Strona główna Tematycznie Na weekend Muzeum Fotograficzne w Spišskej Belej

Muzeum Fotograficzne w Spišskej Belej

9 min. czytania
5
0

Małe muzeum w małym miasteczku – Muzeum Fotograficzne J. M. Petzvala w Spišskej Belej

Lubicie muzea w małych miejscowościach? Czy może kojarzą się Wam ze zbiorem rupieci, próbujących budować wizję dumnej przeszłości mieściny, gdzie obecnie na opustoszałych ulicach jedynie od czasu do czasu przelatują, gnane wiatrem, kłęby gałęzi, niczym z westernie klasy B?
Małe miejscowości, które w jakiś sposób zaistniały w światowej historii, czy to nauki, techniki, czy litertury, starają się czerpać z tej sławy jak najwięcej, jednak zazwyczaj sprowadza się to do gromadzenia memuarbiliów związanych ze sławnym mieszkańcem lub miejscem.
Praca to żmudna i niekiedy kosztowna, natomiast dla potencjalnych gości zazwyczaj nizebyt ciekawa (nie licząc psychofanów zagadnienia / osoby).

Kiedy dowiedziałem się, że w programie zwiedzania słowackiego pogranicza znajduje się wymienione w tytule muzeum, w głowie zapaliła mi się momentalnie lampka z wielkim napisem NUUUUUUDA!, bo choć fotografia to mój konik, a o Józefie Maximianie Petzvalu coś tam słyszałem, to wizja oglądania notatek dziewietnastowiecznego wynalazcy, wystawianych za szkłem, nie wydawała się najlepszym pomysłem na spędzenie poranka.

Tu okazało się, że jednak nie będzie nudno i dla zbieracza fotograficznych gratów będzie to wymarzone miejsce – jest to prawdziwe muzeum fotografii, a typowo wspominkową ekspozycję znajdziemy tylko na parterze, gdzie został odwzorowany pokój, w którym Petzval projektował swoje konstrukcje. Powyżej znajdziemy ekspozycję poświęconą foto-technice od zamierzchłych początków do współczesności, a przyznacie sami, że oglądanie smartfona w muzealnej gablocie ma w sobie spory okruszek ironii i poczucia tego, jak szybko zmienia się technologia wokół nas.

Muzeum Fotograficzne J. M. Petzvala – co można zobaczyć

W muzeum Petzvala górne kondygnacje poświęcone są rozwojowi fotografii i pięknie ilustrują, jak zmieniła się ona od etapu wielkoformatowych skrzynek, gdzie na jednej kliszy można było wykonać tylko jedno zdjęcie, aż po epokę “nieskończonej, cyfrowej kliszy”.

Zabawne jest przede wszystkim to, że z więkoszości eksponatów w tym muzeum miałem okazję obcować jeszcze niedawno, jako normalnych, użytkowych narzędzi fotografa. Zenit – mój pierwszy poważniejszy aparat (poważniejszy, czyli taki, który wymagał czegoś więcej, niż wykadrowania i wduszenia przycisku migawki), średnioformatowe lustrzanki – do dziś mam Kiev’a 6C, czyli rosyjską wersję Pentacona Sixa, czy wreszcie wystawiona (o ironio) na światło dzienne, ciemnia, z powiększalnikiem Meopty i papierami Fomy, przywodzi na myśl długie godziny spędzone w odgrodzonym od światła pokoju, gdzie w środku nocy powstawały pierwsze samodzielnie wywołane obrazy i ten magiczny moment, gdy włożony do kuwety z chemikaliami papier, nabierał czerni i szarości we właściwych miejscach.

Kolejne gablotki przywoływały wspomnienia, emocje, także niekoniecznie miłe, jak choćby pierwszy wyjazd do Hiszpanii, kiedy to mojemu Zenitowi się źle nawinęła klisza (temu misiu…) i przez cały dzień w Barcelonie klatki leciały na pusto, no zachwytu we mnie nie było wtedy zbyt wiele ;). Swoją drogą, to były czasy, gdy z całego wyjazdu wracało się góra z dwoma, czasem trzema rolkami po 36 zdjęć – film kosztował, jego wywołanie takoż, nikt, poza profesjonalistami,  nie robił kilkunastu zdjęć jednego kościółka.

