Strona główna Pojedli-Popili Gdzie dobrze zjeść Porto – 3 dni na talerzach i w kieliszkach

Porto – 3 dni na talerzach i w kieliszkach

46 min. czytania
18
0

Porto kusiło od wielu wielu lat. We wszystkich książkach, które wpadły mi w ręce, było przedstawiane jako przeciwieństwo Lizbony, którą pokochałam od pierwszego wejrzenia. Co więcej, nawet od strony kulinarnej. Właścicielka pokoju, znalezionego na Airbnb, skwitowała to, śmiejąc się, że Porto jest mniejsze, a ludzie są milsi i sympatyczniejsi. Uśmiechnęłam się i ja, zastanawiając się jednocześnie, czy można być jeszcze bardziej miłym. Ale, trzymając w pamięci spory, które nigdy nie zostaną rozwiązane – czy Warszawa czy Kraków, czy Poznań czy Wrocław, a może jednak Gdańsk, postanowiłam nie zadawać dodatkowych pytań.

Wiedziałam jedno – restauracje Lizbony utkwiły nam w pamięci bardzo, i byliśmy bardzo ciekawi, czym zaskoczy nas Porto.

Francesinha – tylko w Porto

Bardziej sztandarowego dania Porto nie znajdziecie . Kanapka, która może przyprawić o zawał serca od samego patrzenia na nią – podgrilowane tosty francuskie, wędlina, świeża kiełbasa, stek wołowy albo polędwica wieprzowa, dużo sera, tak naprawdę duuuuuużo sera, który przy zapiekaniu ładnie rozcieka się na boki, i sos, na bazie pomidorów, piwa i chili. Na górze jeszcze ląduje jajeczko sadzone – i gotowe. W zestawie obowiązkowo z frytkami (i najlepiej piwem albo vinho verde).

Francesinha - flagowe danie kuchni Porto

Wersji, skąd przywędrowało to danie jest co najmniej kilka. Według jednej – podpatrzone u Francuzów kanapki, które Portugalczycy zanurzyli w sosie. Druga wersja twierdzi, że te kanapki wymyślił Daniel Silva, portugalski kucharz, podczas kilku lat pobytu we Francji, na bazie francuskiej kanapki croque monsieur.

Tak naprawdę to jest też jedyne danie, które jest w menu prawie każdej restauracji Porto. Różnić się będzie tylko użytymi składnikami. Są specjalne bary, opierające swoje menu głównie na różnych rodzajach francesinha (tak! przez chwilę nawet zastanawiałam się, ile czasu musielibyśmy spędzić w Porto, żeby spróbować wszystkich). Są jednym z głównych dań menu restauracji albo ich specjalizacją.

Jednym z najbardziej rekomendowanych barów na francesinhę jest Cafe Santiago. Niestety, ze względu na przełożony na następny dzień lot i całą dobę, która nam wypadła z planu, nie trafiliśmy tam tym razem, ale trzymam to miejsce cały czas na liście i zamierzam nadrobić straty.

Cafe Santiago

Rua Passos Manuel, 226, Porto

Paulo, 70-letni kelner w rodzinnej restauracji Baju, na wieść, że już próbowaliśmy francesinhy w Sintrze, przyjął postawę, odpowiednią do okazji i tylko pokiwał głową, stwierdzając rzecz, dla niego nader oczywistą – prawdziwą francesinhę przygotowują tylko w Porto. Trudno z nim było się nie zgodzić, ponieważ faktycznie smakowała nam znacznie bardziej. Na tyle, że byłam gotowa powtórzyć ją na śniadanie, rezygnując ze swoich ulubionych portugalskich śniadań, których nie zdradzam nigdy.

Kosztuje zazwyczaj około 7-10 EUR i jest grzechu warta. Chociaż raz, pal licho kalorie!

Na śniadania w Porto – tylko Bolinhos de Bacalhau

Są trzy obowiązkowe rzeczy dla mnie do zjedzenia w Portugalii – ryby, owoce morza i bolinhos de bacalhau, czyli kuleczki z suszonego dorsza i puree z ziemniaków, smażone z cebulką na oleju. Och  – nie zaczynam bez nich dnia.

