Strona główna Pojedli-Popili Gdzie dobrze zjeść San Sebastian – kraina miniaturowych doskonałości

San Sebastian – kraina miniaturowych doskonałości

39 min. czytania
1
0

Historia pintxos zaczyna się w San Sebastian

Moja historia z baskijskimi pintxos zaczęła się kilka lat temu, kiedy obejrzałam program o San Sebastian. Był to rozrywkowy program kulinarny, który lubię czasem obejrzeć do dziś – sprawił, że przez godzinę chłonęłam opowieści o tak odmiennej kuchni, o kulturze spędzania czasu oraz o smakach kuchni baskijskiej. Od tego momentu przeczytałam dziesiątki postów na ten temat, aż pewnego dnia po prostu kupiliśmy bilety.

Czym jest pintxos

Pintxos – to miniaturowe kanapeczki z różnorodnymi składnikami, serwowane obecnie w barach Kraju Basków, Nawarze, Asturii i Kantabrii, spięte patyczkiem. Obecnie ewoluowały już z formy kanapki z patyczkiem i często są serwowane w formie miniaturowych dań na talerzykach.

Pintxos z Sirimiri, San Sebastian

Początkowo nazywały się banderilla i powstały, można powiedzieć, przypadkowo. Jeden z klientów baru, Joaquin Aranburu, o pseudonimie Txepetxa, połączył wykałaczką 3 składniki – i tak pierwszy pintxo był gotowy. Tradycyjnie, sukces ma wielu ojców – spory, kto wymyślił pintxosy trwają, ale historia z San Sebastian jest uważana za oficjalną i trzyma pewne pierwsze miejsce. Tę wersję znalazłam w książce Famous Pintxos of Donostia-San Sebastian, napisaną przez Josema Azpeitia, który, zdaje się, wie o kuchni baskijskiej jeśli nie wszystko, to bardzo dużo.

Banderilla albo pintxo – to łącząca składniki wykałaczka, od którego wzięła się nazwa dania.

Oczywiście, w San Sebastian działa również bar Txepetxa, upamiętniający odkrywcę tego kulinarnego cudu.

San Sebastian jest uważany za stolicę kuchni baskijskiej, a sam Kraj Basków – za region z najsmaczniejszą w Hiszpanii kuchnią.

Jak są podawane pintxos

Początkowo z wykałaczką albo patyczkiem, scalającym wszystkie składniki, obecnie pintxos – to po prostu miniaturowe dania, podawane na kawałku chleba albo z chlebem, na dwa-trzy kęsy.

Pintxos z Sirimiri, San Sebastian

Na zimno

Wyłożone na ladzie barów – ilość składników, forma i podania ograniczone są tylko wyobraźnią szefów kuchni. Zazwyczaj – na kawałku bagietki. Z wędliną (jamón ibérico , z sałatką rosyjską i krewetką (wtedy sałatka jest z krabem albo warzywna), z anchois, z dorszem, łososiem i tak można wyliczać w nieskończoność.

Sirimiri, San Sebastian, Kraj Basków

Pintxos na zimno na ladzie barów

Sporo jest pintxos w formie nowoczesnej – w plastikowym kieliszku z sosem, owoce morza w muszlach (np małże albo przegrzebki), po prostu rybki, nakładane do miseczki.

Pintxos w San Sebastian

Do podgrzania

Na ladzie leżą prawie gotowe pintxos, które kelner, po tym jak dokonamy wyboru, podgrzewa albo zanosi na kuchnię do finalnego przygotowania. Czasem trudno zgadnąć, jak to nawet będzie smakować, bo nie zawsze wiadomo, w jakiej to formie ostatecznie przyjdzie.

Pintxos w San Sebastian

Na ciepło

Miniaturowe dania, które zamawia się z karty, wypisane na tablicy lub wydrukowane jako osobne menu. Czasem zdarza się tak, że nie ma wywieszonej karty menu i po prostu trzeba wiedzieć, o co poprosić, zamiast wybierać tylko dostępne na ladzie pintxos.

Pintxos w San Sebastian
Słynne krewetki z Paco Bueno

Podaje się je z obowiązkowym kawałkiem bagietki. Bary też powoli się uczą (odniosłam takie wrażenie), że nie wszyscy turyści są w stanie pochłonąć takie ilości bagietek jednego wieczora oraz nie każdy potrzebuje chleba do kawałka kalmara albo steka. Sporo osób nas pytało przy przygotowaniu zamówienia, czy chcemy chleb do zamówionego dania.

