Strona główna Europa Polska Terra Madre po polsku, czyli Slow Food Festiwal w Krakowie

Terra Madre po polsku, czyli Slow Food Festiwal w Krakowie

21 min. czytania
21
0

Po raz drugi w Krakowie w grudniu odbył się Terra Madre Slow Food Festiwal, na którym ponad 100 producentów z kilku województw Polski  zaprezentowało swoje produkty: lokalne, wytwarzane według regionalnych sposobów i tradycji, ekologiczne, zdrowe, zrobione z sercem i pasją. Jest to też fantastyczna okazja, by porozmawiać z pasjonatami jedzenia, posiadającymi ogromną wiedzę, spróbować lokalnych smaków i dowiedzieć się nieco więcej na temat samego ruchu Slow Food, który od 2002 roku intensywnie rozwija się również w Polsce.

Bardzo długo całkiem szczęśliwie funkcjonowałam bez tego rzekomego Slow Foodu. Nie zawsze były pieniądze nawet na droższe produkty z supermarketu, chociaż moja powolność w wyborze i zatrzymywanie się by czytać etykietki, by jednak wiedzieć, co jest w środku tego, co kupuję, mogłaby rozdrażnić wiele osób. Aż rozsmakowałam się w jedzeniu, gotowaniu, zaczęłam poszukiwać nowych smaków, wychodzić poza ramki “dodaj sól, pieprz i gotowe” (mimo, że czasem nic innego nie jest potrzebne – jak np. do dobrych steków!) i bardziej świadomie przeglądać karty menu, kupowaną żywność oraz zwracać uwagę na skład i szczegóły.

Niewątpliwie, przyczyniły się do tego Targ Śniadaniowy w WarszawieBio Bazar, które praktycznie bez szturmu wzięły miasto, znaczki Slow Food na blogach,

Slow Food Polska

z których lubię gotować i czerpać inspirację, oraz w kartach menu restauracji, do których czasem wpadamy. Ucząc się smakować, coraz częściej z Michałem spowalniamy również w podróżach, stawiając bardziej na głębsze poznanie jednego miejsca, niż obskoczenie przewodnikowej listy must-see.

Czym jest Slow Food, o którym tak wiele się mówi? Jest to ruch, który powstał w 1986 roku we Włoszech w odpowiedzi na globalny wzrost placówek sieci fastfoodowych , dbający i wspierający lokalnych producentów, chroniący lokalne i tradycyjne sposoby wytwarzania produktów, promujący celebrację posiłków (lubię to!), edukujący swoje społeczności i oraz walczący o zdrową żywność bez chemii, nie wywierającą negatywnego wpływu na organizm i środowisko.

Dlatego też nie mogło nas zabraknąć na tym wydarzeniu! Warsztaty, laboratoria smaku, lekcje i pokazy oraz, oczywiście, oferta lokalnych producentów. Z akcentem na warsztaty winiarskie ;)

Z ogromną przyjemnością wysłuchaliśmy, co ma do powiedzenia na temat win morawskich Wojciech Lutomski z Win-ko: o rodzinnych winiarniach, o właścicielach, którzy całe serce wkładają w tworzenie wina, z którymi o szczepach winorośli można rozmawiać godzinami, o późnych zbiorach, naturalnej fermentacji, biodynamicznych uprawach i metodach spontanicznych.

Wojciech Lutomski, Win-Ko

Przeplatając to oczywiście wspaniałymi przykładami win Lubasa Oulehli – Regina Coeli oraz z winiarni Krasna Hora.

Wina morawskie

To był jeden z nielicznych razów, kiedy z przyjemnością spróbowałam Sauvignon Blanc. Oraz z jeszcze większą – Pinot Noir oraz Cuvee Viktoria (z 3 szczepów Pinot).

Cuvee Viktoria, Krasna Hora

Sami wina morawskie uwielbiamy (fakt, dotychczas bez szczególnej świadomości szczepów, producentów – oprócz Mikulova), przywozimy zawsze z naszych podróży do Czech i ubolewamy, że fala entuzjazmu dostawców opada w miarę dotarcia do Warszawy, co zwiększa nasze bagaże niewspółmiernie do posiadanego miejsca :). Morawy są od dawna na naszej liście i ta degustacja tylko utwierdziła nas, że trzeba tam pojechać prędzej niż później (wpisane do planów na 2016).

Następną destynację podróżniczą, którą wybraliśmy pod wpływem wina, został Piemont – ojczyzna Timorasso (dokładnie rejon Colli Tortonesi), rzadkiego, prawie wyginionego i uratowanego od zaginienia, nie tylko na salonach, szczepu białych winogron.  Timorasso czasem nazywają też białym Barolo.