Bolinhos de Bacalhau - Porto, Portugalia

Codziennie, patrząc w moje nierozbudzone do końca jeszcze oczy, Pani zakładała rękawiczkę albo brała szczypce, czekając na mój wybór przy drożdżówkach. A ja powoli skanowałam witrynę za witryną, tacę za tacą, w poszukiwaniach – bo nie zawsze są na widoku z rana.

Figurują też czasem pod nazwą pasteis de bacalhau, pastel de bacalhau i mogą być podawane i jako przekąska i jako danie lunchowe. Na zimno, na ciepło, bardziej kremowe, bardziej lub mniej rybne, (nie) zawsze pyszne. Niestety.

Confeitaria do Bolhão

Confeitaria do Bolhão bolinhos de bacalhau robią dobrze. A nawet bardzo dobrze. Dość duża cukiernio-kawiarnia, z dużym wyborem ciastek, ciast, chleba, bardzo dobrą kawą i delikatesami. Nic dziwnego w sumie – ma ponad 100 lat doświadczenia, zajmując się wprawianiem w dobry humor wszystkich swoich gości z samego rana od 1896 roku (z małą przerwą).

Mają też pyszne Rissóis de Carne – duży krokieto-pieróg z mięsem mielonym.

Rissois de Carne - Confeitaria do Bolhão, Porto, Portugalia

Śniadanie na słodko dla chętnych

Gdybym jadła słodkie ciastka na śniadanie, prawdopodobnie byłabym w tej cukierni bardzo szczęśliwa. Wyglądały znakomicie! Niestety, moja gorzko-czekoladowa dusza z lekkim posmakiem orzechów, chili i szczypty wanilii, nie może przyjmować takich ilości cukru w cieście. Nie czuję przez to zupełnie smaku, i już dawno porzuciłam próby przekonania się do tego rodzaju ciast.

Jedyny wyjątek, zupełnie niezrozumiały z wyżej opisanych powodów, robię dla Pasteis de Nata, które mogę pochłaniać na śniadanie, obiad i kolację. I nawet te zatrważające ilości masła i cukru przemykają przez moją głowę jak lekka uśmiechnięta chmurka, zadziornie machająca do mnie na swojej drodze ku słońcu.

Pasteis de nata, Porto

W takich przypadkach chyba mówi się “to musi być miłość”.

Piwa kraftowe

W cukierni, w kąciku z delikatesami, oprócz serów i wędlin, można kupić bardzo fajne krafty portugalskie. Nie mają zbyt wywindowanych cen, czego obawialiśmy się po naszych włosko-greckich próbach (w okolicach 3 EUR za butelkę). Michał potwierdził, że są warte uwagi – więc to będzie dobry adres również dla amatorów ciekawego piwa.

Piwa kraftowe - do kupienia w Confeitaria do Bolhão

Z pewnością, można je znaleźć i w innych miejsca – ale nam trafiły się podczas tych kilku dni tylko tu.

Confeitaria do Bolhão

R. Formosa, 339 (R. Sá da Bandeira), Porto

Leitaria da Quinta do Paço

Nowoczesna kawiarnia ze słynnymi na całe Porto eklerami z różnymi, najbardziej wymyślnymi nadzieniami, a tak naprawdę z historią słynnej bitej śmietany z mleczarni Quinta do Paço w tle.

Eklery z Leitaria da Quinta do Paço

Sama mleczarnia powstała w 1920 roku i postawiła na mleko, masło i bitą śmietanę wysokiej jakości. Była też prekursorem sprzedaży pasteryzowanego mleka w szklanych butelkach. Ale sława bitej śmietany poszła tak daleko, że zapoczątkowała powstanie produkcji eklerów, które, zresztą, przypominają kształtem bryłę solonego masła w pergaminie, sprzedawaną przez mleczarnię.

Eklery z Leitaria da Quinta do Paço

Klasyczne, z polewą czekoladową, z polewą orzechową, z chrupkami, z polewą owocową – w menu było co najmniej kilkanaście pozycji. A ja trwałam przy ladzie dobrych kilka minut, nie wiedząc, na którą się zdecydować. Sumienie nie pozwoliło mi spróbować wszystkich, a Michał nie chciał mnie z opresji wyręczyć, biorąc zamiast eklera – kanapkę z tuńczykiem, która zresztą miała bardzo ciekawe połączenie składników.