Pośród ekspozycji trafiło się też kilka moich niespełnionych marzeń sprzed lat, jak choćby profesjonalna, do dziś używana w niektórych studiach Mamiya 67, czy malutkie, szpiegowskie Minoxy, kultowe Lomo, czy jeden z oryginalniejszych prekursorów fotografii cyfrowej – Sony Mavica, który to aparat zapisywał zdjęcia na małych płytach CD-ROM.

Dla wielu to muzeum będzie po prostu zbiorowiskiem gratów, skansenem, ale jeśli siedzicie w fotografii trochę dłużej i pamiętacie jeszcze zapach Rodinalu, to warto zatrzymać się w Spišskej Belej i nieco powspominać, przechadzająć się po salach muzeum :). Na zakończenie, pytanie do Was, drodzy czytelnicy. Czy na zdjęciach z muzeum znaleźliście jakieś aparaty, których używaliście, a może macie je dalej i zdobią Waszą półkę lub dalej pracują, a Wy nie daliście się tak całkiem porwać pędzącej cyfryzacji? Czekamy na komentarze :).

Info:
Godziny otwarcia (wtorek – sobota): 10 – 16:30,
w każdą pierwszą niedzielę miesiąca: 10 – 17:00, wejście za darmo.

Strona muzeum

Jeśli spodobał Ci się ten post i chcesz być na bieżąco, to po więcej informacji, inspiracji, ciekawostek zapraszamy na   Facebook, Instagram i Twitter - do zobaczenia!
pokaż więcej
  • Ateny na weekend – mini-przewodnik

    Ateny na weekend – to dużo czy mało? Mało. Kiedy zbliża się koniec roku, a ilość dni…
  • Okolice Krakowa – Tarnów na weekend

    Czy planując weekend w Krakowie, rozważaliście kiedykolwiek wypad do Tarnowa? Nie? Ja też …
  • Lizbona na święta

    Uwielbiam święta, uwielbiam świąteczną atmosferę, uwielbiam jarmarki świąteczne – sp…
Load More In Na weekend

5 komentarzy

  1. Kinga Bielejec

    4 grudnia 2015 at 4:11 pm

    Ile ciekawostek! Idealne miejsce dla fotografów. Ja aż tak nie “siedzę” w temacie, ale pewnie i tak by mi się spodobało ;)

    Reply

  2. Tyna Julia

    4 grudnia 2015 at 1:01 pm

    Takie muzea mają swój urok :) Z eksponatów miałam Pentaxa i Olumpusa. Nie do wiary ile się zmieniło, w tak krótkim czasie :)

    Reply

  3. Połącz Kropki

    4 grudnia 2015 at 1:40 pm

    Tyle starych aparatów, aż napatrzeć się nie mogę ^^

    Reply

  4. Paulina Szałamacha

    4 grudnia 2015 at 11:43 am

    Naprawdę fajne to muzeum – nie spodziewałam się! :p Nie lubie chodzić do miejsc, które są mega zatłoczone przez turystów i które są ogromnie popularne, więc zdecydowanie bardziej interesują mnie małe atrakcję – jak to małe muzeum :)

    Reply

  5. Traveling Rockhopper

    4 grudnia 2015 at 11:29 am

    W małych miejscowościach czasem można spotkać tematyczne muzea, i są one bardzo ciekawe. To nie są typowe muzea z dużych miast, ale są zdecydowanie warte odwiedzenia! :)

    Reply

Dodaj komentarz

Zobacz także

Ateny na weekend – mini-przewodnik

Ateny na weekend – to dużo czy mało? Mało. Kiedy zbliża się koniec roku, a ilość dni…