Strona główna Pojedli-Popili Gdzie dobrze zjeść Toskania od kuchni. Podejście drugie – Florencja

Toskania od kuchni. Podejście drugie – Florencja

37 min. czytania
25
0

We Florencji spędziliśmy kilka cudownych dni, chłonąc miasto poprzez sztukę, kulturę, ulicę oraz smakując dania kuchni Toskanii i popijając pyszne chianti.

Jako stolica Toskanii, Florencja oferuje gigantyczny wybór barów, trattorii, osterii, pizzerii i restauracji, gdzie można zjeść taniej, drożej, znajdując stolik bez rezerwacji (a czasem niestety idąc dalej w poszukiwaniach wolnego miejsca). W końcu te tłumy turystów, odwiedzające to majestatyczne miasto co roku, zobowiązują.

Mam wrażenie, że nawet autorka mojego ulubionego bloga o Florencji – Girl In Florence, w ciągu dziesięciu lat jej pobytu we Florencji, nadal nie odwiedziła wszystkich miejsc wartych uwagi. Świetne lokale z rozsądnymi cenami można znaleźć zarówno w centrum miasta, jak i na obrzeżach. Co ciekawe, tu nie zawsze obowiązuje reguła – im dalej od centrum, tym taniej. Może być jednak bardziej kameralnie, a na pewno mniej turystycznie.

Poniżej – lista miejsc, w których nas nakarmili dobrze i niezbyt drogo. Z przyjemnością uzupełnię ją o lokale przy okazji kolejnych wizyt we Florencji lub za pomocą Waszych rekomendacji.

Śniadania we Florencji

Zbytnio nie lubimy się ze śniadaniami po włosku. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy we Florencji, Rzymie, Wenecji czy innym mieście. Kupnej nutelli i dżemów nie jadamy od kilku lat, a opcja kawy z ciastkiem jest dobra na deser. Super wygląda na zdjęciach i zawsze sobie obiecuję zrobić drugie podejście. Wystarczy, że podejdę do lady – i mimowolnie zaczynam szukać kanapek albo przynajmniej ciasta na słono.

Mimo gorących obietnic sobie, że na wyjazdach zawsze jemy na mieście, coraz częściej robimy zakupy i robimy ulubione śniadania we własnych zakresie.

Zakupy w supermarketach Florencji

Coop, Conad City, Billa, Il Centro – wybór jest spory, od gigantycznych supermarketów dosłownie ze wszystkim po mini-markety z podstawowym asortymentem.

Obok nas był bardzo dobrze zaopatrzony Coop – produkty typowo włoskie, regionalne toskańskie, sery, wędliny, wina, pasty, warzywa, owoce. Serce mi krwawiło na myśl, że jesteśmy mu tak krótko i nie będę miała możliwości najeść się do syta tych wszystkich pięknych karczochów, fenkułów, użyć tych wszystkich ziół, nie mówiąc o serach i szynkach, piętrzących się tam zuchwale na długich półkach. Nie miałam też takiego oporu, jak w Polsce, przy kupowaniu ryb i owoców morza. Nie muszę pewnie dodawać, że cenowo nawet wystawne śniadania domowe wychodzą korzystniej, niż kanapka w lokalu.

Sklepy osiedlowe

Mimo drożyzny (nie ma co czarować, ceny będą wyższe niż w supermarketach), oszczędzają mnóstwo czasu. Czasem mają świetną atmosferę, głównie dzięki osobom obsługującym. Poza centrum miasta są to zazwyczaj centra lokalnej komunikacji i zakupów nagłej potrzeby. Mieszkańcy wchodzą tu porozmawiać, podyskutować na temat najnowszych wieści, przynoszą nowe plotki sąsiedzkie lub robią małe zakupy “na raz”. Ja lubię obserwować – panuje tu prawie taka sama atmosfera, jak na porannej kawie. Zdarza się też, że atmosfery po prostu nie ma, jest zwyczajnie drogo i szybko.

Na targach

Na targach zawsze czuję się jak w sklepie z zabawkami – i nie ma znaczenia, jakie tu są ceny. My we Florencji aż tyle szczęścia nie mieliśmy, mieszkając kilka kilometrów od centrum, ale Mercato Centrale odwiedziliśmy kilka razy, kupując coś pysznego do domu, w tym chleb. Nadal pamiętam jego bardzo chrupiącą skórkę – nawet miałam przez chwilę obawy, że taki sam będzie w środku. A w środku był wyjątkowo miękki, niesamowicie pachnący, sprężysty i baaaardzo smaczny.