Kanapka z tuńczkiem - Leitaria da Quinta do Paço

Bita śmietana w środku była faktycznie pyszna! Niestety (dla mnie), pozostaję w teamie #ekleryzkremem – póki co, pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu trzymają eklery z Aromatu w Warszawie.

Oczywiście, w ofercie kawiarni – całe mnóstwo innych ciastek, czekolada, przekąski, kanapki, dania lunchowe oraz dobra kawa, przez co, grzejąc się w słońcu z pięknym widokiem na ulice miasta, można spędzić tam dłuższą chwilę, od śniadania zaczynając .

Ogromnym plusem tej kawiarni jest odległość do księgarni Lello, do której stąd jest rzut beretem.

Leitaria da Quinta do Paço

Pç. Guilherme Gomes Fernandes, 47, Porto

Majestic Café

Przepiękna historyczna kawiarnia w stylu Art Nouveau z 1921 roku, znajdująca się na wszystkich listach must-see in Porto.

Majestic Café, Porto

Na naszej już się nie znajduje, bo więcej tam raczej nie przyjdziemy. Bardzo droga kawa (minimum 3 EUR – za espresso), ciastka po 5-8 EUR, śniadania po 30 EUR. Do każdego ciastka jest dobierane znakomite porto dla chętnych. Do dalszego menu nawet nie zaglądałam.

Majestic Café, Porto

No i te twarzy kelnerów, którzy wiedzą, że większość przychodzi tutaj, by porobić zdjęcia i zobaczyć jedną z najpiękniejszych kawiarni na świecie według Tripadvisora, a nie napić się kawy, czy zjeść.

Może dlatego zamówione ciasto zupełnie mnie nie poruszyło.

Majestic Café, Porto

Bo, gdyby pozostawiło znaczący ślad w moim gastronomicznym pamiętniczku, z pewnością cena przestałaby mieć znaczenie. Z tego wszystkiego zostało poczucie, że przez pół godziny pławiliśmy się niepotrzebnie w luksusie, do którego czuliśmy się zupełnie niedopasowani.

Majestic Café

R. Sta. Catarina 112, Porto

Kawa

Bardzo prosty do zapamiętania adres – WSZĘDZIE!

Kawa w Porto
Zawsze mam paranoidalne myśli, że filiżanka wyślizgnie mi się z rąk, jeśli będę ją trzymała delikatnie. Jeśli mogę – wciskam paluszek jednak do ucha, by czuć się pewniej – że żadna kropla mi nie umknie! :D

Kosztuje zazwyczaj 0,50-0,85 EUR i jest w Portugalii przepyszna – smolista, gęsta, aromatyczna. Dwa łyki z rana stawiają na nogi, a w ciągu dnia – po długich spacerach dodają sił. U-W-I-E-L-B-I-A-M!

Nie podjęłabym się wyzwania wymienienia miejsc, gdzie warto zajrzeć – każda dzielnica ma mnóstwo miejsc, do których można zajrzeć na śniadanie, przed śniadaniem, przed pracą, przed lunchem, po obiedzie. Osiedlowe, turystyczne, duże, małe, w centrum, na uboczu. Mam wrażenie, że są dla Portugalczyków ważnymi w ich codziennym życiu miejscami, które chętnie odwiedzają, by wymienić się wiadomościami, poczytać gazetę, porozmawiać. A ja lubię na chwilę zatrzymać się obok nich, obserwując ludzi.

Obłędne kanapki z Casa Guedes

To miejsce poleciły nam dwie osoby, niezależnie od siebie – Marek, który przybliżył nam Lizbonę (DZIĘKUJEMY!!!), oraz Pan, prowadzący degustację w Porto Poças. Obaj włożyli tyle emocji w opis tego miejsca, że wiedziałam, że pojedziemy tam, nawet jeśli będzie na drugim końcu miasta. Zgadnijcie, gdzie było? 150 m od naszego zakwaterowania.