Czym pintxos różnią się od tapasów?

Nie, pintxos nie są tapasami w języku baskijskim .

Zasadnicza różnica jest w podejściu do przygotowania i przeznaczeniu. Tapas jest przekąską podawaną do zamówionego napoju. Pintxo jest samodzielnym daniem w miniaturze, serwowanym w porze lunchu i wieczorem (no dobra, w niektórych również na śniadanie!!!). Nigdy nie wiemy, co dostaniemy do wina w ramach przekąski (ależ to były moje zgrzyty sumienia, jak widziałam chipsy albo sałatkę ziemniaczaną podane do wina), natomiast pintxos sami wybieramy.

Za pintxo się płaci osobno, jak za danie, za tapa do wina – nie (z wyjątkiem turystycznych barów, które obciążają za wszystko).

No i najważniejsze – wiele pintxos to małe dzieła sztuki kulinarnej.

Pintxos z San Sebastian
Foie gras z La Cuchara de San Telmo

Wiele barów, oprócz serwowania co najmniej kilkunastu, o ile nie kilkudziesięciu pintxo, ma swoją specjalizację. Bywalcy to wiedzą i zawsze zamawiają. Często wystarczy popatrzeć, co wszyscy dookoła mają na talerzach.

A czasem warto zapytań obsługę – na pewno doradzą, bo są dumni ze swojej kuchni.

No a teraz najważniejsze…

Gdzie zjeść najlepsze pintxos w San Sebastian

Nie mam dla was zestawienia złotej dziesiątki barów, ani dwudziestki, ani setki. Stare miasto to plątanina uliczek i niezliczona ilość barów, które wieczorami i w weekendy zapełniają się jeszcze większą ilością ludzi – grupkami znajomych i przyjaciół, którzy przyszli spędzić razem czas, oraz turystami.

W wyżej wspomnianej książce barów, serwujących naprawdę wymyślne pintxos, w których warto zapoznać się z kunsztem kucharzy baskijskich, opisanych jest ich co najmniej kilkadziesiąt. A opowiada praktycznie o ścisłym centrum, nawet nie dotykając drugiej strony rzeki albo obrzeży miasta, na których też sporo się dzieje.

San Sebastian, Kraj Basków

Nie sposób spróbować wszystkich pintxos we wszystkich barach za jednym razem. Wiem jedno – warto próbować , spacerując od baru to baru w poszukiwaniu własnych ulubionych smaków.

Poniżej – lista barów, które zrobiły na nas wrażenie i wryły nam się w pamięć. Obawiam się, przy całej mnogości jeszcze nieodwiedzonych miejsc, do wielu z nich wrócimy, jak przyjedziemy do San Sebastian następnym razem.

Sirimiri

Bar był niebezpiecznie blisko naszego zakwaterowania. Odwiedziliśmy go o różnych porach, zawsze wychodziliśmy zachwyceni.

Sirimiri, San Sebastian

Był to też pierwszy bar, który odwiedziliśmy w San Sebastian. Po wejściu wszystkie zmysły zostały zaatakowane kolorami, zapachami ułożonych na ladzie pintxos.

Złamaliśmy pierwszą zasadę txikiteo, czyli bar crawlingu po baskijsku. Zamiast 2-3 kanapeczek i kieliszka wina, napełniliśmy talerze raz, a potem, unicestwiwszy wszystko w pięć minut z nieprzyzwyczajenia, poszliśmy po dokładkę.

Patrząc na te kombinacje składników, trudno było powiedzieć sobie – hej, cały wieczór przed tobą, nie musisz wiedzieć, jak smakują te wszystkie pintxos, chodź do kolejnego baru! Byliśmy najedzeni, wniebowzięci i szczęśliwi, a od wyjścia z naszego pokoju do momentu zjedzenia dwóch talerzy minęło jakieś 30 minut.

Wieczorem w barze zniknęły stoliki, przy których w porze lunchu trudno było znaleźć wolne miejsce. Pojawił się jednak barman, który nawet po północy przykładał ogromną uwagę do każdego zrobionego drinka, mieszając koktajle z karty i smaki na zamówienie.