Feeria kolorów, zapachów obezwładnia i pochłania w całości. Dojrzałe owoce i warzywa, trufle, grzyby, dorodne szynki, steki po florencku, przygotowane do smażenia w domu, kiełbasy, sery, przyprawy, wina, piwa. Panowie, łapiący kontakt wzrokowy i w odpowiedzi na cień zainteresowania zdecydowanym ruchem krojący kawałki na próbę. Nie jestem w stanie im odmówić, biorąc ostrożnie bombę smaku na ostrzu noża. Oni wiedzą, że jestem gotowa kupić wszystko. I ja, niestety, też.

Na szczęście, moja podświadomość pamięta o bagażu podręcznym i że ser może nie wytrzymać całodziennego spaceru. Tym bardziej salsiccia (a jednak wytrzymała ). Wtykam nos w przyprawy, wciągając do płuc mieszankę wszystkich zapachów kuchni włoskiej. Zatrzymuję na języku sery, by zapamiętać smak. Niezauważalnie zwalniam krok, by zrobić zdjęcia do szufladki w sercu, by wieczorami, stojąc w kuchni móc ją otworzyć i dodać odrobinę włoskich wspomnień do bulgoczących w naszym domu dań.

Mercato Centrale 

Piazza del Mercato Centrale (Via dell’Ariento), Florencja

A po śniadaniu domowym (we wszystkich apartamentach Airbnb we Włoszech są mokki – do kawy na początek dnia!) – obowiązkowa kawa na mieście!

Espresso - we Florencji

Gdziekolwiek, gdzie espresso kosztuje nie więcej, niż 1 EUR, a obok lady ludzie gadający z baristą lub czytający gazety.

Na mały głód

Będąc we Włoszech, zawsze jestem głodna. Nawet tuż po śniadaniu, lunchu albo kolacji. Dobra, po kolacji trochę mniej. Ilość bodźców, docierających do mnie zza okien knajp, z talerzy, spod parasolek kawiarni jest tak wielka, że tracę opanowanie. Wciąga mnie każde przytulne wnętrze, rozmarzone twarze gości przy stolikach, dymiące potrawy z kolorowym przybraniem, intensywny zapach kawy.

Uwielbiam nieruchomieć przy witrynach kawiarni, oglądając uważnie każde ciastko, zgadując z czym jest, czytając powoli nazwy, łapać uśmiechy czekającej na zamówienie obsługi. Podejrzewam, w takich momentach w moich oczach otwiera się otchłań, gotowa przyjąć wszystko, co leży w witrynie, by wiedzieć, jak to smakuje.

Do baru San Pancrazio weszliśmy tylko na kawę, a do stolika wróciliśmy z crostini – z marynowanymi i pieczonymi sardynkami oraz z salsiccią (zgadnijcie, kto zamówił!), wszystko po 1 EUR.

Za stolik wewnątrz nie było dodatkowej dopłaty do kawy, a za zamówienie kawy z dodatkiem “proszę” po włosku dostawało się uśmiech i kawę w obniżonej cenie .

Zamówiłabym tu trzy kolejne kanapeczki do spróbowania, ale moja wyjazdowa natura Alfa z siedmioma żołądkami nie spotkała się z uznaniem pozostałych.

Bar San Pancrazio Di Bati Armando

Via della Spada, 37, Florencja

Na lunch we Florencji

Po tylu wyjazdach do Włoch nauczyliśmy się pilnować godzin otwarcia lokali, jak źrenicy oka. Oznacza to, że przed godziną 12 stajemy się bardzo czujni i nie pozwalamy sobie zatracić się w muzeach, sztuce, uliczkach, sklepach (podkreśl właściwe lub wpisz do rubryki “inne” własną odpowiedź). Wielkie oczy z napływającymi z głodu łzami ani gorące prośby w okaleczonym Włoskim nie pomagają. Większość lokali jest otwarta od 12 do 15 (albo nawet od 12 do 14), potem z kamienną twarzą zamykają drzwi aż do wieczoru.