Malusieńka knajpka, duża, długa lada, 3 stoliki wewnątrz, dwa stoliki na zewnątrz. Zbierał się już tłum, ale udało nam się nawet znaleźć dwa krzesła przy ladzie. Zamawiamy obiad, jako jedyni w tej knajpie. Sędziwemu panu Kelnerowi, przyjmującemu zamówienia, nawet nie drgnęła brew. Przekazał zamówienie na kuchnię i wrócił do czynności, którą bardzo powoli i dokładnie wykonywał od dłuższego czasu. Kroił bułeczkę, wrzucał ją na grilla, kroił miękki ser na porządne kawałki (nie żałował!!!), układał ser na bułeczki i dorzucał porcję mięsa, które leżało w ogromnej ilości obok niego na podgrzewanej blasze.

Bez znajomości portugalskiego, okazało się, że Michał zamówił porcję tego mięsa z frytkami. Sędziwy pan Kelner strasznie się rozczulił na mój widok, kiedy zobaczył, że wyjadłam Michałowi mięso z talerza, nie zwracając uwagi na swój obiad. Patrząc na nas przez okulary, które mu regularnie zjeżdżały z nosa, przez co spoglądał na nas z lekka zadartą głową, uśmiechnął się ciepło i dołożył kolejną porcję mięsa do miski, stawiając ją pomiędzy nami.

Tu się zamawia kanapki i piwo

Patrząc na kilkadziesiąt kanapek, które zostały wydane w ciągu tego czasu, stwierdziliśmy dopełnić obiad tym deserem. W końcu trzeba było sprawdzić, dlaczego ci wszyscy ludzie stoją tu w kolejce po kanapki. Och . Pulled pork pieczony w piwie i przyprawach, rozpływający ser i grillowana bułeczka. NIEBO.

Potem zamówiliśmy jeszcze jeden “deser”, a potem przyszliśmy tu na śniadanie. I gdybyśmy tu byli dłużej, zdradziłabym swoją nietykalną portugalską tradycję – pasteis de bacalhau na śniadanie.

Najlepiej smakuje z ciemnym piwem. Mieliśmy początkowo trochę oporów, by zamawiać piwo przed południem. Ale równie sędziwa Pani, zamawiająca kolejny kieliszek wina do gazety i pogawędki z obsługą, dała nam dobry przykład.

Ta knajpka trafiła też do zestawienia The Guardian. A teraz i my jesteśmy jej gorącymi wyznawcami i nawet już zrobiliśmy ją w domu! Co prawda, składu przypraw Pan nam nie zdradził, ale uważam, że, jak na pierwszy raz, wyszło znakomicie – a będę tylko próbować dalej, doskonaląc warsztat.

Kanapki z pulled porkiem i serem

Na obiad – ryba, mięso czy owoce morza? A może flaczki?

Jest to właściwie jedyne pytanie, które należy sobie zadać, zastanawiając się gdzie zjeść oraz gdzie skierować kroki.

Kilka rzeczy, o których warto pamiętać:

  • w Portugalii, tak samo jak we Włoszech, obowiązują godziny lunchu i obiadu, czyli 12:00-15:00, czasem nawet 12:00-14:00 oraz 18:00-22:00, 19:00-22:00, czasem do 23:00;
  • w niektórych restauracjach są też dni wolne – niedziela albo poniedziałek,
  • kelner może bez zapytania postawić przed wami talerz przekąsek, za który się płaci (zazwyczaj ceny za nie są na początku menu). Jednak, jeśli nie skorzystacie, nie będzie obciążenia na rachunku, zgodnie z rozporządzeniem rządu Portugalii.

Centrum miasta

Jedna z najbardziej turystycznych dzielnic Porto. Dużo restauracji, dużo dość drogich restauracji, jak na nasz portfel. Spore nastawienie na turystów z Francji, włączając w to mówiących po francusku kelnerów, menu w języku angielskim i francuskim oraz przygotowanie się na bardziej finezyjną kuchnię.

Adega São Nicolau

Skręciliśmy w puste ulice, które pasowały bardziej do Burano, niż do Porto.

Ribeira, Porto, Portugalia

Miejsc na zewnątrz jest mało, a widok ze stolików po prawej zapiera dech w piersiach.