Mandarynkowy albo truskawkowy sour? Poproszę!

Ostatecznie nie spróbowaliśmy specjalności zakładu – Arroz Ecological & Cordero, czyli ryżu z jagnięciną.

Pintxos z lady tu w cenach 2-3 EUR, z karty – o kilka EUR więcej, wino – 1 EUR/kieliszek, piwo – 3 EUR, drinki – 8-10 EUR.

Sirimiri

Calle Mayor 18, 20003 San Sebastián

Borda Berri

Tutaj po raz pierwszy otrzymaliśmy lekcję, jak zawalczyć o miejsce przy ladzie, zamówić i zjeść. Przez chwilę podziwiałam stoicki spokój obsługi, która często nie miała czasu nawet na mechaniczny uśmiech – bo przyjmowała zamówienia jednocześnie od kilku osób.

Grzeczność tu nie pomaga w zamówieniach – można stać za plecami innych osób bardzo długo, czekając aż ktoś zwróci na nas uwagę, że długo czekamy. Uprzedzam od razu – nie zwróci. Wywalczyć kawałek lady, złapać kontakt wzrokowy z kelnerem i zamówić risotto albo policzki (carillera). I, oczywiście, kieliszek wina.

Borda Berri, San Sebastian

Pintxos – 2-6 EUR, wino – 2-3 EUR/kieliszek

Borda Berri

C. Fermín Calbetón, 12, San Sebastian

Goiz Argi

Tu po raz pierwszy zostałam kopnięta – przez doświadczenie. Jadłam bardzo znane mi składniki, ale w tak doskonałym przygotowaniu, z takimi sosami, że nie mogłam uwierzyć, że to są krewetki i wędzona ryba. Każdy kęs – powoli, by rozłożyć na składniki pierwsze, przeanalizować i zadać tylko jedno nieme pytanie – JAK TO ZROBILIŚCIE.

Krewetki w odjechanym sosie (brocheta de gambas) i kanapka z rybą (Mari Juli), przy której Michał po raz pierwszy otworzył oczy bardzo szeroko, odłożył kawałek Mari Juli na talerz i powiedział zdawkowo “SPRÓBUJ”.

Oczywiście, przy ladzie czekają na wszystkich przysmaki w wielu odmianach.

Zgadnijcie, co jest jednak na talerzach u wszystkich, tu przychodzących. O tych krewetkach myślę nadal i zastanawiam się, jak łapią granicę tuż za momentem “jeszcze surowe”, dzięki czemu są soczyste, smaczne i niepodobne do tych, które można wygrzebać w paelli lub zupie.

Oba pintxo były w cenie 2,70 EUR.

Goiz Argi

Fermin Calbeton 4, San Sebastian

Zeruko

Kuchnia eksperymentalna w super wydaniu. Lada baru wygląda jak wyjęta żywcem z jakiejś bajki, a talerze, wyskakujące z kuchni, przyprawiają o zawrót głowy.

Nie wiedzieliśmy czasem, co jest czym i, bez znajomości języka, tkwiliśmy dobrych kilka minut, próbując rozkminić, jak może smakować.

Nadal męczę się, czym były te białe kulki.

Nawet nie wszystkie pintxos z baru są gotowe do konsumpcji i wymagają paru minut na kuchni.

Specjalnością lokalu jest dorsz  (cod), którego niestety nie było, i kaczka (marget de pato).

Zeruko, San Sebastian
Kaczka na grzance z sosami

Natomiast moim absolutnym hitem została grillowana mątwa w sosie z mango, z foie gras oraz chipsem krewetkowym w postaci rafy koralowej. Zamówiłam ją w ostatniej chwili, prawie w odrętwieniu patrząc na talerz, który mnie właśnie mijał, zmierzając do pani przy stoliku obok.

Zeruko, San Sebastian

Zamówienie tutaj czegokolwiek wymaga sporej determinacji, szczególnie pod koniec wieczoru – ale jest warte każdego kęsa i każdego centa.

Pintxos z lady baru – 2-3 EUR, z karty na ciepło 4-8 EUR, wino – 1-3 EUR

Zeruko

Pescadería, 10, San Sebastian

La Viña

Serwują tu mnóstwo wspaniałych rzeczy. Ale my tu byliśmy kilkakrotnie w ciągu naszego jakże krótkiego pobytu  dla SERNIKA.