Pasty w La Capannina Bistrot

Za pierwszym razem trafiliśmy do La Capannina Bistrot. Znajduje się w samym centrum Florencji i, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się wiele, widząc menu w kilku językach i turystów z całego świata. A niepotrzebnie! Malutka spaghetteria (ale w karcie, oprócz makaronów są również inne dania do wyboru), tak do dziesięciu stolików. Kuchnia tuż za ladą, z każdego stolika widać, jak Pan sprawnie dodaje kolejne porcje zamówionych past, podrzuca w powietrzu, a skwierczące na maśle składniki roztaczają tak nieznośny dla pustego żołądka aromat. Drugi Pan z tą samą sprawnością dolewa w karafki wino z wielkiej butli i roznosi po stolikach. Rozmowa sprowadza się właściwie do jednego – kiedy będzie nasza kolej i dlaczego nie teraz.

Pasty są bardzo proste, w cenie 5-6 EUR danie (pasty z karty są w cenie 8-14 EUR), ale treściwe i sycące. Mimo, że salsiccię najbardziej uwielbiamy w sosie pomidorowym, w sosie śmietanowym lub z cykorią też była wspaniała.

La Capannina Bistrot

Via Sant’Antonino, 49/R (Via dell’Ariento), Florencja

Kanapki w Da Nerbone

W Mercato Centrale jest sporo knajp i na parterze i na pierwszym piętrze, serwujących może nie najładniejsze dania w waszym życiu, a z pewnością bardzo smaczne i stosunkowo niedrogie. Jeśli plastikowe talerze, jedzenie zawinięte w serwetki lub torebki foliowe nie uwiera waszego poczucia estetyki, musicie tam chociaż raz zjeść! A Da Nerbone, kultowa knajpka, serwująca dzień w dzień, oprócz tradycyjnych dań lunchowych, boskie kanapki – z mięsem, flakami i dodatkami, są punktem obowiązkowym!

Da Nerbone - Mercato Centrale, Florencja

Da Nerbone pojawiło się wraz z targiem (jak koszulka twierdzi – od 1872 roku) i uczciwie gotuje dla każdego. Łokieć w łokieć, można tu spotkać się z turystami i mieszkańcami przy tym samym stoliku. Niektórzy chwytają kanapki w dłoń i spieszą się dalej w swoich sprawach. Niektórzy chętnie wykorzystują chwilę przerwy, odpoczywając ze szklaneczką wina od długich spacerów po mieście.

Da Nerbone, Mercato Centrale, Florencja

Wybieracie, co chcielibyście zjeść, zamawiacie, płacicie i powoli przesuwacie się z kolejką do Panów, którzy w skupieniu serwują danie za daniem. Postawiliśmy na kanapki, bo z tego lokal słynie. Z pewną dozą nieufności oddałam Panu kwitek, bo do kanapek mam dość duże wymagania. Jednak moje serduszko zaczęło się bić szybciej, kiedy zobaczyłam, jak Pan, popatrzywszy uważnie w moje oczy z niemym znakiem zapytania, polał je obficie tłustym sosem, zanim ułożył pozostałe składniki.

Da Nerbone - Mercato Centrale, Florencja

Z winem smakuje wyśmienicie, bez wina pewnie też.

Da Nerbone

Via dell’Ariento 87-r (Via S. Antonino), Mercato Centrale, Florencja

Na obiad we Florencji

Prawdopodobnie nikt nigdy nie napisze kompletnego postu, gdzie warto zjeść we Florencji, bo knajp jest tu po prostu zbyt dużo. Zdarzyło nam się kilkakrotnie trafić do knajp bez wyrazu, z kiepskim jedzeniem, dlatego do wyboru restauracji na wieczór podchodzimy bardzo odpowiedzialnie. Tradycyjnie trzymamy w głowie godziny otwarcia – wieczorem zdecydowana większość trattorii, osterii, pizzerii, restauracji jest otwarta 18-21 lub 19-22.

Nasze trzy wieczory – w talerzach trzech knajp zaklęte. Nie żałowałam ani jednego kęsa, nawet kiedy było o jeden kęs za dużo!

Fratelli Briganti

Przyjechaliśmy do Florencji dość późno i chwilę rozglądaliśmy się po okolicach, próbując znaleźć coś fajnego na kolację. Fratelli Briganti była blisko i miała dobre opinie. Przez chwilę staliśmy z sercem na ramieniu, bo jedyne, czego nie miała, to wolnych stolików. Póki zadawaliśmy sobie pytanie w stylu “naprawdę? tutaj?, przecież na ulicach praktycznie nikogo nie ma”, Panowie w restauracji, zdaje się, zostali poruszeni naszym uporem oczekiwania na stolik i jeden wyczarowali.