Adega San Nicolau, Ribeira, Porto, Portugalia

W ciepły, słoneczny dzień , z pewnością warto tu mieć rezerwację. Właściwie siedząc tam, marzyłam, żeby jedzenie przynieśli jak najpóźniej – kieliszek wina z widokiem na Vila Nova de Gaia smakował potrójnie!

Byłam zachwycona absolutnie wszystkim, co się działo dookoła nas. Zaglądając do wszystkich talerzy, wynoszonych co chwila z kuchni, nie byłam w stanie się zdecydować, co w końcu powinnam zamówić.

Byłam zafascynowana i zahipnotyzowana  zręcznością, z jaką kelner rozparcelowywał na talerzu rybę dla pani siedzącej obok. Pani zresztą też zaniemówiła i nie mogła wymówić ani słowa. Kelner tak dokładnie wyfiletował rybę, że nie mogliśmy od jego rąk oderwać oczu. Francuzka została z pięknie przygotowaną do konsumpcji rybą, a ja ostatecznie zdecydowałam się na ośmiornicę, którą tyle ludzi w różnych aplikacjach gastronomicznych polecało.

Adega Sao Nicolau - ośmiornica

Nie spodziewałam się, że przyjdzie w panierowanych kawałkach (jak praktycznie we wszystkich miejscach w Porto, gdzie ją zamówiłam). Wolę wersję grillowaną, pieczoną lub w risotto, ale taka w panierce też była bardzo delikatna i smaczna.

Michał zaryzykował ogony wołowe – i byliśmy zachwyceni.

Ogony wołowe w sosie - Adega Sao Nicolau, Porto

Ogony wołowie z ziemniakami - Adega Sao Nicolau, Porto
Ziemniaczki <3 pozycja obowiązkowa!!!

Wszystkie dania były w granicach 12-18 EUR, 0,5l vinho verde – 8 EUR, 0,5l Douro tinto – 8 EUR

Adega São Nicolau

Rua São Nicolau 1

Za polecenie dziękuję adventurousola – było pysznie!

Krok w bok – i można napotkać małe knajpki, z zupełnie innym klimatem, cenami oraz totalnie odmiennym rytmem życia, nawet przy wszystkich zajętych stolikach.

Taberna Santo Antonio

Chwila po południu. Kroczyliśmy uliczkami, zaglądając do wszystkich podwórek. Było tak pięknie, że się nie spieszyliśmy, specjalnie nie zerkając na zegarek. Czas leciał tak szybko, że wiedziałam, że i tak nie zobaczymy wszystkiego. Smakowałam każdą płytkę na elewacji, którą udekorowano budynek, mijanych ludzi, każdy piękny talerz, napotkany po drodze w sklepie (jeden wrócił z nami), kawiarenkę z buzującymi emocjami nad stolikami.

Santo Antonio – mała tawerna w jednej z bocznych uliczek, z widokiem na piękny witraż kościoła, mieniący się wszystkimi kolorami w słońcu. Wino przy stoliku na zewnątrz, z perspektywą wyjazdu do zimnej, styczniowej Warszawy, smakowało wyśmienicie, prawdziwe lato w środku zimy.

Taberna Santo Antonio, Porto

Przychodzą tu wszyscy – garniaki z biurowców obok, biznesmeni mający spotkanie, turyści, mieszkańcy okolic. Dla mnie to było miejsce, w którym nieważne, kim jesteś, ważne – czy chcesz dobrze zjeść.

Menu lunchowe jest w cenie 5-6 EUR. Nie jest to wyszukane menu, ani artystyczne podanie przygotowanych dań. Ale alheira (kiełbasa czonskowa z mięsa drobiowego i chleba) była tak dobra, że zamówiliśmy ją dwa razy (drugi raz bez dodatków).

Taberna Santo Antonio - Alheira

Moja ryba była również bardzo smaczna, mimo podstawowego składu.

Taberna Santo Antonio, Porto

Na ścianach wisiały fantastyczne okazy gitarowe, za które, jak się okazało, goście z Japonii byli gotowi dać nawet 3 000 EUR, a nasz kelner, tak samo jak i właściciel byli bardzo zorientowani w muzyce rockowej oraz fotografii, dzięki czemu, pochłonięci rozmową, jedliśmy dania prawie zimne.

