opuszczonego sanatorium dla chorych na gruźlicę, goszczącego niegdyś nie tylko zwykłych robotników.

Ścieżka w koronach drzew - Beelitz-Heilstatten

 

 

Beelitz-Heilstätten – trochę historii

Początki istnienia kompleksu zabudowań są naprawdę bardzo ciekawe. Opieka zdrowotna nie tyczyła się wyłącznie zamożnych, wysoko postawionych obywateli. System ubezpieczeń społecznych, zapoczątkowany za rządów Otto von Bismarcka, zapewniał powszechny dostęp do leczenia i obiektów, takich jak np. sanatorium dla gruźlików w Beelitz.

Miejsce pod budowę takiego sanatorium było wprost idealne – las, czyste powietrze, tylko małe miasto obok, piękne widoki dookoła.

Park w Beelitz-Heilstätten

Kompleks budynków, wybudowany w 1902 roku, był rozbudowywany aż do roku 1929 i ostatecznie liczy 60 budynków rozsianych na 200 hektarach. Dzięki temu mógł przyjmować tysiące chorych jednocześnie.

Jako pierwszy, został zbudowany główny budynek na 600 miejsc z ogromnym balkonem, skierowanym na południe,  służącym do przyjmowania “kąpieli powietrznych”. W tamtych czasach to było uznawane za najskuteczniejszy lek w walce z gruźlicą.

Beelitz-Heilstätten okolice sanatorium

Warto sobie uświadomić, że na przełomie XIX i XX wieku gruźlica zbierała potężne żniwo i ludzie dosłownie umierali na ulicy. Sanatorium, z dobrym jedzeniem, czystym powietrzem, bogatą architekturą, miało zapewnić jeśli nawet nie wyzdrowienie, to chociaż możliwie przyjemny koniec egzystencji na tym łez padole.

Beelitz-Heilstätten - budynki sanatorium

 

O dziwo, kuracjuszom wcale się nie spieszyło, by zasilić grono chórów anielskich. Większość z zarejestrowanych tu pacjentów odzyskała zdrowie. Ponoć zmarło tu tylko 7 osób, co jak na 1338 miejsc w sanatorium, stanowi wynik niebagatelny.

Wystawa historycznych zdjęć w Beelitz - Heilstatten

Późniejsza rozbudowa przekształciła sanatorium w małą wioskę, o ile nie przyzwoitych rozmiarów miasteczko. W latach 1905-1908 pojawiły się tu: poczta, restauracja (która podobno karmiła tak dobrze, że ludzie z okolic specjalnie przyjeżdżali tutaj pod różnymi pretekstami na obiad), przedszkole, stajnia, warsztaty, sklep mięsny i piekarnia.

Został tu zbudowany również autonomiczny system wodociągów i ogrzewania (jako jeden z pierwszych w tych okolicach!!! takich nie było w tamtych czasach nawet w budynkach, gdzie mieszkały osoby majętne i rządzące państwem).

Część żeńska była oddzielona od męskiej  – wszystkie kontakty pomiędzy pacjentami obu części były zabronione, a reguły – przestrzegane.

Beelitz-Heilstätten
Wejśćie zabronione!

W czasie I wojny światowej obiekt przekształcono w szpital wojskowy.

Warto zaznaczyć, że gdyby nie wyjątkowe warunki sanatorium, to losy całego kontynentu mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Do szpitala w Beelitz-Heilstätten, po bitwie pod Sommą, trafił nie kto inny, jak młody żołnierz piechoty, Adolf Hitler. Gdyby trafił do zapyziałego lazaretu, gdzie zakażenia były na porządku dziennym… kto wie…

ściany Beelitz-Heilstätten

Zresztą Adolf Hitler nie był jedynym znanym pacjentem tutaj. W 1990 roku leczył się tu również Erich Honecker, przywódca DDR, na raka wątroby.

Po upadku III Rzeszy obiekt został przejęty przez wojska sowieckie i trwał pod czerwoną gwiazdą aż do roku 1994.

Radziecki szpital wojskowy w Beelitz-Heilstätten
Towarzysze chirurdzy! Podtrzymujcie porządek!