Mimo niezbyt wyrafinowanego jedzenia, polubiłam tą restaurację od razu. Nienaganny uśmiech kelnera, lekki ukłon, menu lądują na naszym stole. Jego gigantyczne zmęczenie wydają tylko oczy, które wołają o minutę albo dwie na krześle w bezruchu, bez biegania pomiędzy stolikami, bez talerzy, bez myśli, tylko otulająca cisza i brak ludzi dookoła. Ale tylko oczy! Ma siły i życzliwość,  by doradzać, tłumaczyć menu, poszczególne dania i razem z nakryciami narzucić na każdego z nas pelerynę gościnności.

Kelner znika na chwilę, by przekazać zamówienie. My ukradkiem rozglądamy się po lokalu. Parę stolików dalej rodzina wybrała się na obiad. Uwielbiam obserwować relacje we włoskich rodzinach w restauracji. Są dla mnie pewnym ewenementem. Są głośni, emocjonalni w uczuciach, a mimo tego nie są absorbujący i przyciągający uwagę. Spotykają się z ludźmi, których lubią, a posiłek jest dla nich czystą przyjemnością.

Na nasz stół trafiają przystawki, które zamówiłam tylko przez crostini di fegatini – kanapeczki z pastą z wątróbki, którą uwielbiamy (8 EUR).

Antipasti - Fratelli Briganti, Florencja

Sędziwy Pan obok, popijając wino i grappę do obiadu, z dużą dezaprobatą patrzył, jak pstrykaliśmy aparatami i omawialiśmy każdy kąsek. Potem przynieśli wino oraz głównie dania i skupiliśmy się na sobie. Serwują tu pasty w wielu odmianach, w smakach toskańskich i tradycyjnych włoskich (w okolicach 8 EUR). Z wielkiego głodu nie zrobiliśmy ani jednego zdjęcia i może to będzie rekomendacją. Gdybyście kiedykolwiek byli w tych rejonach – polecam bardzo.

Fratelli Briganti

Piazza Giorgini 12/r

Trattoria Accadi

Namiar na Accadi otrzymaliśmy od naszych przyjaciół, którzy byli tym miejscem absolutnie zauroczeni (Olu, Marku – pozdrawiamy serdecznie!). Ponieważ w zachwytach kulinarnych praktycznie zawsze się zgadzamy, zaufaliśmy ich opinii i przyszliśmy tu specjalnie na obiad, czatując na stolik pół godziny przed otwarciem (i słusznie!).

Z tego miejsca biła bardzo pozytywna energia, a od osób, przygotowujących restaurację na wieczór, emanował spokój i taka wewnętrzna radość. Zatrzymaliśmy się w barze obok na kawę, wino i grappę w oczekiwaniu na otwarcie – i było warto zaczekać.

Przesympatyczna Pani, mówiąca perfekcyjnie po angielsku, przedstawiła nam standardowe menu i rozpromieniła się, w odpowiedzi na moje pytanie, czy nadal mają tagliatelle z borowikami w ofercie. Były! I bez wahania je zamówiłam, pozostawiając resztę w głębokich myślach nad menu. W międzyczasie Pan Kelner, wyjęty żywcem z XIX wieku, z gęstymi bakami, muszką i rozbrajającym uśmiechem, śmigał pomiędzy stolikami, pozostawiając za sobą w sercu niewytłumaczalną radość.

Pasta z borowikami w maśle, Accadi, Florencja

Polecam wam Accadi jesienią, w sezonie grzybowym. Jestem arcyiciekawa, co mają w menu sezonowym w pozostałych miesiącach. Bo pasta z borowikami w maśle to była najcudowniejsza rzecz pod słońcem tego dnia. I może nie tylko tego dnia. Potem spróbowaliśmy pasty z borowikami w innych trattoriach – i byłam megazdziwiona, że to nie był wcale ten sam smak! Pastę z borowikami z Accadi noszę w sercu i wrócę tam przy pierwszej okazji.

Sprawdziliśmy też spaghetti z ośmiornicą – PYCHA.

Spaghetti z ośmiornicą - Accadi, Florencja

Oraz spaghetti z pomidorami i kiełbaskami.

Spaghetti z pomidorami i kiełbaskami - Accadi, Florencja

Królik, mimo że był obsmażany w panierce na patelni, – bardzo delikatny i soczysty, z cudowną skorupką z zewnątrz.