Polecam też domowe wypieki taberny. Sernik był bardzo uczciwy, a razem z kawą smakował fantastycznie.

Taberna Santo Antonio, Porto

Taberna Santo Antonio

R. das Virtudes 32, Porto

Olu, Marku – dziękujemy za polecenie, super knajpa!!!

Baju

Rodzinna restauracja (niedaleko Casa Guedes), w której po raz pierwszy zagłębiliśmy się w kuchnię Porto. Było bardzo późno (restauracja jest otwarta do 2 w nocy codziennie – rzadkość w Porto). Pan Paulo zdawał się mieć dodatkowy napęd z dobrym humorem, pozwalającym mu, mimo wieku (70 lat!), uśmiechać się do nas i poświęcić czas na wytłumaczenie menu, spacer po restauracji, by omówić ze mną desery oraz pomoc wszelaką.

Bacalhau à Lagareiro – suszony dorsz pieczony w oliwie, z obowiązkowymi ziemniaczkami.

Bacalhau à Lagareiro - Baju, Porto
Może bacalhau pod tą górką cebuli nie widać, ale leży tam całkiem spora porcja ryby

Uwielbiam ten smak dorsza, uwielbiam portugalskie dania w stylu à Lagareiro – w domu zaczęłam od ośmiornicy i dorsza świeżego. Smak dobrej oliwy z ziołami i z czosnkiem sprawdza się w wielu daniach i na tych dwóch pozycjach nie poprzestaniemy!

Sama restauracja do naszych ulubionych nie trafiła. Jednak jej ogromnym plusem są godziny otwarcia oraz serdeczność pracujących tu ludzi.

Baju

Praça dos Poveiros 60, Porto

 

Vila Nova de Gaia

Miasto po drugiej stronie Douro, gdzie do każdej knajpy na jej nabrzeżu trzeba doliczyć ekstra grosz, za prestiż i okazałość.

Mercado Municipal Da Beira Rio

Tradycyjny już dla nas punkt na liście miejsc do odwiedzenia – targi i hale gastronomiczne, w których można popróbować lokalnej kuchni w wydaniu bardziej ekstrawaganckim, od różnych firm. Dość wysokie ceny, dość małe porcje – jak to na targach. W tej kwestii nie zmienia się nic, niezależnie od miejsca pobytu.

Dlatego, w ramach mojej małej osobistej tradycji wyjazdowej – jeden wyjazd=jedna ostryga – skorzystałam z okazji tylko w jednym lokalu.

Ostrygi w Mercado Municipal Da Beira Rio, Porto

PYSZNE!

Oprócz tego, znajdziecie tu tradycyjne dania kuchni portugalskiej, grille, burgery, słodkości, wina, degustacje porto i różnorodne przekąski.

Mercado Municipal Da Beira Rio

Av. de Ramos Pinto 148, Porto

Restaurante Tony Helena

Ale! Wystarczy podejść odrobinę w górę, odbić w kolejną uliczkę, w której robi się coraz mniej ludzi, nie tylko turystów, i można trafić na zupełnie inne historie.

Lokalne knajpy z przygotowanym menu z 3-4 daniami za 5-6 EUR, wliczając napoje. Nikt nie mówi po angielsku, ale wszyscy są tak bardzo serdecznie, że tłumacz nie jest potrzebny. Multum ludzi, którzy wpadli na lunch – pary, grupki panów, głośno omawiających nad winem wiadomości sportowe, transmitowane w telewizorze nad ich głowami. Supersympatyczna pani Kelnerka, która od razu przyznała się, że jej angielski jest bardzo ograniczony. Był. Sprowadzał się do skomentowania dania w sposób “very good””. Wiedzieliśmy wtedy, że tego dnia dokonaliśmy, w jej opinii, doskonałego wyboru.

Nie było to nadal to Cozido à Portuguesa, o którym marzył Michał, ale dostarczyło dużo endorfin.

Cozido à portuguesa - Restaurante Tony Helena

Mój bacalhau, flagowe danie Portugalii, faktycznie był bardzo dobry i smakował “jak u mamy”. Myślę, że moja też właśnie tak go przyrządziłaby.

