Strona główna Tematycznie Na wyrywki Toskania na wyrywki: Diabelski most przy Borgo a Mozzano

Toskania na wyrywki: Diabelski most przy Borgo a Mozzano

14 min. czytania
19
0

Diabelski most (Ponte del Diavolo) wyskoczył znienacka w poszukiwaniu ciekawych miejsc w Toskanii i utkwił w pamięci. Nie powiem, bałam się nieco konfrontacji z tym miejscem. W sieci mnożą się piękne wyfotoszopowane zdjęcia miejsc na wszystkich kontynentach, podrasowane do nieziemskiej perfekcji, które trudno potem pogodzić z rzeczywistością. Niejedno zestawienie pojawiło się na ten temat. Niby potrafię zaakceptować, że sprzedajemy czasem bajkę sobie i innym, koloryzując świat na taki, jakim chcielibyśmy go widzieć i zapamiętać w swojej głowie, ale pogodzić rozczarowania ze sztucznym zachwytem z okazji pobytu w tym miejscu jednak nie mogę.

Tego dnia w Lucce, do której się wybraliśmy, lało. Chociaż to nie jest słowo właściwie, by określić ścianę deszczu, którą wycieraczki wynajętego samochodu ledwie nadążały zbierać. Serduszko mi biło nieco mocniej na zakrętach w strugach deszczu, działało też pobudzająco, zastępując kawę. Znalezione miejsce na bezpłatnym parkingu sytuacji nie ratowało – parasolki zostały bezpieczne w Warszawie, a przejście ulicami Lukki w takiej ulewie raczej mijało się z celem. Diabelski most na mapie Here jakimś cudem był w odległości tylko 22 km samochodem – no to w drogę. Nieco z żalem opuściliśmy z takim trudem znalezione miejsce parkingowe, ale oferta miastowa mocno przegrywa z oglądaniem pięknej, naburmuszonej Toskanii, nawet z zalanego deszczem okna samochodu.

Im wyżej w góry, tym mniej deszczu, tym więcej pisku zza szyby. Starałam się nie kręcić głową na wszystkie strony, skupiając się na drodze, ale czasem było to po prostu niewykonalne. Kierownica też chciała zobaczyć, czym tak się zachwycam, a ja w tym momencie cieszyłam się, że drogi tu są mało uczęszczane.

Borgo a Mozzano

Diabelski most – Ponte della Maddalena

Diabelski most - Ponte della Maddalena

Tuż obok mostu znajdują się dwa bezpłatne parkingi, na których co chwila ktoś się zatrzymywał na zdjęcia, zadumę i obowiązkowe selfie.

Ponde della Maddalena (Ponte del Diavolo), Toskania

Całe miejsce – most, miasteczko obok – Borgo a Mozzano, parę przytulonych do drogi knajpek tworzą chwilę perfekcyjną.

Diabelski most - Ponte della Maddalena, Borgo a Mozzano, Toskania

Diabelski most - Ponte della Maddalena, Borgo a Mozzano, Toskania

Diabelski most - Ponte della Maddalena, Borgo a Mozzano, ToskaniaSam most jest owiany legendą, według której mistrz murarski nie był w stanie ukończyć budowy mostu w wyznaczonym terminie i zwrócił się o pomoc do diabła. Diabeł, oczywiście, przyszedł z pomocą, prosząc w zamian za dotrzymanie terminu o duszę pierwszego przechodnia, który przekroczy most. Po namowie z księdzem, w pierwszej kolejności puścili świnię, a rozwścieczony Diabeł kopnął most, powodując to asymetryczne wygięcie, znikając co prawda z tego miejsca na zawsze. Stąd też bierze się nazwa Ponte del Diavolo, Diabelski most, jeden z całej kolekcji rozsianych po Włoszech.