Królik - Accadi, Florencja

Trattoria Accadi

Borgo Pinti, 56r (Via degli Alfani), Florencja

Trattoria Boboli

Tutaj też trafiliśmy zgodnie z rekomendacją naszych przyjaciół, którzy tutaj byli zadowoleni ze steka po florencku. Gigantycznym plusem trattorii są godziny otwarcia – ze względu na bardzo turystyczny rejon, są otwarci od 8 rano do 22:30, bez przerw!!!

Wielkim, olbrzymim plusem Trattorii Boboli jest czekadełko – pokrojona bagietka z oliwą i octem balsamicznym, z dodatkiem gruszki, własnej roboty. Ten ocet !!! Zajadaliśmy się nim bez opamiętania. Prawdopodobnie, równie szczęśliwa byłabym, gdybym wyszła po samej bagietce i occie. Ale!

W ramach kolacji przyszły do nas:

Ravioli Neri Pachino e Gamberi – 9,90 EUR

Ravioli Neri Pachino e Gamberi - Boboli, Florencja

Jedyne, co mogłabym im zarzucić, to wielkość porcji – bo z przyjemnością zjadłabym dwa razy więcej, w takim samym zestawieniu.

Tagliatelle porcini – 9,50 EUR (niestety, nie są tak dobre jak w Accadi)

Tagliatelle porcini - Trattoria Boboli, Florencja

Scaloppina funghi – 9,90 EUR oraz Bistecca di Scotto – 25 EUR

Bisctecca di Scotto - Trattoria Boboli, Florencja

Po raz kolejny nie zdecydowaliśmy się na Bistecca Alla Fiorentina, nie wyobrażając sobie zjeść, po wszystkich przygodach gastronomicznych, jeszcze kilogram mięsa.

Tort czekoladowy (5 EUR) był dla mnie wprost idealny – ciepły, delikatny i lekko płynny w środku, mocno czekoladowy. Zamówiliśmy jeden dla wszystkich, a potem jeszcze jeden. Jest tego wart, każdego kęsa!

Tort czekoladowy - Trattoria Baboli

Trattoria Boboli

Via Romana, 45r (Via dai Mori), Florencja

Na deser we Florencji

Zajrzeliśmy przy okazji do JT Caffe – na salami czekoladowe, które było delikatne, niezbyt słodkie oraz mocno czekoladowe. Do wina albo wieczornego espresso – para doskonała.

Salami czekoladowe - JT Caffe, Florencja

Oprócz zachęcająco wyglądającyh słodyczy, mieli całkiem spory zasób drinków, kaw oraz napojów na aperitif lub na zakończenie wieczoru.

JT Caffe

Piazza Pitti 32-33/r, Florencja

***

A jakie adresy dodalibyście tutaj Wy? Podzielcie się w komentarzach, chętnie sprawdzimy te dania, które was urzekły, następnym razem!

WSZYSTKIE NASZE POSTY Z TOSKANII

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Gdzie dobrze zjeść

Skomentuj

25 komentarzy

  1. An Ja

    16 stycznia 2018 at 2:16 pm

    w Mercato Centrale polecam spróbować makaron z truflami, zarówno sam makaron jak i dodatki w postaci sosu i grzybów są jednymi z lepszych jakie jadłam :) pozdrawiam!

    Odpowiedz

    • Tati

      16 stycznia 2018 at 2:46 pm

      Dziękuję za rekomendację! <3 a pamiętasz może nazwę baru, w którym próbowałaś ten makaron??? makaron z sosem z grzybami brzmi OSOM!!!

      Odpowiedz

      • An Ja

        16 stycznia 2018 at 4:24 pm

        stoisko, gdzie można zjeść naprawdę wyśmienity makaron z truflami to Il Tartufo Luciano Savini

        Odpowiedz

        • Tati

          16 stycznia 2018 at 10:47 pm

          Dziękuję! Zapisałam – i sprawdzimy w pierwszej kolejności jak będziemy we Florencji:)

          Odpowiedz

  2. Jakub Kowalski

    15 stycznia 2018 at 7:13 pm

    Najpiękniejsze miasto na świecie, ja tam wzdycham w każdym zaułku :)

    Bistecca Fiorentina to duże wyzwanie, nawet dla zdeklarowanych mięsożerców. Pamiętajcie, żeby brać jedną na dwie osoby :). Natomiast ludzkości nie udało się wymyślić lepszego steka :)

    Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 7:18 pm

      tak, wiem – zaczyna się 1 kg, a może ważyć znacznie więcej :) w każdym zaułku to ja wzdycham w Lizbonie :))) a we Włoszech – uwielbiam Rzym, Wenecję – z takich dużych miast, kocham Sienę, Genuę i malusieńkie miasteczka Toskanii z tymi krajobrazami jak malowanymi :)

      Odpowiedz

    • Jakub Kowalski

      15 stycznia 2018 at 7:21 pm

      Ale, ale – Florencja koniecznie po zmroku, tak od 21-ej mniej więcej.