Restaurante Tony Helena - lunch

Jedyny powód, dla którego wyszliśmy szybciej, niż nam się chciało –  tzw. Golden Hour nad Douro. W tak słoneczny dzień po prostu nie chcieliśmy zmarnować takiej okazji.

Douro, Porto

Restaurante Tony Helena

Largo 5 Outubro, 10 (frente Estação Devesas)

Matosinhos

Obiecałam sobie, że następnym razem będziemy tu przyjeżdżać na obiad albo lunch codziennie. Jedzie się tu z centrum miasta co najmniej 50 minut, co jest, oczywiście, dość męczące, ale jeśli ryby i owoce morza są dla was ulubionym przysmakiem na obiad – nie będziecie potem żałować ani minuty, spędzonej w metrze, nawet jak jeśli z powrotem będziecie zasypiać.

W samej dzielnicy może nie ma nic specjalnego, poza faktem położenia tuż obok portu. Na uwagę jednak zasługuje ulica R. Heróis de França (stacja metra Matosinhos Sul).

Czytałam o tym miejscu wiele razy, a widok ulicy udowodnił mi, że lepiej raz zobaczyć i spróbować, niż sto razy przeczytać. Cała ulica jest zbiorem restauracji, specjalizujących się głównie w rybach i owocach morza. Przed każdą restauracją stoi charakterystyczny boks dla gości, którzy nie chcą wchodzić do środka (albo kiedy nie ma miejsc w środku), obok żarzą się grille, na których przygotowywane są okazy, wybrane przez gości. My, przez bitą godzinę, nie byliśmy w stanie się zdecydować, gdzie wreszcie chcemy wejść.

São Valentim

Padło na São Valentim. Równie dobrze mogłaby to być jakakolwiek inna restauracja.

Super miła obsługa, góra przygotowanych na grill ryb i owoców morza oraz cudowne przyrządzone jedzenie. Tak, zalane oliwą i podane z ziemniaczkami z czosnkiem i oliwą. Cudownie proste, cudownie smaczne.

São Valentim, Matosinhos, Porto

Moja mątwa była doskonała.

São Valentim, Matosinhos, Porto

A na widok tych wszystkich ryb oczy prosiły o więcej.

São Valentim, Matosinhos, Porto

São Valentim

R. Heróis de França, 335, Matosinhos, Porto

Byliśmy tu późnym wieczorem. Myśle, że w porze lunchu, w świetle dziennym, wrażenia są jeszcze mocniejsze!

Wina z doliny Douro

Dla osób 18+ obowiązkowym punktem w Porto jest degustacja porto, wzmacnianego wina z doliny Douro, słynnego na cały świat. Vila Nova de Gaia oferuje multum możliwości – od sal degustacyjnych, należących do potężnych koncernów po firmy rodzinne oraz bary, w których można spróbować porto kilku firm.

My byliśmy na degustacjach  w Porto PoçasNieeport (galeria 3+ Arte), Taylor’s i Grahams.

degustacja porto

Każda była inna i uzupełniła naszą wiedzę o tym winie.

Degustacja porto

Jednak Porto to nie tylko wina wzmacniane, to też fantastyczne wina (powinnam napisać zwykłe albo zwyczajne – ale sumienie mi nie pozwala użyć takiego zwrotu w stosunku do naprawdę dobrych win) czerwone i białe.

Będąc w Porto, szukajcie etykiet z dopiskiem Douro. W tym regionie rośnie większość szczepów lokalnych, które wykorzystywane są również do produkcji porto. Np. wśród czerwonych –  Bastardo, Mourisco tinto, Tinta Amarela, Tinta Barroca, Tinta Cão, Tinta Roriz , Touriga Francesa i Touriga Nacional. W białych to są Gouveio, Malvasia Fina, Moscatel, Rabigato and Viosinho – zazwyczaj trafialiśmy na wina świeże, aromatyczne, które w słońcu smakowały znakomicie.

Białe wina z doliny Douro

***

Zabrakło nam czasu na flaczki, które też są wizytówką Porto, ale tego dania nie wykreśliłam z listy i obiecałam spróbować kolejnym razem. Skoro nawet Tabucchi poświecał im czas w swoich książkach, z pewnością są warte uwagi!