Był to największy radziecki szpital wojskowy poza granicami ZSRR. Leczyć się tu mogli oficerowie wojsk radzieckich, ich żony oraz urzędnicy wysokiej rangi DDR.

W Internecie, na rosyjskich stronach można znaleźć sporo wspomnień ludzi, którzy w tym czasie tu się urodzili, mieszkali w okolicach, przeszli zabiegi i operacje, odbywali służbę, a widok nawet mocno zdewastowanych ścian budzi u nich masę wspomnień.

Beelitz-Heilstätten
Żegnajcie Niemcy!

Np. na oddziale okulistycznym na 3 piętrze było awaryjne przejście, które randkujący po cichu pacjenci wykorzystywali do spotkań. Mimo, że na drzwiach wisiał zamek, to śruby były podcięte – można było wychodzić, po prostu zdejmując drzwi z zawiasów. Nieopodal znajdował się pagórek miłości, ale dokładnych koordynat nie znalazłam . Owe miejsce było jednak wspominane w wielu komentarzach ze szczególnym sentymentem.

Beelitz-Heilstätten

Co ciekawe, nawet zmiana właścicieli nie zmieniła charakteru tego miejsca. Wszyscy wspominają je z nieukrywanym ciepłem oraz piszą o emanującej duchowości, które otaczała wszystkich znajdujących się tam ludzi, mimo że dookoła działy się rzeczy różne. Np. o pożarze, który zniszczył budynek szpitala, w latach 50-ch nadal krążą mrożące krew legendy.

Ostatecznie, to nie sowieckie wojsko doprowadziło obiekt do ruiny, lecz po prostu czas.

pozostałości po radzieckim szpitalu wojskowym w Beelitz-Heilstätten

Od opuszczenia zabudowań minęło raptem 23 lata. Jak się okazuje, to w zupełności wystarczy, by przyroda wtargnęła z przytupem w niegdyś zadbane alejki, a nawet na dachy budynków.

Opuszczone sanatorium w Beelitz-Heilstätten

Zanim powstał park, odbywały się tu nie do końca formalne imprezy, na które nikt nie wydał pozwolenia.

Beelitz

To miejsce funkcjonuje obecnie jako jedna z nowszych atrakcji Brandenburgii, pod nazwą “Drzewa i czas” (“Baum und Zeit”). Ponad opuszczonym kompleksem, między koronami drzew, poprowadzono ścieżkę widokową, z której możemy podglądać, jak to czas i przyroda konsumują minioną świetność sanatorium.

Beelitz - ścieżka nad koronami drzew

Beelitz-Heilstätten – ścieżka w koronach drzew

Na wysokości ponad 20 metrów (z dojazdem windą dla ludzi z brakiem kondycji, czyli dla nas) znajduje się ponad 300 metrów ścieżki widokowej. Można też wjechać ciut wyżej – na najwyższą część – taras widokowy, który znajduje się prawie 40 metrów ponad ziemią.

Wieża widokowa - Beelitz-Heilstätten

Przechadzając się po tych kładkach, mamy doskonały widok nie tylko na pożerane przez przyrodę zabudowania, ale i całą okolicę.

Beelitz-Heilstätten

Gęstwina roślinności pokrywa cały teren, gałęzie bluszczu śmiało oplatają elewacje, a na dachach, w rynnach, gdzie wiatr naniósł nieco pyłu i liści – odważnie wyrastają młode drzewa. Tam, gdzie dachy się zapadły, możemy podziwiać już całkiem dorodne zagajniki.

Beelitz-Heilstätten

Oprócz niewątpliwych walorów widokowych, miejsce to dość brutalnie uświadamia nam, jak bardzo nietrwałe są dzieła rąk ludzkich. Nasze miasta, historyczne pałace i lśniące szkłem biurowce, bez stałego doglądania, pozostawione na łaskę przyrody, bardzo szybko zamieniłyby się w wielkie doniczki, by po kilku, kilkunastu kolejnych dziesięcioleciach zniknąć zupełnie pod dywanem zieleni.