      Nie wiem, co się tam może nie podobać, zwłaszcza w porównaniu z monumentalnym Rzymem :)

      Wenecja owszem, wspaniała. Ale Flo w sercu :)

      Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 7:24 pm

      ale mi nawet nie chodzi o architekturę – bo wspaniała!!!! czuję po prostu, że to nie do końca moje miejsce :) i oczywiście i tak tam wrócę!!!

      Odpowiedz

    • Jakub Kowalski

      15 stycznia 2018 at 7:25 pm

      Na razie udało nam się tam być kilka lat z rzędu, w tym roku kolejny :)

      Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 7:26 pm

      super!!!! ale objeżdżacie Toskanię czy zostajecie na kilka dni we Florencji i wracacie?

      Odpowiedz

    • Jakub Kowalski

      15 stycznia 2018 at 9:33 pm

      Mamy stacjonarne miejsce koło Rignano i co roku objeżdżamy co innego. Lubimy sam proces podróży, więc samochodem z Warszawy, a potem na miejscu niezwykła swoboda wyboru.

      Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 9:44 pm

      Rignano zanotowane, a podróż samochodem w naszym wykonaniu wymagałaby chyba pojazdu-chłodni, bo ze świadomością braku limitów podręcznego wykupilibyśmy całą salsiccię i wino w okolicy ;)

      Odpowiedz

    • Jakub Kowalski

      15 stycznia 2018 at 9:48 pm

      Wystarczy duży samochód, parę skrzynek wchodzi. Dead serious. ;)

      Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 9:51 pm

      been there, done that ;> Przy powrocie z Meklemburgii bagażnik brzęczał nam bardzo obiecująco :D

      Odpowiedz

    • Jakub Kowalski

      15 stycznia 2018 at 9:56 pm

      Ale ogólnie lepiej smakuje na miejscu, więc wystarczy z takim nastawieniem pojechać :)

      Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 9:57 pm

      Jakub – zdecydowanie tak! :)

      Odpowiedz

  3. Olencja Es

    15 stycznia 2018 at 7:00 pm

    wyzwanie podjęte, pojedziemy razem i tyle będziemy chodzić, że w końcu się jakąś uliczką zachwycisz <3

    Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 7:05 pm

      dobra! :D p.s. most był spoko ;)

      Odpowiedz

    • Olencja Es

      15 stycznia 2018 at 7:09 pm

      A widzieliście, że jak się pójdzie dalej w stronę kolejnego mostu, to jest na środku rzeki szeroki stopień, na którym można siedzieć?

      Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 7:13 pm

      tak, ale nie mieliśmy czasu na nim posiedzieć (dopisałam do planu!)

      Odpowiedz

  4. Minie

    15 stycznia 2018 at 7:59 pm

    oj aż zgłodniałam, uwielbiam włoską kuchnie a już prosto ze źródła.. mniam! ;-)

    Odpowiedz

    • Tati

      15 stycznia 2018 at 8:08 pm

      wczoraj, zanim dopisałam ten post, trzy razy uzupełniałam talerz o zapasy z lodówki :D więc doskonale rozumiem! :)

      Odpowiedz

  5. Summer Bench

    15 stycznia 2018 at 6:53 pm

    My marzymy o Florencji… Może za rok :)

    Odpowiedz

    • Poszli-Pojechali

      15 stycznia 2018 at 7:06 pm

      marzenia mają to do siebie, że się spełniają, prędzej czy później :)

      Odpowiedz

  6. Swiatoholiczka

    15 stycznia 2018 at 4:32 pm

    Oj ja tez nieba tez nie przepadam za słodkimi śniadaniami :( jak byłam w Bolonii, nasza cs hostka zrobiła nam raz śniadanie. Oczywisice zjedliśmy, ale chyba bym wolała zwykła kanapke z warzywami;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Loading Facebook Comments ...

Zobacz także

Wilno – miasto tysiąca drobiazgów

Wilno było na liście do zobaczenia od wielu lat, choć nigdy specjalnie wyso…