Timorasso

Najważniejszą i najcudowniejszą cechą tego wina jest to, jak pięknie ono starzeje się w butelce. Próbowaliśmy 5 roczników, tego samego szczepu z winiarni Cascina I Carpini (w Polsce dostępne w Moja Italia oraz restauracjach, do których dostarczają), śledząc jak się rozwija i jak zmienia się smak, jak od prawie cydrowego, z zauważalnymi nutami kwiatowymi dojrzewa, intensyfikuje się, staję się coraz bardziej słone i mineralne, a kwiaty znikają, ustępując miejsce nutom balsamicznym.

Timorasso

Szczepem zajmują się prawdziwi entuzjaści, raptem 23-25 winnic, na stosunkowo niewielkiej powierzchni. Komu innemu chciałoby się zgadywać, kiedy dokładnie zbierać winogrona (zawsze są zbierane intuicyjnie bazując na doświadczeniu), potem czekać 24 miesiące trzymając butelki w określonej temperaturze (albo i dłużej, czekając na wino bardziej dojrzałe).

Kamiła Gurdala, Moja Italia, Łódź (właśniej u niej można kupić te wspaniałe wina) oraz Paolo Carlo Ghislandi z Cascina I Carpini

Byliśmy też na degustacji dzikich win z kwewri z Gruzji. Bardzo ciekawy sposób, w jaki wino dojrzewa – w glinianych naczyniach zakopanych w ziemię.

Kwewri w miniaturze

Piękny zapach w kieliszku, taka owocowa świeżość, która natychmiast przenosi do krajobrazów gruzińskich.

Gruzińskie wino z kwewri

Ale smak nas nie porwał. Po rozmowie ze specjalistami już wiem, że trzeba się nauczyć to wino pić, że czasem potrzebuje napowietrzyć się po otwarciu nawet 24 godziny.

Mariusz Kapczyński, Vinisfera

Nauczyłam się już nigdy nie mówić nigdy. Natomiast nie wybiorę z pewnością tego wina w restauracji ani nie kupię na okazję do domu. Macie inne wrażenia?

Pachniało bardzo i ściskało nam żołądki, jak przechodziliśmy obok, na pokazach kulinarnych, gdzie szefowie kuchni mierzyli się na ryby, mięsa, kuchnie, oraz na laboratoriach smaku, gdzie odkrywane były tajemnice udanych przepisów na chleb, wędliny lub kawy.

Uratowali nas panowie z Pazibroda z Kielc – mistrzowskie klopsiki i mięso (policzki!!!!), pazibroda (kapusta, marchewka, ziemniaki na smalcu w przyprawach – palce lizać!!!), warzywa na wszelkie sposoby.

Pazibroda, Kielce

Na koniec odleciałam od uformowanej w kotleciki kapusty kiszonej, która była tak smaczna i tak (podejrzewam) prosta w wykonaniu, że nieformalnie zapisałam się do klubu fanek – spożywania specjałów rzecz jasna ;). Tak oto zaświeciły nam w planach Kielce. Zanim Warszawa się tych panów doczeka u siebie, myślę, że zdążymy parę razy machnąć do Świętokrzyskiego i z powrotem :D.

Kuchnia polska w prostym, smacznym, aromatycznym wydaniu – polecamy bardzo!

Pyszny śledzik od Convivium Slow Food Szczecin tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że powinnam przestać się obijać i zacząć produkować coś takiego w domu, zamiast oblizywać się od czasu do czasu, tym bardziej że Michał od czasu naszego wyjazdu do Meklemburgii darzy tę rybkę szczególną sympatią.

 

Udało nam się wreszcie spróbować doskonałych serów z Wańczykówki.

Sery z Wańczykówki

Pan ochoczo dawał próbować przy stoisku, dlatego z przekonaniem twierdzę, że jest moc – i w krowich, i w kozich. Duma rozpiera, że takier sery powstają w Polsce i już nie czuję taka smutna, wyjeżdżając z Holandii, Włoch albo Szwajcarii. Nie udało nam się dowieźć wszystkich zakupów serowych do domu, ale śniadanie z nimi było doskonałe, mimo że początkowo mieliśmy szukać czegoś w pobliżu.

Kiełbasy, wędliny,

chleby, miody jadalne, miody pitne,

nalewki,

przetwory,

czekolady, wypieki,

wina,

pośród których była i Sztukówka, zapoznać się z winami z której miałam okazję ostatnio w Podkarpackim.