Moje Porto – to ryby, owoce morza, francesinha i kanapki z Casa Guedes, w połączeniu ze znakomitymi winami. Jak smakuje Wasza podróż?

NASZE POSTY Z PORTUGALII

NASZE POSTY Z PORTO

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Gdzie dobrze zjeść

18 komentarzy

  1. Marta

    19 czerwca 2018 at 2:31 pm

    Heh… Dobrze, że wybieramy się do Porto na cały tydzień, bo nie wiem jakim cudem w ciągu weekendu dalibyśmy radę wszystkiego spróbować. Jak patrzę na te wszystkie przysmaki to i tak powątpiewam, czy starczy nam miejsca w żołądkach ;)

    Reply

    • Tati

      20 czerwca 2018 at 8:13 am

      Dacie radę! ;) Spacery sprzyjają spalaniu kalorii :))) a może znajdziecie swoje ciekawe smaki!

      Reply

  2. tohvri

    27 lutego 2018 at 3:56 pm

    W Porto trafiliśmy do zupełnie innych miejsc a też przepysznych i wartych polecenia :) Ot widać, taki urok tego miasta.

    Reply

    • Tati

      27 lutego 2018 at 4:01 pm

      A zdradzicie adresy? :) Przecież Porto – to multum restauracji i nawet nie podjęłabym się wytypowania najlepszych/gdzie warto/etc. Warto eksperymentować (i zaglądać w małe uliczki)

      Reply

  3. Anonim

    24 lutego 2018 at 10:58 am

    Lisbona i algavre apetyt dopisywal :)) dobre maja jedzonko.

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      24 lutego 2018 at 11:12 am

      tak, Lizbona jest bardzo smaczna. W Algarve niestety jeszcze nie byliśmy

      Reply

  4. Anonim

    24 lutego 2018 at 10:57 am

    W porto w tym brudzie i smrodzie nic bym nie zjadla ;p

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      24 lutego 2018 at 10:59 am

      a była Pani w Porto?

      Reply

    • Anonim

      24 lutego 2018 at 11:02 am

      a skad bym wiedziala ;) chyba idzie wydedukowac. W sumie jakby sie ograniczyc do dwoch ulic i mostow nie eksplorujac zbytnio tylko powierzchownie… ale zaniedbanie razi nawet w samiutkim centrum;p

      Reply

    • Poszli-Pojechali

      24 lutego 2018 at 11:11 am

      zabraliśmy inne wspomnienia z tego miasta :) miasto jest w budowie, cała panorama – w dźwigach, więc z pewnością podejmują kroki, by zaradzić skutkom kryzysu. A brudu i smrodu nie doświadczyliśmy

      Reply

  5. Anonim

    24 lutego 2018 at 8:55 am

    TAKA ZAZDROSC :) <3

    Reply

    • Poszli-Pojechali

      24 lutego 2018 at 10:54 am

      no nie zazdrość, tylko pojechać i próbować! :)

      Reply

    • Anonim

      24 lutego 2018 at 11:44 am

      NIe mam dobrych polaczen stad niestety

      Reply

  6. Wioleta

    24 lutego 2018 at 8:07 am

    Byłam Porto tylko 1 dzień i przyznam szczerze ze to była miła odskocznia od Lizbony . Moim celem było napić się porto w Porto – ale po waszym wpisie widzę ile dobrego mnie ominęło !! :)

    Reply

    • Tati

      24 lutego 2018 at 12:37 pm

      Nas też wiele ominęło przez bardzo ograniczony czas. Ale planujemy wrócić – przecież w okolicach Porto jest multum mniejszych miasteczek, które są przeurocze, dolina Douro, która po prostu powala widokami (i winiarniami na każdym kroku). No i samo Porto – port, latarnia, dalsze dzielnicy, w których już nie ma tak dużo turystów i pojawiają się knajpki, w których gotują zupełnie inaczej!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Wilno – miasto tysiąca drobiazgów

Wilno było na liście do zobaczenia od wielu lat, choć nigdy specjalnie wysoko. Czytałam w …