Diabelski most - Ponte della Maddalena, Borgo a Mozzano, Toskania
Niech ktoś zwróci uwagę – koszulka odpowiednia do chwili ;)

Tak naprawdę most został zbudowany prawdopodobnie w XI-XII wieku i łączył dwa brzegi rzeki Serchio, tworząc element ważnej dla pielgrzymów trasy Via Francigena. Mówi się, że pieniądze na jego budowę dała sama Matylda Toskańska, która zarządzała regionem twardą ręką. Swoją drugą nazwę – św. Marii Magdaleny bierze od figurki owej świętej, stojącej na jednym z brzegów rzeki.

Na moście można stać długo. Cisza i spokój rozlewające się nad rzeką ogarniają, podejrzewam każdego, kto na ten most się wspina.

Borgo a Mozzano, Toskania

Pociągnijcie chwilę i wybierzcie się na spacer do pobliskiego miasteczka. Dodatkowe pół godziny-godzina was nie zbawią, a zatopienie się, nawet na chwilę, w powolne życie Borgo a Mozzano dobrze robi na głowę i uspokaja myśli.

Borgo a Mozzano, Toskania

Borgo a Mozzano, Toskania

Borgo a Mozzano

Ku naszemu szczęściu (nieszczęściu?) przyjechaliśmy tu 2 czerwca, w Święto Republiki Włoskiej.

Ulice były wyludnione i można było zaglądać w podwórka małych, akuratnych domków bez obaw napotkania czyjegoś badawczego spojrzenia.

Borgo a Mozzano, Toskania

Borgo a Mozzano, Toskania

Po deszczu zieleń miała tak intensywny kolor, że nie można było od drzew i kwiatów oderwać oczu.

Borgo a Mozzano, Toskania

Borgo a Mozzano, Toskania

Na pobliskim targu Pan, wierzący w handel nawet w dni wolne od pracy, sprzedawał warzywa i owoce mieszkańcom, którzy nigdzie w ten dzień nie pojechali. Ich zdziwienie na nasz widok było tak samo intensywne, jak gdyby zobaczyli smoka na niebie.

Borgo a Mozzano, Toskania

Chwilę dłużej można zatrzymać się na kolejnym moście, skąd otwiera się doskonały widok na tamę i Diabelski most.

Borgo a Mozzano, Toskania

Macie jeszcze pół godziny? Zajrzyjcie do sklepiku gospodarstwa agroturystycznego Azienda Agricola Giocondo, w którym po raz pierwszy żałowaliśmy, że nie mamy opłaconego bagażu rejestrowanego. Pogłaskałam wszystkie paczki makaronów, słoiki z dżemem i przylepiłam się do witryny z wędlinami i serami. Wyszłam stamtąd w rozpaczy z paczkami tagliatelle oraz kawałkiem doskonałego Pecorino, zastanawiając się, co wyrzucić w pierwszej kolejności, by upchnąć bezpiecznie paczki w bagaż podręczny.

Obok sklepiku mieści się nie mniej barwna knajpa – Osteria del Diavolo – na szybką filiżankę espresso, na lampkę wina, piwo albo kanapkę, zupę, cokolwiek wam się spodoba z menu. Bywalcy byli przez chwilę naszym pojawieniem ożywieni, ale po tym, jak odłożyliśmy aparaty, plecaki i zagłębiliśmy się w menu, w którym rozumieliśmy co piąte słowo, wrócili do swoich zajęć: starszy pan czytał grubą gazetę do espresso, para znajomych powoli popijała sobie wino i gaworzyła z właścicielem, od czasu do czasu rzucając żarcik na całą salę, starsza pani przy lampce wina po prostu patrzyła przez okno na rzekę i przejeżdżające samochody.

Jeśli w sklepiku agroturystyki nie zrobiliście zakupów, z pewnością zrobicie je tutaj – makaronów, wędlin i wina tu również nie brakuje.

Osteria del Diavolo, Borgo a Mozzano, Toskania

To tu jadłam po raz pierwszy ribollitę – i nadal mam w głowie ten smak warzyw połączonych z oliwą.