View this post on Instagram

PL/EN Skąd wiem, że #sernik jest jedną że specjalności lokalu? Jest na talerzu praktycznie każdego gościa knajpy, zajmuje wszystkie półki i znika w mgnieniu oka. Jeden z najlepszych, jakie jadłam w swoim życiu. A jadłam dużo. Dodam, że pieczonych w ten sposób serników nie lubię, A tego zjadłam 4 kawałki. Gdyby byli otwarci w poniedziałek, zjadłabym 6 🍰🍰🍰❤ / How do I mnie that #cheesecake is the speciality of the house? Maybe because almost every guest has it on his plate. And all the shelves are occupied by baked cheesecakes ready to be served. One of the best I've tried. And I've tried a lot. I should mention I don't like the cheesecakes made this way – and in La Viña I ate 4 pieces. And would have eaten 6 if they would be open on Mondays. . . . #jedzenie #podróże #basquecuisine #basquecountry #cheesecakes #tartadequeso #pintxo #sansebastian #donostia #bizkaia #euskadi #spain #foodie #foodilove #foodandwine #sansebastiantourism #hiszpania #Испания #странабасков

A post shared by  Tati&Michał, Poszli-Pojechali (@poszlipojechali) on

Z pewną dozą nieufności spojrzałam na sernik, który w warszawskich cukierniach zawsze omijałam. Popatrzyłam na lady, zajęte w całości formami z wypieczonymi sernikami, zanurzyłam łyżeczkę i odpłynęłam. Delikatny, prawie płynny środek, dopieczony i wilgotny, niezbyt słodki, waniliowy – DOSKONAŁY. Z czerwonym winem lub kawą smakuje fantastycznie.

La Vina, San Sebastian

Nie było tam ani orzechów, ani rodzynek, ani polewy – bo byłyby zbędne. Michał krzywił się do pierwszej łyżeczki, a potem nie mógł sobie odmówić swojego kawałka. Był po prostu PRZE.

Sernik (2 kawałki w każdej porcji) – 5 EUR, pintxos z lady – 2-3 EUR, kawa 1,50 EUR, cydr – 1,70 EUR/kieliszek, wino – 1,5-3 EUR/kieliszek

Bar La Viña

31 de Agosto, 3, San Sebastian

La Cuchara de San Telmo

Nigdy nie widziałam, by Michał miał tak szeroko otwarte oczy po spróbowaniu zamówionego jedzenia. Ani tym bardziej, żeby zaniemówił z wrażenia. A jednak.

Cochinillo, czyli wieprzowina ze zgrillowaną na złoto skórką, powaliła Michała na kolana. Wrócił po nią następnego dnia i zamówił pełną porcję. Ja nie wierzyłam, że to może tak smakować i że uwielbiam skórkę. Wyczyściliśmy talerz zbawienną bagietką do czysta.

La Cuchara de San Telmo - Cochinillo

Oprócz tego, zostaliśmy totalnie roztrzaskani przez policzki i foie gras (uprzedzając pytania, wiem, że to jest bardzo kontrowersyjna potrawa, którą zdecydowałam się jednak właśnie tam spróbować).

Menu było długie i wciąż nie sprawdzone w całości, a my za kilka godzin mieliśmy autobus z powrotem do Santander.

Kuchnia tu jest po prostu wyśmienita!!!! Ale magia miejsca zaczynała się przy samym wejściu. Tu jest zawsze tak tłoczno, że praktycznie nie ma gdzie postawić nogi. Ale wszyscy wiedzą, że każdy chce spróbować – dlatego pomagają sobie nawzajem, proponując przytrzymać miejsce, które właśnie się zwalnia, zamiast oglądać jak w bezradności ktoś kręci się po lokalu (czy napisałam “kręcić się???” – przeciskać się pomiędzy ludźmi!!!) szukając paru centymetrów wolnego blatu.

Obsługa tańczyła przy barze i uśmiechała się, zaczepiana przez starsze panie. W takim momentach najbardziej żałuję, że nie rozumiem hiszpańskiego. Przytyki i żarciki trwały długo, a na koniec starsza Pani wyściskała i ucałowała jednego z kelnerów. Byłam oczarowana postawą – w momencie, w którym od niego się odwróciła, nie przewrócił oczami, nie zmienił uśmiechu na chwilową złość, jeszcze chwilę patrzył jej z uśmiechem w plecy, a potem dołączył do kulinarnego tańca z pozostałymi.