Wina, Sztukówka

Jest w czym wybierać. Cieszy mnie, że coraz więcej lokalnych producentów wierzy w swój produkt, dba o jakość oraz stara się sprostać wymaganiom współczesnego rynku, który został dość mocno rozpieszczony – przez różnorodność i dostępność produktów z całego świata.

Mam nadzieję, że w następnym roku festiwal będzie jeszcze większy, bardziej reprezentacyjny, pokazujący przekrój z całej Polski. My przyjedziemy na pewno! Jest to najlepsza okazja by odwiedzić Kraków, również by spowolnić, nie tylko gastronomicznie i turystycznie. To miasto uspokaja i nastraja na inny rytm.

W ramach przykładu i samobiczowania opowiem historyjkę, jak długą drogę mamy jeszcze przed sobą – uświadomiłam to sobie w kawiarni Wesoła Cafe, do której wpadliśmy na śniadanie. Jak się okazało, lepiej nie mogliśmy trafić – świeże produkty, pyszne menu, równiez z lokalnymi daniami. Ale zanim przyszło jedzenie, zaczęłam tupać cichutko pod stołem nóżką, dlaczego tak długo. Slow food uczy pokory i cierpliwości – te dyniowe tosty francuskie były doskonałe. A ja złapałam się na myśli, że ta celebracja jedzenia nie zawsze mi wychodzi. Z tego pędu, by wszystko zdążyć i zrobić jak najwięcej, wychodzi się naprawdę trudno.

Podsumowując, muszę stwierdzić, że wiedza uskrzydla i unieszczęśliwia jednocześnie :). Zrobienie zakupów zajmuje mi jeszcze więcej czasu, niż przed tym – bo czytam, skąd, gdzie i dlaczego, porównuję, wybieram te najzdrowsze i, idąc za namową Renaty z bloga Renata Rusnak Naturalnie, po naszych długich rozmowach o koszykach z jedzeniem ekologicznym i samopoczuciu, co powinno przeważać i dlaczego czasem warto kupić mniej, ale lepszej jakości, staram się podchodzić do moich wyborów świadomie. Coraz częściej odkładam jakiś produkt na półkę, bo wiedza uwiera na żołądek i każe poczekać, jechać do sklepiku, albo na targ, poszukać. Wam też życzę samych udanych wyborów i do zobaczenia za rok na festiwalu!

Terra Madre Slow Food Festiwal w Krakowie

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Polska

Skomentuj

21 komentarzy

  1. kami

    28 grudnia 2015 at 10:45 pm

    wiesz, że dopiero z Waszego fejsbuka się dowiedziałam o tym festiwalu? i bardzo żałuję, że nie wiedziałam wcześniej, bo bym z chęcią się wybrała! chociażby dla tych serów i wina :D pamietajcie proszę o mnie przy kolejnej okazji!
    i w ogóle, w nowym sezonie zarządzam wspólne wyjście na Targ Śniadaniowy!

    Odpowiedz

    • Tati

      30 grudnia 2015 at 11:04 pm

      Hehe dobra! Jesteśmy umówieni!!!

      Odpowiedz

  2. Za miedzą i dalej/Szymon

    26 grudnia 2015 at 10:17 pm

    Nawet nie wiedziałem o tym festiwalu – dobrze, że taki jest, tylko chyba trochę drogo? Ale przynajmniej wyższa jakość to wyższa cena [w Polsce ;) ]

    Odpowiedz

  3. balkanyrudej

    26 grudnia 2015 at 10:13 am

    Szczerze mówiąc po raz pierwszy dowiedziałam się o tym festiwalu, bo zobaczyłam informację o nim na Waszym fanpejdżu. Miałam już styczność z eko bazarami, na których można zaopatrzyć się w bardzo lokalne produkty, wytwarzane na niewielką skalę. Prawda jest taka, że z zazwyczaj znacznie wyższą ceną idą w parze wysoka jakość i zupełnie inne walory smakowe. Szkoda, że na co dzień jest czasami trudno dotrzeć do niektórych producentów, ale dobrze, że chociaż od czasu do czasu udaje się skosztować ich wyrobów.