Ribollita

Tu też odkryliśmy doskonałe włoskie piwo – La Petrognola. Pyszne! Przyćmiło nawet nieco wina, a to jest w Toskanii naprawdę wyczyn. Gdybyście kiedykolwiek zobaczyli buteleczki z taką etykietą – bierzcie w ciemno na próbę wszystkie rodzaje, bo my nie byliśmy w stanie zdecydować, które nam najbardziej smakuje.

La Petrognola

La Petrognola

Ostatnie spojrzenie na most oraz góry – z obietnicą, by tu wrócić i pojechać nieco dalej, by zobaczyć, jakie niespodzianki jeszcze w sobie góry kryją. Kiedyś.

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Na wyrywki

Skomentuj

19 komentarzy

  1. amused0bserver

    27 lipca 2016 at 4:18 pm

    Czym w zasadzie jest ribollita? Warzywa czy coś jeszcze, bo zdjęcie niewiele wyjasnia.

    Popatrzyłam na tego linka rzeczywistość vs zdjęcia i myślę sobie, że spora części wspomnienie wyglądałaby inaczej gdyby się wcześniej zerwać z łóżka, albo nie szukać celowo miejsc, które źle wyglądają.

    Odpowiedz

    • Tati

      30 lipca 2016 at 4:52 pm

      Ribollita to zupa z fasoli, warzyw i chleba na oliwie. Tak jak bigos, najlepsza odgrzewana albo jak trochę postoi i przejdzie smakami :)

      Odpowiedz

  2. Natalia | Zapiski ze świata

    22 lipca 2016 at 12:27 pm

    Podczas mojego ostatniego wyjazdu staliśmy w trójkę i fotografowaliśmy tę samą przepływającą łódę. Koleżanka, która stała z boku, powiedziała: to jest super, że fotografujecie dokładnie to samo, a potem jak oglądam Wasze zdjęcia, to każde jest inne. I chyba własnie o to chodzi w fotografowaniu tych “obfotografowanych z każdej strony” miejsc, że nasze ujęcie i tak będzie inne. Ale obawa, że miejsce nie będzie “pocztówkowe” też mi często towarzyszy i różnie to bywa.

    Piękne zdjęcia, super, że taką mieliście pogodę, bo jest mega tajemniczo :)

    Odpowiedz

  3. pannafru

    21 lipca 2016 at 8:47 pm

    Toskania jest pełna uroku nawet w deszczu. Sama nie wiem zresztą czy aby deszczowy i mglisty krajobraz nie dodaje jej szlachetności. Tym bardziej, że dzięki kiepskiej aurze to 1001 ujęcie jest totalnie inne od pozostałego tysiąca :)

    Odpowiedz

  4. balkanyrudej

    21 lipca 2016 at 6:19 pm

    Też miewam obawy przed odwiedzaniem miejsc, które tak dobrze znam ze zdjęć czy filmów. Boję się, że konfrontacja zburzy mój światopogląd i że wcale się nie zachwycę. I parę razy tak właśnie było. Jednak najczęściej wpadam w zachwyt i cieszę się, że mogłam zobaczyć na żywo miejsce z marzeń i snów ;) Widzę, że pogoda Was nie rozpieszczała, ale i tak Wasze zdjęcia mają to coś. Chyba jest w nich włoskie dolce vita :)

    Odpowiedz

  5. Zależna w podróży

    21 lipca 2016 at 4:50 pm

    Petrognola zapamiętana! A co do mostu. Kurcze, ten oczywiście wybija się wielkością, ale to jest niesamowite, jak moda na mosty o tym kształcie rozciągnęła się po całej Toskanii. Ostatnio w czasie trekkingu napotkaliśmy w ciągu 4 dni na 3 takie mosty. Wszystkie w środku lasu.