Jeśli interesuje Was, jak by przebiegał taki proces, gdyby w jednej chwili ludzka populacja zniknęła w całości, to polecam anglojęzyczny serial popularnonaukowy “Life After People” – poniżej pierwszy odcinek, pozostałe także dostępne są na Youtube.

Wzdłuż ścieżki umieszczono tabliczki, opisujące, jakie gatunki drzew możemy oglądać (to było naprawdę świetne!) oraz ciekawostki historyczne na temat budynków, które mijamy.

Tabliczki opisujące gatunki drzew na ścieżce w Beelitz-Heilstätten

Gdy już nacieszymy oko tą przyrodniczą rekonkwistą, schodzimy na dół, by zobaczyć opuszczone budynki szpitala i sanatorium, które, oprócz całej gamy uczuć, wywołują niezaprzeczalny dreszczyk emocji.

Ruiny szpitala Beelitz-Heilstätten

Opuszczone sanatorium w Beelitz-Heilstätten

Szczerze przyznam, że po zobaczeniu w programie trasy ponad opuszczonym szpitalem z początków XX wieku, obawiałem się, że spacer zostanie ograniczony do przyjemnej i widowiskowej przechadzki na ścieżce. Najbardziej interesujący dla mnie aspekt, czyli mieszczące się poniżej ruiny, zostaną pominięte, w trosce o wygodę i bezpieczeństwo uczestników.

Opuszczone sanatorium w Beelitz-Heilstätten

Najwyżej będzie okazja popatrzeć na fasady, zajrzeć przez okno, ewentualnie odwiedzić jeden, przygotowany pod turystów, skrawek kompleksu.

Opuszczone sanatorium w Beelitz-Heilstätten

Na szczęście – nie tym razem! Mogliśmy, może nie do woli, bo w końcu wyjazd z programem i grupowy, ale dość solidnie złazić dwa ogromne budynki – sanatorium i oddział chirurgiczny.

Opuszczone sanatorium w Beelitz-Heilstätten

Może się wydawać, że raptem dwa z sześćdziesięciu budynków to niewiele, ale wierzcie mi, wrażeń znajdziecie tam wystarczająco.

Beelitz-Heilstätten

Mury opuszczonego szpitala jeszcze zachowały rosyjskie oznaczenia sal i spontaniczne zaznaczenia swej obecności przez żołnierzy radzieckich.

Sala chirurgiczna Beelitz-Heilstätten

Beelitz-Heilstätten

Powstają tu też współcześnie murale.

Street art w Beelitz-Heilstätten

Artyście zaczynają tu przyjeżdżać specjalnie!

Niszczejące ściany są niemymi świadkami powoli zachodzących zmian. Światła lamp chirurgicznych już się nie palą, szafki na leki dawno puste, a pozostawione kilka butelek na półkach nadają się tylko do pobudzenia wyobraźni.

Street art w Beelitz-Heilstätten

Oba budynki są naprawdę ogromne. Może nie da się tam zbyt mocno zgubić, ale, nawet będąc ze sporą grupą, spokojnie da się rozejść i zostać samemu na chwilę, by pokontemplować historyczne wnętrza i zrobić zdjęcia z zachowaniem wrażenia opustoszenia.

Chirurgia Beelitz-Heilstätten

Zobaczcie sami!

Beelitz-Heilstätten

Przy dobrej pogodzie słońce, wraz z turystami, zagląda przez puste okiennice, oświetlając pomieszczenia zamiast żyrandoli, które kiedyś zdobiły pomieszczenia.

W pawilonie chirurgicznym przewodnik wprowadzi Was na parter. Dziesiątki zdewastowanych sal, pokojów, zakamarków, czy szyb windy wstrząsają i pozostawiają wszytkich lekko ogłuszonymi.

Co ważne, jest to jeden z nielicznych ucywilizowanych opuszczonych obiektów, na jakie trafiliśmy. Może nie ma już tego dreszczyku emocji, jak przy szukaniu dziur w ogrodzeniu, okalającym teren opuszczonej elektrowni jądrowej, jednak miejsce jest znacznie bardziej przystępne, a przewodnik, ze swoją wiedzą, sprawia, że oprócz klimatu opustoszałych sal przemierzymy w wyobraźni dziesięciolecia historii obiektu.