    Odpowiedz

  4. Nadia vs. the World

    26 grudnia 2015 at 4:04 am

    Dla mnie najlepiej i najsmaczniej brzmi kotlecik z kapusty :D. Pozdrawiam wegańsko :)

    Odpowiedz

  5. Kasia Kipigroch-Paczek

    23 grudnia 2015 at 2:11 pm

    Fajnie że w Polsce wraca się do tradycji! Jak wrócimy do Polski zamierzamy znowu zacząć robić chleb, przetwory, ogórki, hodować zioła itp. Na ile tylko M2 pozwoli ;)

    Odpowiedz

  6. Marta Gawrychowska

    23 grudnia 2015 at 12:41 pm

    Za rok muszę się tam pojawić!!! :)

    Odpowiedz

  7. Łukasz Kędzierski

    23 grudnia 2015 at 10:30 am

    Podobnie jak Pola kompletnie nie rozumiem tego pędu, aby wszystko nazwać obcobrzmiącymi słowami “slow food”, “slow travel”, slow life, slow s… jakaś masakra – a dobre jedzenie, które kiedyś tylko takie było dostępne, wiadomo “dobre” jest :)

    Odpowiedz

    • Renata Rusnak

      23 grudnia 2015 at 10:34 am

      slow food jest używane w opozycji do fast food, to ruch, który pokazuje coś, przeciw czemuś protestuje. powolne jedzenie, powolne życie nie brzmi zbyt dobrze, niestety. choć w KRK jest festiwal Spowalniania Czasu :) ale przecież chodzi o ideę, o użycie pewnego terminu, skoro od dawna już w naszych sklepach naprawdę nie ma dobrego jedzenia :)

      Odpowiedz

    • Łukasz Kędzierski

      23 grudnia 2015 at 10:37 am

      Renata z tymi sklepami to nie do końca – trzeba poszukać i się trochę natrudzić i jest dobre jedzenie. Nawet nie wspomnę o zaprzyjaźnionych paniach ze wsi: swojskie jajeczka, biały serek, mleko itd.. mniam

      Odpowiedz

    • Renata Rusnak

      23 grudnia 2015 at 10:41 am

      wiadomo, ale przecież ledwie procent z nas tak robi. cała reszta biegnie do marketów. nazywanie czegoś powoduje, że to coś się zapamiętuje, oswaja, jest promowane jako możliwe do wykonania :) Slow Food to dobry ruch, wiele dobrego zrobił i nadal robi na świecie, naprawdę :) wiadomo, ze jak jest moda to wszystko zaczyna być irytująco slow, nawet jeśli nie zasługuje na taką nazwę, ale też nie ma co wylewać dziecka z kąpielą ;) pozdrawiam

      Odpowiedz

    • Łukasz Kędzierski

      23 grudnia 2015 at 11:05 am

      Oczywiście zgadzam się z Tobą, że to dobrze się dzieje w kontekście samej akcji, mody czy jakkolwiek tego nie nazwać – najważniejsza jest świadomość ludzi tego co jedzą. Chodziło mi tylko o wg mnie irytującą manierę “nazywania” wszystkiego :)

      Odpowiedz

    • Emilia Smolka

      23 grudnia 2015 at 11:33 am

      Ja bym też chciała to nazywać po polsku, ale nie wiem jak! Łukasz

      Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      26 grudnia 2015 at 12:06 am

      wydaje mi się, że za parę lat ludzie przestaną zwracać uwagę i na to słowo. Teraz z łatwością wszyscy wymawiają i nie zwracają uwagę na pochodzenie keczupu, komputera, laptopa, majonezu i wielu innych słów. Najważniejsze chyba, żebyśmy starali się zrobić dla siebie samych odrobinę więcej dobrego :) Czy to będzie się nazywało slow food, zdrowa żywność czy powrót do bazarów chyba nie ma większego znaczenia :)))) dla mnie przynajmniej.

      Odpowiedz

    • Renata Rusnak

      26 grudnia 2015 at 12:15 am

      Tak :)

      Odpowiedz

  8. Dominika Krzysiek

    23 grudnia 2015 at 10:24 am

    Fajna sprawa. Coraz więcej dobrych festiwali organizuje się w Polsce.

    Odpowiedz

  9. Pola Henderson

    23 grudnia 2015 at 10:14 am

    Od dawna jestem zwolenniczką produktów z prawdziwego zdarzenia, mimo że nie używam na nie nazwy slow food. Świetnie, że są takie festiwale! Im łatwiej będą dostępne naturalne produkty, im więcej osób będzie je kupować, tym ceny będą bardziej przystępne. Przegapilam festiwal w Krakowie, ale może będzie znów.

    Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      26 grudnia 2015 at 12:18 am

      mam taką nadzieję, każda okazja, dająca możliwość tym producentom zaprezentować to co robią, jest fajna!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Loading Facebook Comments ...

Zobacz także

Gdzie na pizzę w Warszawie – Tutti Santi

Otwarcie Tutti Santi w WarszawieSpis treści1 Otwarcie Tutti Santi w Warszawie2 V…