    Odpowiedz

  6. MS

    20 lipca 2016 at 11:24 am

    Ja w Toskanii bede juz za 5 tygodni i doczekac sie nie moge. Mam zamiar dotrzec do malo uczęszczanych miejsc :). Pozdrawiam

    Odpowiedz

    • Tati

      20 lipca 2016 at 3:39 pm

      Już zazdroszczę! Toskania jest przepiękna! Nawet w zatłoczonych turystami miastach, po prostu jest piękna :) Udanego wyjazdu!

      Odpowiedz

  7. Life Good Morning

    19 lipca 2016 at 8:18 pm

    Ja mam wrażenie, że czasy w których żyjemy są aż zanadto magiczne;)

    Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      19 lipca 2016 at 8:32 pm

      Life Good Morning ciekawe z pewnością, rzekliby Chińczycy :) ja mam wrażenie, że przez telefony i ogólnodostępność magia się zatraca.

      Odpowiedz

  8. Kat Szymańska

    19 lipca 2016 at 4:26 pm

    Polecam czytanie pod Deftones white pony.zgrywa się idealnie

    Odpowiedz

  9. Kamila Anna Napora

    19 lipca 2016 at 9:05 am

    o, byłam tam! :)

    Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      19 lipca 2016 at 8:33 pm

      ile jeszcze zostało miejsc, w których nie byłaś ;) w Europie?

      Odpowiedz

    • Kamila Anna Napora

      19 lipca 2016 at 8:33 pm

      nie liczyłam :D ale w tym akurat byłam przypadkiem, ponad 10 lat temu, i to takie miłe zaskoczenie było :)

      Odpowiedz

  10. czoper

    19 lipca 2016 at 10:04 am

    Ostatnio odkryłem, że nawet jeżeli jakieś miejsce jest już obfotografowane przez miliard osób, to (jeżeli mi się podoba) i tak zrobię to miliard pierwsze ujęcie. Dlaczego? Żeby mieć je “swoje”, żeby zobaczyć jak później wyjdzie po obróbce. Ale przede wszystkim dlatego, że gdy patrzysz na dwa zdjęcia dokładnie z tego samego miejsca i są takim samym kadrem, to i tak wzrok kieruje Ci się do zdjęcia swojego, bo przypominasz sobie wszystkie okoliczności jego zrobienia.
    Ten długi wstęp potraktuję jako tło do przewrotnego pytania – pojechaliście w miejsce, z którego były robione te wszystkie fotoszopowane kadry tego mostu?
    I dodam jeszcze, że dziękuję za ten wpis, bo rzeczywiście wszyscy pokazują most z jego fantastycznym odbiciem w wodzie, ale nikt nie pokazał jak on wygląda z bliska i jak wygląda okolica widziana właśnie z Mostu Diabła.
    Tyle :)

    Odpowiedz

    • Tati

      19 lipca 2016 at 1:32 pm

      :) miód na moje serce. Sytuacja wyglądała mniej więcej następująco: Michał podesłał wymuskane zdjęcie mostu i napisał, że chce zobaczyć to na żywo. Ja odpisałam ok :) Mnie nie przeszkadza, że istnieje milion ujęć jakiegoś miejsca. Na tej samej zasadzie można byłoby powiedzieć – po co jeździć, skoro ktoś już tam był i to opisał, można sobie zobaczyć w necie i przeczytać. I tak każdy znajduje w każdym takim turystycznym miejscu coś swojego. Mnie tam podobało tak bardzo, że byłam gotowa zrezygnować z rozreklamowaną Lukki by pojechać kawałek dalej w góry, by zobaczyć jeszcze jakieś przylepione do rzeki pomiędzy górami miejsca. Nadal żałuję, że tego nie zrobiliśmy.

      Odpowiedz

  11. Katarzyna Chojecka

    19 lipca 2016 at 9:02 am

    Ja w San Galgano miałam wrażenie, że tylko Geralta brak…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Loading Facebook Comments ...

Zobacz także

Liguria na weekend: Genua na talerzach i w kieliszkach

Genua – królestwo pesto z bazylią, focaccii i owoców morza. Jest jednym z&…