Opuszczone sanatorium w Beelitz-Heilstätten

Podróż od kaszlących krwią gruźlików, przez czasy rozrzuconych po eleganckich podłogach sołdackich onuc, upadek muru, aż po rozkład i okazjonalne wykorzystanie jako scenografia filmowa, jest naprawdę imponująca.

Opuszczony szpital w Beelitz-Heilstätten

Beelitz-Heilstätten “na bosaka”

Rewelacyjny pomysł, o którym nigdy wcześniej nic nie słyszeliśmy. Specjalnie wydzielona część parku z trzema trasami, przygotowanymi do chodzenia boso, wśród buków, sosen i brzóz. 15 hektarów!!!!

Der Barfuss Park w Beelitz-Heilstätten

Akurat tu nie mieliśmy czasu i okazji wejść, ale chętnych, zmierzających w tym kierunku, było naprawdę sporo. Jest to obcowanie w przyrodą w czystej postaci!

Beelitz-Heilstätten

 

Beelitz-Heilstätten w filmach

Taki obiekt aż się prosi o wykorzystanie jako lokacja filmowa i aż dziwne, że w tak niewielu filmach się pojawia.

Opuszczony szpital w Beelitz

Udało mi się znaleźć wzmianki tylko o kilku filmach, gdzie się pojawia: “Pianista” Polańskiego, “Walkiria” Singera, “Lekarstwo na życie” Gore’a Verbinskiego (całkiem nowy!) oraz  “Biegnij chłopcze, biegnij” Danquarta, acz wisienką na torcie pozostaje teledysk Rammsteina – “Mein Herz Brennt”, gdzie jest go naprawdę sporo.

Informacje praktyczne

Aktualne ceny biletów na poszczególne atrakcje oraz informacje, jak dojechać do obiektu znajdziecie tutaj – jest w polskiej wersji językowej.

Baum und Zeit
Straße nach Fichtenwalde 13
14547 Beelitz-Heilstätten

Beelitz-Heilstätten

Tekst powstał przy współpracy z Niemiecką Centralą Turystyczną oraz z lokalną organizacją turystyczną Odkryj Brandenburgię.

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Na weekend

7 komentarzy

  1. Iwona Gogulska

    27 września 2017 at 7:59 am

    W zeszłym roku byliśmy w Poczdamie i nas zachwycił. Ale widzę, że jest kolejny powód by wrócić w te rejony.

    Reply

  2. Kamila Kowalewska

    26 września 2017 at 9:40 pm

    natura plus opuszczone miejsca? jestem jak najbardziej na tak!

    Reply

  3. Łukasz Kędzierski

    26 września 2017 at 9:31 pm

    “Drzewa i czas” wygląda bardzo zachęcająco – widać, że tego rodzaju atrakcje stają się coraz bardziej popularne :)

    Reply

  4. Paweł Skowera

    26 września 2017 at 6:54 pm

    Świetna ta ścieżka w koronach drzew!

    Reply

  5. Agnieszka Ptaszyńska

    26 września 2017 at 5:54 pm

    właśnie otworzyli podobną ścieżkę z widokiem na Tatry. Myślałam, że się w tym tygodniu wybiorę, ale niestety – choroba mnie dopadła. No ale ścieżka nie zając, nie ucieknie

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      26 września 2017 at 5:56 pm

      Super wiadomość! Bo wrażenia ze ścieżki są mocne! Jestem za, by takie miejsca powstawały

      Reply

  6. Magda

    23 września 2017 at 11:08 pm

    To co pozostało robi ogromne wrażenie i jak jeszcze doda się do tego historię tego miejsca to już w ogóle. Całkiem ciekawe zagospodarowanie terenu – jak ma niszczeć to pod kontrolą.

    Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Lizbona na święta

Spis treści1 Lizbona na święta – to spacery ulicami1.1 Lizbona w ciągu dnia1.2 Lizbo…