Wszystkie pintxos tu są na ciepło, w cenie 4-8 EUR, wino – 2,50-3,00 EUR/kieliszek.

La Cuchara de San Telmo

C/ 31 de Agosto, 28, San Sebastian

Astelena

Tu Michał zaniemówił po raz drugi, definitywnie i ostatecznie zakochując się w kuchni baskijskiej, zamawiając steka – Solomillo.

Astelena, San Sebastian

Zamówił to danie dwa razy w ciągu 30 minut, a uradowany kelner zachęcająco poinformował, że mają również porcje obiadowe. Gdyby nie prawie północ, zabralibyśmy ze sobą wspomnienia najlepszego, jak dotąd, steka. Mięso dosłownie rozpływało się w ustach – a mi nie chciało się wierzyć, że to w ogóle jest możliwe.

Próbowaliśmy tu też tatara (poprawnie ale bez uniesień) i kilka różnych gotowych pintxos z lady.

Nadal żałuję, że zabrakło nam ostatniego dnia czasu na powrót do Asteleny.

Tatar i stek – po 5 EUR, pintxos z lady – 2,50-3 EUR, wino – 2,00-3,00 EUR/kieliszek

Astelena

Iñigo, 1, San Sebastian

Jak zamawiać pintxos

Talerze do wzięcia pintxos z lady stoją gdzieś w okolicach kasy przy barze ale są wydawane przez kelnera. Trzeba wybrać te dania, które podobają się najbardziej, i pokazać kelnerowi. Jeśli będą wymagały podgrzania albo dalszego przyrządzania, zabierze od was talerz i przyniesie do stolika, kiedy będą gotowe. Byłam pod ogromnym wrażeniem, jak w tak dzikim tłumie, który przetacza się przez bar, pamiętają, kto co zamówił i gdzie znalazł miejsce.

Pintxos na talerzu

Pintxos z menu na tablicy trzeba zamówić, starając wymawiać hiszpańskie nazwy jak najbardziej poprawne, albo po prostu wskazać na talerz, który wylądował tuż obok i tak zachęcająco do was mówi, że koniecznie musicie tego spróbować. Mój knajpowy hiszpański jeszcze nie jest idealny i stwierdziłam, że to jest czas, by powrócić do podstaw.

Ile dni przeznaczyć na San Sebastian

Jest to bardzo subiektywna kwestia i każdy powinien odpowiedzieć sobie na szereg pytań i wziąć kilka kwestii pod uwagę, zanim zarezerwuje noclegi i zorganizuje weekend w San Sebastian:

  • pogoda nie jest pewna, nawet w sezonie,
  • plaże miejskie są piękne – ale istnieje szansa, że nie będzie okazji z nich skorzystać,
  • jaki jest budżet na wyjazd. San Sebastian nie jest tanią destynacją – ze względu na ceny i ilość miniaturowych porcji do spróbowania,
  • czy lubicie jeść i bawić się w tłumie.

My byliśmy 2 dni – akurat, by pozwiedzać San Sebastian, pospacerować i postarać się spróbować jak najwięcej pintxos. Uważam, że ostatni punkt wykonaliśmy na 5+.

***

Pierwsze próby przepisów z kuchni baskijskiej, na podstawie książek, które przywiozłam – za nami. Da się przygotować fantastyczne dania, nawet na polskich produktach! A książki mamy dwie i na paru przepisach poprzestawać nie zamierzamy.

Komentarze z Facebooka
Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
Load More In Gdzie dobrze zjeść

Skomentuj

Jedna odpowiedź

  1. psyche

    24 sierpnia 2018 at 3:50 pm

    Dopiero teraz przeczytałam całość, bo wcześniej skupiałam się głównie na zdjęciach :) Powiem tak: na pewno tam pojedziemy! Kocham kuchnię hiszpańską po całości, w zasadzie z każdego regionu, ale pintxos jeszcze nie próbowałam. Nie wiem, jak to się stało! Trzeba nadrobić natychmiast! Bardzo smaczny wpis <3

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Wino pomarańczowe i tapas w Sewilli są doprawione szczęściem

Andaluzja – ojczyzna tapasówSpis treści1 Andaluzja – ojczyzna tapasów1.1 Kuchn…